Długi Polaków wynoszą blisko 50 miliardów złotych. Co 8 firma zalega kontrahentom z płatnościami. Zaległości płatnicze to rak trawiący polską gospodarkę. Ale, paradoksalnie, lepiej już było. Nadchodzą zmiany w prawie spowodują, że przedsiębiorcy (i nie tylko oni) nie odzyskają pieniędzy od swoich dłużników. Dlaczego?

Co do zasady, dług można legalnie odzyskać na dwa sposoby. Pierwszy z nich to skorzystanie z usług firm windykacyjnych. Te mniej lub bardziej profesjonalne prywatne firmy mogą wysyłać pisma, telefonować do dłużnika czy grzecznie prosić o spłatę zadłużenia. No, z tą grzecznością czasami bywa różnie, niektóre firmy tak przedstawiają swoich pracowników:

windykator

Drugą opcją – zdaje się, że preferowaną przez ustawodawcę – jest egzekucja sądowa: uzyskanie sądowego orzeczenia o obowiązku zapłaty i, w razie braku płatności, zwrócenie się do komornika sądowego o przeprowadzenie egzekucji.

Komornik sądowy – kiedyś urzędnik, dziś… przedsiębiorca?

„Komornik sądowy” jako instytucja prawna przeszedł długą drogę. Kiedyś był urzędnikiem sądowym średniego szczebla, a jedną z wymaganych kwalifikacji była… możliwość pokonania pieszo 30 kilometrów w ciągu dnia – wynikało to ze średniej wielkości jego rewiru, obejmującego okręg sądu powiatowego.

Zmiana realiów gospodarczych po 1989 r. spowodowała, że dotychczasowy model egzekucji okazał się niewydolny i niedopasowany do warunków gospodarki rynkowej. Wydzielono więc komorników z sądowych etatów. Komornik sądowy obecnie samodzielnie prowadzi kancelarię, zatrudnia pracowników, a także jest – co istotne – całkowicie samodzielny finansowo. Skarb Państwa nie finansuje działalności komorników, którzy swoje dochody w całości opierają na pobranych (co do zasady od dłużników) opłatach egzekucyjnych.

Od 1997 r. ogromne zmiany dotknęły również samą egzekucję: przykładowo, kiedyś wszczęcie egzekucji było uzależnione od uiszczenia sporej opłaty. Obecnie, komornik musi przyjąć każdy wniosek o wszczęcie egzekucji, a opłaty pobiera tylko w skutecznych postępowaniach od dłużników.

Zdecydowano się również odejść od dotychczasowego modelu tzw. rewirów komorniczych – wierzyciel może bowiem obecnie wybrać dowolnego komornika (np. takiego, którego uważa za skutecznego) na terytorium kraju do prowadzenia egzekucji w innej części Polski.

Zamiast reform – nowe problemy

Od dłuższego czasu politycy różnych partii zapowiadali duże zmiany w systemie egzekucji sądowej. Samo w sobie nie jest to nic złego – nie ulega bowiem wątpliwości, że wierzyciele powinni dysponować narzędziami umożliwiającymi szybkie i skuteczne ściągnięcie długu, przy zachowaniu praw dłużników.

Problem w tym, że – jak w wielu innych sprawach – zamiast dokonać analizy systemowej i przygotować spójny projekt zmian, politycy poszli na skróty i dokonali licznych, drobnych zmian, których jakość woła o pomstę do nieba. A na horyzoncie, nieodległym czasowo, widnieją projekty mrożące krew w żyłach. Ale o tym za chwilę.

Przykładem tego, jak kończy się tworzenie prawa na kolanie, było zamieszanie związane z zajmowaniem rachunków bankowych, na które wpływa świadczenie z programu 500 plus. Jak pisałem:

