W 24 godziny „zniszczono” radiową Trójkę. To mogą być straty liczone w milionach – naszych, publicznych pieniędzy

Gorące tematy Państwo Technologie dołącz do dyskusji (773) 17.05.2020
W 24 godziny „zniszczono” radiową Trójkę. To mogą być straty liczone w milionach – naszych, publicznych pieniędzy

Jakub Kralka

Radiowa Trójka powróciła do zwyczajów dobrze znanych z PRL-u, co z kolei nie dziwi, ponieważ za „dobrą zmianą” generalnie ciągnie się taki zaskakujący i zupełnie w mojej ocenie niepotrzebny sentyment do czasów przed 1989 rokiem. 

O tym jak Trójka ocenzurowała Kazika pisał kilka dni temu Maciej Bąk. I nie tylko Maciek, temat bowiem podchwyciły w zasadzie wszystkie niezależne od rządu media w Polsce, a także sami internauci. W konsekwencji „Twój ból jest lepszy, niż mój” wyrósł chyba trochę nieoczekiwanie do rangi największego protest songu epoki „Dobrej zmiany”. Nieoczekiwanie, bo przecież sam Kazik Staszewski przez lata uchodził za zwolennika rządów PiS, wypowiadając się z delikatną przychylnością chociażby na temat skandalicznie przeprowadzanej „reformy” sądownictwa.

Kazik nagrał piosenkę piętnującą sytuację, gdy Jarosław Kaczyński – w tamtym okresie napisałem o nim felieton pt. Pan życia i śmierci – przechadzał się po cmentarzu, podczas gdy dla większości Polaków taka możliwość była nieosiągalna, zalecano pozostawanie w domu. I choć rzecznik rządu mówił o tym, że cmentarze mogą być otwarte, podmioty zarządzające wieloma nekropoliami, uniemożliwiały dostęp do tychże. Również z ostrożności, ponieważ produkowane wtedy rozporządzenia rządu były chaotyczne, nierzetelne i tak naprawdę cmentarze należało jednak uznawać za przestrzenie, które powinno się zamknąć dla użytku publicznego.

Podobnie wyglądała sprawa na warszawskich Powązkach, do których przeciętni śmiertelnicy nie mogli się dostać, ale Jarosław Kaczyński w samym środku najbardziej kryzysowych chwil epidemii spacerował po zamkniętym cmentarzu. Odniósł się do tego Kazik Staszewski w swojej piosence:

1998 notowań listy przebojów w Trójce

1998 notowań listy przebojów w Trójce. Nawet jeśli ktoś nie ceni radia, prawdopodobnie ceni tę audycję oraz zaangażowanego w jej tworzenie Marka Niedźwieckiego. Ojca listy, patrona tej koncepcji, który przez lata niemal nieprzerwanie zmierzał właśnie ku notowaniu numer 2000. Lista przebojów Programu Trzeciego wraz z Markiem Niedźwieckim jest dla polskiej sceny muzycznej tym, czym Włodzimierz Szaranowicz czy Dariusz Szpakowski dla polskiego sportu. Pomnikiem przyrody, obiektem kultu, który ze względu na swoją długodystansowość, nawet pomimo ewentualnych wad, należy bezwarunkowo czcić.

Lista prowadzona od 24 kwietnia 1982 roku kilkukrotnie musiała mierzyć się ze cenzorskimi zapędami komunistycznych władz PRL-u, jednak wszyscy mieliśmy nadzieję, że te czasy są już dawno za nami. Nie są – i niestety nie jest to opinia wyłącznie przedstawicieli Platformy Obywatelskiej czy Komitetu Obrony Demokracji. Tamte standardy powracają nawet do tak błahych i absurdalnych rzeczy, jak listy przebojów w programie muzycznym.

Ktoś uznał, że piosenka Kazika godzi w dobre imię Jarosława Kaczyńskiego (przypomnijmy: osoby, która formalnie nie pełni żadnej funkcji w państwie, poza sprawowaniem mandatu posła RP). I notowanie, które ostatecznie ta zupełnie przeciętna piosenka wygrała, zniknęło ze strony internetowej radiowej Trójki.

