Błyszczące rajstopy i kolorowe włosy w sądzie miały być niedopuszczalne. Zarządzanie jednak szybko odwołano – a szkoda

Praca Społeczeństwo dołącz do dyskusji (22) 16.05.2019
Błyszczące rajstopy i kolorowe włosy w sądzie miały być niedopuszczalne. Zarządzanie jednak szybko odwołano – a szkoda

Udostępnij

Justyna Bieniek

Prezes Sądu Rejonowego w Otwocku wydał zarządzenie w sprawie stroju urzędowego. Niestety nie spotkało się to z przychylną opinią pracowników, co wpłynęło na jego szybkie odwołanie. A szkoda, bo z moich obserwacji wynika, że w wielu polskich instytucjach dress code jest potrzebny.

Dress code w sądzie

Zarządzenie wydane w Otwocku wskazywało zasady ubioru urzędników sądowych. Mówiło m.in. o elegancji, prostocie, staranności i umiarze stroju. Ubiór miał być dopasowany do pory roku, wieku i sylwetki. Oddzielne wytyczne otrzymały zarówno panie jak i panowie. Te pierwsze dostały zalecenie noszenia spódnic do kolan, zestawionych z jasnymi bluzkami, zakrytych butów oraz dyskretnego makijażu i starannej fryzury. Dla panów z kolei najbardziej wskazanym strojem był garnitur, ewentualnie marynarka zestawiona ze spodniami, koszulą, bądź swetrem. Podobnie jak u kobiet wskazane były pełne buty oraz staranna, ostrzyżona fryzura.

Zarządzenie skupiało się również na zakazach. I tak niemile widziane były błyszczące rajstopy, kolorowe włosy, mini, odkryte ramiona, dekolty, zbyt obcisłe ubrania oraz te zbyt luźne.

Dress code w sądzie nie spotkał się z przychylnym przyjęciem. Co w sumie trochę dziwi, bo prawo pracy pozwala na dress code w miejscu pracy. Z moich obserwacji wynika jednak, że chyba zbyt pochopnie podjęto decyzję o jego wycofaniu. Z jakichś powodów w Polsce tematyka ubioru i ewentualnych zakazów lub nakazów budzi ogromne kontrowersje. Wystarczy wspomnieć choćby słynne mundurki Giertycha, które patrząc na dzisiejszy ubiór młodzieży, wspominam z lekkim sentymentem.

Dress code – niewygodna sprawa

Tak się jakoś składa, że również urzędnicy podchodzą do tematu stroju dość drażliwie. Wielokrotnie jak wchodziłam do urzędu, ich strój budził mój niesmak. Jak inaczej można określić panią, której biust dosłownie wylewa się z bluzki albo starsze panie biegające po biurze w kolorowych legginsach w kwiaty i adidasach? Sama była świadkiem, jak protokolantka na sali rozpraw miała na sobie tzw. gotyckie ubranie, dziwne niebieskie szpilki i długie włosy o niezidentyfikowanym kolorze. Całość tworzyła dziwny kontrast z toczącą się rozprawą karną, sędziami w czarnych togach i białym orłem w tle. Taki kolorowy ptak, za którym wodzili wzrokiem skonsternowani uczestnicy.

Nie powinniśmy się dziwić, że pracując w urzędzie, reprezentujemy nie tyle swój styl i wyczucie mody, ile przede wszystkim instytucję, której urzędnikiem jesteśmy. Strój od zawsze wyrażał szacunek do drugiego człowieka, do miejsca, do funkcji. I nie ma tu nic do rzeczy osobista wolność. Dress code w sądzie, w urzędach, czy wspomnianej wyżej szkole może faktycznie budzić kontrowersje, ale moim zdaniem bardziej z powodu tego, że trzeba niektórym pokazywać palcem, co wypada, a co nie. Nie powinniśmy być więc oburzeni, że w jakiejś instytucji ktoś chciał wprowadzić trochę ładu. W końcu elegancja nie ma nic wspólnego z naszym budżetem czy ograniczaniem naszej wolności.