W ocenie rządu taka nowelizacja powoduje, że środki z programu 500 plus nie będą zajmowane przez komorników. Stanowisko to zostało wyrażone w sposób nieszablonowy: jako obrazek na facebookowym profilu Ministerstwa Sprawiedliwości. Komornicy wskazują jednak, że to za mało – organ egzekucyjny nie wie bowiem, jakie jest pochodzenie środków znajdujących się na rachunku bankowym dłużnika. Również szczegółowe przepisy regulujące zajęcia rachunków bankowych nie przewidują, aby komornik musiał informować bank o treści art. 833 kpc. Nawet gdyby uznać, jak chce rząd, że do formularzy zajęć należy dopisywać treść art. 833 § 6 kpc (a tak właściwie – czemu nie całego kodeksu?), to w mocy wciąż pozostają zajęcia w już czynnych postępowaniach egzekucyjnych. Z innej strony – co zrobić w sytuacji, jeśli rachunek objęty zajęciem jest prowadzony na rzecz osoby innej niż uprawnienie do odbioru świadczenia rodzice? Co zrobić w takich sytuacjach – tego Ministerstwo nie wyjaśnia, poprzestając na straszeniu sankcjami dyscyplinarnymi.

I nie zgadniecie, co się stało: rządzący przyznali rację komornikom, dzięki czemu stworzono specjalne, niepodlegające zajęciu rachunki bankowe do obsługi świadczeń socjalnych. Można? Wystarczyło wsłuchać się w głos środowiska – szkoda tylko, że nastąpiło to po fakcie i wielu nieprzyjemnych, zarówno dla beneficjentów programu, jak i komorników, sytuacjach.

Egzekucja sądowa – jeden ciągnik zmienia wszystko

„Nieprzyjemnych” dla komorników sytuacji było zresztą więcej. Ktoż nie pamięta historii pani Danuty z Sochaczewa, której zły komornik zajął konto „tylko dlatego, że nazywa się tak samo jak dłużnik”? A wiecie, jak skończyła się ta medialna epopeja? Skończyła się przeprosinami ze strony nierzetelnych mediów:

Ale też i trzeba sobie jasno powiedzieć, że czasami podczas egzekucji dochodziło do nieprawidłowości. Co prawda, gdyby zapytać rządzących o te nieprawidłowości, to pewnie wymienią asesora Michała K. zajmującego czerwony ciągnik gdzieś pod Mławą…

Ale ten jeden przypadek wydalonego już z zawodu asesora wystarczył, by Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało dwa projekty ustaw, które spowodują – nie boję się tego napisać – zapaść egzekucji. Zamiast jednej kompleksowej, ale czytelnej ustawy, rząd przygotował dwa projekty o kosmicznym stopniu szczegółowości. (Zapytajcie dowolnego Karola, studenta prawa, to powie wam, że zbytnia szczegółowość nie jest w prawie mile widziana). Ale po kolei.

„Ustawa o komornikach sądowych” – już nie o egzekucji

Obecna ustawa o komornikach sądowych i egzekucji z 1997 r. była wielokrotnie nowelizowana. Środowisko komornicze od lat apelowało o nową, uwzględniającą obecne realia ustawę. Ale takiej, jaką przygotował resort Zbigniewa Ziobro, chyba się nie spodziewali.

Po pierwsze – koniec z możliwością wyboru dowolnego komornika. Wierzyciele co prawda nie będą zmuszeni do korzystania z „usług” lokalnego komornika, ale ich wybór będzie ograniczony do zasięgu sądu apelacyjnego. Zatem, zanim przedsiębiorca złoży wniosek do komornika, będzie się musiał upewnić, czy dany organ egzekucyjny i dłużnik znajdują się we właściwości tego samego sądu apelacyjnego.

Co więcej, nawet wówczas może się okazać, że komornik zwróci wierzycielowi wniosek. Dlaczego? Otóż, wg nowych przepisów, aby komornik mógł działać poza swoim rewirem (czyli np. komornik działający przy Sądzie Rejonowym Gdańsk-Południe w Gdańsku mógł udać się do dłużnika mieszkającego w Gdańsku, ale podlegającego Sądowi Rejonowemu Gdańsk-Północ w Gdańsku), organ egzekucyjny będzie musiał się wykazać skutecznością w ściąganiu należności powyżej 35%. Ale i ta skuteczność jest liczona, jeśli wpływ spraw w danym roku przekroczył liczbę 2500… Dużo tych warunków, prawda? Nie pozostaje nic innego, jak wykonanie najpierw telefonu do komornika, czy taki wniosek przyjmie.