Dziwne tłumaczenia i działania Trójki

To oczywiście zaowocowało szeregiem zarzutów ze strony – co ciekawe – nie polityków, nie Grzegorza Schetyny, nie Donalda Tuska. Wkurzyli się ludzie, zwykli szarzy ludzie i Dawid Podsiadło znany z nagrywania ładnej muzyki, układania klocków LEGO i oglądania klipów na Instagramie, a nie angażowania w polityczne spory.

Sposób tłumaczenia tej decyzji przez władze radia był zdumiewający. Na przestrzeni 24 godzin wydano dwa oświadczenia. Szefowa Polskiego Radia Agnieszka Kamińska przyznała, że o unieważnieniu ostatniego wydania Listy Przebojów Trójki zdecydowała dyrekcja stacji. Dyrektor Radiowej Trójki Tomasz Kowalczewski stwierdził najpierw, że piosenka Kazika powinna zająć czwarte, a nie pierwsze miejsce w głosowaniu, a tak właściwie to w ogóle nie powinno jej tam być, bo do głosowania wprowadzono piosenkę spoza listy. Dzień później Kowalczewski wydał kolejne oświadczenie, przytaczane przez Wirtualne Media:

Wiemy już na pewno, że dokonano ręcznej manipulacji polegającej na zmianie kolejności piosenek, na które głosowali słuchacze Trójki. Nasi radiowi informatycy przeanalizowali logowania osoby odpowiedzialnej za kolejność piosenek w elektronicznej wersji listy. Według głosów słuchaczy Kazik powinien być na miejscu czwartym – stwierdził dyrektor radiowej Trójki. (…)

Z naszych ustaleń wynika, że to prowadzący tego dnia audycję zdecydował o przestawieniu piosenki „Twój ból jest większy niż mój” na miejsce pierwsze, a piosenka wybrana przez słuchaczy z największą liczbą głosów spadła na miejsce szóste – napisał.

W związku z posądzeniem o nieuczciwość, Marek Niedźwiecki zdecydował się odejść z radia. W ślad za nim poszły dwa kolejne wielkie nazwiska – Hirek Wrona i Marcin Kydryński.

Jeśli zaś o informatykach Trójki mowa, to warto przy tym podkreślić, że internauci przyłapali stację na kłamstwie. Ich strona internetowa pozoruje problemy z serwerem kodem programistycznym, a notowanie tak naprawdę cały czas jest (lub było) dostępne na serwerach radia. Absurdalne.

https://twitter.com/RadekMaziarka/status/1261778215112245248

Czy mogło dojść do manipulacji? Czy Marek Niedźwiecki celowo przeciągnął Kazika na pierwsze miejsce? Nie wiem.

Z jednej więc strony sporu mamy trójkę cenionych dziennikarzy muzycznych, a z drugiej dyrektora, o którego istnieniu dowiedzieliśmy się przedwczoraj, prawdopodobnie pełniącego w radiu funkcję analogiczną do Jacka Kurskiego w TVP, który w swoich komunikatach powołuje się na „ustalenia informatyków” pozorujących awarię serwera na potrzeby opinii publicznej.

Komu wierzyć?

Politycy PiS odcinają się od decyzji Trójki – ale to oni wyhodowali taką mentalność

Sytuacja radiowej Trójki spotkała się z krytyką polityków związanych z Prawem i Sprawiedliwością. Joachim Brudziński w radosnym nastroju pisał wczoraj w serwisie Twitter, że jest to przesada i nie zgadza się z takimi zachowaniami. Wiceprezes PiS nazwał to przejawem głupoty lub złej woli. Krytycznie do sprawy w specjalnym piśmie odniosła się też minister Jadwiga Emilewicz.

To oczywiście bezwartościowe wyrazy pozowania na racjonalnych i obiektywnych obserwatorów sytuacji, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że ci sami politycy przymykają oko na stopień propagandy uprawianej w Telewizji Polskiej. To co dzieje się teraz wokół Listy Przebojów z Radiowej Trójki, to jest po prostu skutek.

Tak działa świat – przyczyna i skutek.

