Polski fiskus zupełnie nie rozumie YouTube’a. Traktuje serwis niczym billboardy

Podatki Technologie dołącz do dyskusji (58) 01.10.2018
Polski fiskus zupełnie nie rozumie YouTube’a. Traktuje serwis niczym billboardy

Udostępnij

Jerzy Wilczek

Blogowanie a podatki to trudna kwestia na całym globie. Jednak polski fiskus wyjątkowo restrykcyjnie podchodzi do zarabiania przez serwisy społecznościowe. Przekonał się o tym jeden polski bloger. Chciał odliczyć sobie koszty produkcji filmów na YouTube. Co na to fiskus? Uznał, że nie ma opcji. I pokazał, że chyba nie do końca wie, na czym polega YouTube.

Sprawę anonimowego blogera opisywała niedawno „Rzeczpospolita”. Postanowił podróżować przez rok po świecie, promując przy okazji zdrowy styl życia na mediach społecznościowych. Miał umowę przy tym z YouTube’m – nie tylko taką standardową, na reklamy AdSense, ale serwis również ma wypłacać pieniądze np. za product placement.

Bloger całkiem przytomnie spytał, czy może odliczyć sobie koszty od podatku. Chodziło mu nie tylko o sprzęt, ale również wizy, zakwaterowanie, koszty przejazdu czy nawet opłaty za dostęp do internetu. Odpowiedź polskiego fiskusa była odmowna. Chyba jednak nie sama decyzja szokuje najbardziej, ale jej uzasadnienie.

Wnioskodawca uzyskuje przychód z tytułu udostępnienia powierzchni na stronie internetowej, a nie z tytułu prowadzenia bloga, wyświetlania filmów na Youtube czy Instagramie. Zatem wydatki związane z prowadzeniem bloga, wyświetlania filmów na Youtube, czy Instagramie nie mogą stanowić kosztów uzyskania przychodów z tytułu udostępniania powierzchni na stronie internetowej.

Blogowanie a podatki. Urząd skarbowy myśli, że YouTube to billboard

Blogowanie a podatki to niezwykle skomplikowany temat i zawsze pojawia się ryzyko jego spłycenia. No bo nie oszukujmy się, nie każdy film na YouTube ma wartość artystyczną i można go podciągnąć pod tą kategorię. Na YouTube zdarzają się dzieła wybitne, ale jest też Lord Kruszwil. Jednak interpretacja skarbówki jest po prostu absurdalna. Naprawdę twórca jeżdżąc po całym świecie i nagrywając filmy tylko „udostępnia powierzchnię reklamową”? Mamy rok 2018, a on już zresztą zbliża się ku końcowi. Miło by więc było, gdyby fiskus odróżniał billboard od kanału na YouTube. Niestety, nie wiemy o jakiego blogera tu chodzi, ale jak ktoś zamierza spędzić rok w podróży nagrywając filmy, to możemy jednak założyć, że jakąś będzie miało to wartość. Szkoda, że skarbówka jest na to ślepa.

Jak nietrudno się domyślić, decyzja skarbówki nie spodobała się branży;

Takie stanowisko jest naprawdę wyjątkowo restrykcyjne. Obecnie wideo na YouTube to często bardzo profesjonalne produkcje, które wymagają dużego nakładu finansowego. Inwestycja w dobry sprzęt i programy do obróbki wideo, wynajem ciekawych lokacji, czy wydatki związane z transportem i noclegiem to w przypadku influencerów realne koszty uzyskania przychodów i nie widzę powodu, dla którego miałby być traktowane inaczej – mówił w wypowiedzi dla serwisu WirtualneMedia Paweł Stano z sieci LifeTube.

Blogowanie a podatki. Rozliczysz się tylko w Polsce

Przy okazji tej sprawy warto zauważyć jeszcze jedną decyzję fiskusa – otóż nie ma znaczenia, że bloger będzie podróżował po całym świecie, nie ma znaczenia też, że podpisał umowę z irlandzkim oddziałem YouTube – podatki i tak musi zapłacić w Polsce. Co prawda teoretycznie prawo by pozwalało na rozliczenie się w Irlandii, ale znowu – bloger to nie sportowiec, to też nie artysta.
Wnioskodawca na podstawie zawartej umowy o współpracy [z YouTube – przypomina redaktor] nie uzyska dochodów z działalności artystycznej bądź sportowej, lecz za udostępnienie powierzchni na reklamy, product placement, komentarzy marketingowych w ramach produkowanych filmów wyświetlanych na profilu Youtube, Instagramie i blogu. Zatem przepis ten nie będzie miał zastosowania w odniesieniu do sytuacji Wnioskodawcy – brzmi decyzja skarbówki.
Dużo wody chyba musi jeszcze w Wiśle upłynąć, by YouTuberzy zostali uznani za artystów. A ciekawe czy tym mianem określi ich kiedykolwiek polski fiskus.