Asesorzy idą w odstawkę, komornik będzie musiał wszystko robić sam

Ale samo przyjęcie wniosku przez komornika to nie wszystko. Egzekucja składa się z wielu czynności. Niektóre są proste (np. zajęcie rachunku bankowego, będące ustandaryzowanym pismem), inne – skomplikowane (np. eksmisja z lokalu mieszkalnego). Dlatego dochodzenie do tego zawodu nie jest proste: oprócz ukończonych studiów prawniczych, trzeba przejść dwuletnią aplikację, zdać egzamin zawodowy i przepracować minimum dwa lata jako asesor.

Do tej pory komornik mógł upoważnić aplikanta, który ukończył pierwszy rok aplikacji, do dokonywania prostych czynności. Asesorowi zaś mógł zlecić poprowadzenie całej sprawy egzekucyjnej, za wyjątkiem niektórych, trudnych czynności (np. egzekucji z nieruchomości, eksmisji).

Nowa ustawa zrywa z założeniem, że aplikacja i asesura stanowią przygotowanie do praktycznego wykonywania zawodu. O ile aplikant adwokacki już po pół roku aplikacji może występować przed sądem (np. reprezentując wierzyciela w sprawia o zapłatę), o tyle asesor komorniczy nie będzie mógł… zająć telewizora stanowiącego własność dłużnika. Jak bowiem zapisano w projekcie ustawy (art. 95 ust. 2 pkt 5):

W ramach upoważnienia, o którym mowa w ust. 1, asesorowi komorniczemu  nie wolno dokonywać następujących czynności: (5) odbywających się poza kancelarią

Asesor będzie mógł jedynie („w obecności i za zgodą komornika”) uczestniczyć w czynnościach w terenie jako bierny obserwator. Autorzy ustawy przekonują w uzasadnieniu, że ukróci to zjawisko „wysługiwania się przez komorników aplikantami i asesorami”. Nie wyjaśniają natomiast, w jaki sposób aplikanci i asesorzy mają nauczyć się zawodu nie w teorii, ale w praktyce. Dość powiedzieć, że aplikant adwokacki, który zdał egzamin zawodowy, może od razu wpisać się na listę adwokatów i wykonywać zawód. Asesor – który też zdał egzamin zawodowy – musi minimum dwa lata pracować u komornika, a mimo to projekt odbiera mu możliwość wykonywania podstawowych czynności.

Rola asesora, zgodnie z projektem, będzie sprowadzona do roli… pozbawionego uprawnień „detektywa”:

Wyłączenie, o którym mowa w ust. 2 pkt 5 nie wyklucza możliwości upoważnienia asesora do samodzielnego ustalenia, czy dłużnik faktycznie zamieszkuje lub prowadzi działalność pod wskazanym adresem lub czy we wskazanym miejscu znajduje się majątek dłużnika, przy czym czynności te nie mogą się wiązać z zastosowaniem środków przymusu oraz działaniami, o których mowa w art. 814 § 1 ustawy z dnia 17 listopada 1964 r. – Kodeks postępowania cywilnego.

Poszukiwanie majątku? Wolne żarty

Artykuł 814 kpc, o którym mowa, dotyczy przeszukania lokalu dłużnika. Dzięki temu komornik (asesor, upoważniony aplikant) może – jeśli dłużnik stawia opór – samodzielnie ustalić np. faktury dłużnego przedsiębiorcy, w celu ustalenia składników majątkowych. To podstawowy sposób ustalenia majątku dłużnika, bo wielu z nich odmawia współpracy z organem egzekucyjnym, ukrywa swój majątek, zasłania się niepamięcią etc.

Odebranie uprawnień do zajęcia ruchomości i ustalenia składników majątkowych przez asesorów i aplikantów w sposób znaczący utrudni egzekucję. W ciągu roku komornicy wszczynają kilka milionów postępowań egzekucyjnych, przy czym komorników jest mniej niż 2 tysiące. Nietrudno sobie policzyć, że tak duża liczba postępowań nie będzie mogła być osobiście przeprowadzona przez komornika, który nie będzie mógł de facto korzystać z pomocy asesorów (często z wieloletnim stażem).

A może trzeba zwiększyć ilość komorników?