Mamy więc skutek wysyłania przekonania ludziom bez kręgosłupów, bez poczucia smaku, bez krztyny moralności, że za tępą propagandę klasa polityczna wynagradza, a za krytykę władzy karze.

Nie ma więc co moralizować, Szanowna Pani Emilewicz, ponieważ usunięcie notowania numer 1998 z listy przebojów Radiowej Trójki, która w przeszłości doskwierała m.in. panu Jaruzelskiemu i Kiszczakowi, de facto firmuje pani swoim nazwiskiem od kilku lat.

Radio Trójka traci kolejne ikony – rozwiązaniem kilka miliardów dotacji?

Wybaczcie, że tak głęboko brnę w politykę. Bardzo tego nie lubię robić na Bezprawniku. Ale wszystkie te kwestie zawsze po prostu nierozerwanie łączą się z polityką. To politycy w tym wypadku doprowadzili do ograniczenia wolności słowa. To politycy w tym wypadku serwują nam też przykład rażącej niegospodarności.

Wszyscy ekscytowaliśmy się kilka miesięcy temu dotacją w wysokości 2 miliardów złotych na rzecz mediów publicznych. Dlaczego wydajemy te 2 miliardy złotych na media, na rzecz których pobierany jest abonament RTV, a nie na przykład na myśliwce dla wojska, obniżanie podatków, 600 plus zamiast 500 plus albo na – jak populistycznie, ale trafnie zauważała opozycja – na leczenie ludzi z onkologii?

Ponieważ media publiczne są zarządzane niegospodarnie, a czyniąc się narzędziem tępej propagandy, niegospodarność się pogłębia.

Radiowa Trójka to nie jest nawet topowe radio w Polsce (4,7% rynku). Tam się aż tak wiele ciekawego nie dzieje, oni byli trzymani przy życiu przede wszystkim siłą tradycji. Często już zaawansowani wiekowo słuchacze od lat włączali Trójkę, by posłuchać Manna czy Niedźwieckiego. Jakiś czas temu z radiostacji uciekli dziennikarze, a w konsekwencji powstało internetowe radio i Spółka Ratujmy Trójkę, której udziałowcami zostali m.in. Magda Jethon, Jan Chojnacki, Piotr Jedliński i Wojciech Mann.

Wojna z dziennikarzami, która wynika z próby łamania ich kultury, klasy oraz kręgosłupów moralnych, prowadzi do tego, że Radio Trójka traci swoją medialną tożsamość. Z rynkowego punktu widzenia jest to działanie na szkodę radiostacji, które może doprowadzić do jej kompletnej marginalizacji, spadku przychodów, a w realiach wolnorynkowych nawet upadku.

Jeżeli po PiS pojawi się władza, która nauczona doświadczeniami „Dobrej zmiany” zechce sprzedać media publiczne prywatnemu inwestorowi, to nagle może się okazać, że za Trójkę nie dostanie 50 milionów złotych, tylko 10, bo ktoś przez lata prowadził do obniżania jej wartości. I politycy PiS będą mówić, że to wina nowej władzy, ale to nieprawda – to wina tego weekendu.

Gdyby to się działo w prywatnej korporacji, dyrektor zarządzający radiostacją, która w ciągu kilku miesięcy straciła w zasadzie wszystkie swoje gwiazdy, a w ciągu 24 godzin straciła też resztki autorytetu, wiarygodności i ostatnie wielkie nazwiska, prawdopodobnie akcjonariusze z całego świata zlatywaliby się helikopterami, byle tylko odwołać takiego szkodnika.

My niestety żyjemy w realiach spółek państwowych, państwowych mediów. Jeśli więc z 60 milionów złotych budżetu Trójki (spośród których 45 milionów i tak stanowią opłaty abonamentowe) zaraz ubędzie kilka do kilkunastu milionów złotych, klasa polityczna nie zabierze ich z prywatnej kieszeni kierownictwa Trójki, nie postawi zarzutów związanych z umyślną, zorganizowaną i realizowaną z premedytacją wizją niszczenia radia, tylko sięgnie do naszych portfeli. Kolejny raz.