Remedium na to byłoby oczywiście zwiększenie ilości komorników. Ale odpowiedź ta nie jest do końca satysfakcjonująca, z kilku powodów.

Po pierwsze, uprawnienia komorników też będą ograniczone. Nowelizacja zakłada bowiem spore zmiany w przepisach kodeksu postępowania cywilnego. Po pierwsze, jeśli komornik będzie musiał przeszukać mieszkanie dłużnika (np. w poszukiwaniu kosztowności), obligatoryjne będzie wezwanie Policji. Dotychczas asysta funkcjonariuszy Policji jest uzależniona od oceny sytuacji przez komornika. Należy zatem oczekiwać, że policjanci, zamiast strzec bezpieczeństwa na ulicach, będą dużo częściej obserwować czynności komornicze. Z pewnością wydłuży to też czas trwania czynności

Po drugie, ustawa wprowadza obowiązek nagrywania wszystkich czynności odbywających się poza kancelarią. O ile samo założenie jest słuszne, o tyle problem jest z jego realizacją. Nagrywanie wszystkich czynności oznacza bowiem, że komornik nagra także np. rozpytanie sąsiadów dłużnika o to, czy ten mieszka, kiedy można go zastać etc. Ze zrozumiałych względów wiele osób może sobie nie życzyć bycia nagrywanym, zwłaszcza, że dostęp do nagrań będzie miał dłużnik (jako strona postępowania). Warto zatem rozważyć, czy obowiązek nagrywania nie powinien dotyczyć wyłącznie najważniejszych czynności (takich jak przeszukanie lokalu, zajęcie ruchomości, eksmisja etc.).

Cwany dłużnik łatwo uniemożliwi zajęcie ruchomości

Do tej pory, aby zająć ruchomości, komornik co do zasady był zobowiązany do ustalenia, czy dłużnik włada ruchomością. Oznacza to, że komornik nie badał stanu prawnego (np. własności) ruchomości, a jedynie stwierdzał, że dłużnik z niej korzysta. Z pozoru wydaje się to bulwersujące, ale wystarczy spojrzeć na to z innej perspektywy, by ocenić słuszność tego przepisu.

Często zdarza się, że dłużnik – mając świadomość zbliżającej się egzekucji – pozbywa się swojego majątku. Przepisuje wówczas ruchomości na rodzinę, znajomych, ale wciąż z nich korzysta. Do tej pory komornik mógł taki np. samochód zająć – a dopiero wówczas sąd, na żądanie „właściciela”, ocenia, czy sprzedaż lub darowizna była skuteczna prawnie.

Nowelizacja całkowicie zmienia ten stan rzeczy. Jeśli komornikowi zostanie okazany „niebudzący wątpliwości dowód własności rzeczy”, ten będzie musiał od zajęcia odstąpić. Nietrudno sobie wyobrazić, że co bardziej zorientowani prawnie dłużnicy (a takich jest coraz więcej) będą w stanie szybko przedstawić świeżo drukowane umowy sprzedaży, co uniemożliwi ich zajęcie – zwłaszcza, że dokument ten będzie można przedstawić i po zajęciu. A fakt, że takie czynności, podejmowane z pokrzywdzeniem wierzyciela, są przestępstwem? Organy ścigania i tak nie przywiązują większej wagi do tego rodzaju czynów zabronionych, o czym świadczy znikoma ilość skazań na podstawie art. 300 kodeksu karnego:

Kto, w razie grożącej mu niewypłacalności lub upadłości, udaremnia lub uszczupla zaspokojenie swojego wierzyciela przez to, że usuwa, ukrywa, zbywa, darowuje, niszczy, rzeczywiście lub pozornie obciąża albo uszkadza składniki swojego majątku,podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Dozór, nadzór, dyscyplinarka

Czytając projekt ustawy o komornikach, jak i drugiej ustawy (o kosztach komorniczych) wyraźnie widać intencję ustawodawcy: objąć komorników ścisłym nadzorem. Dość powiedzieć, że różne odmiany słowa „dyscyplinarny” w ustawie o komornikach sądowych pojawia się ponad 200 razy (sama ustawa liczy zresztą ponad 100 stron).

Powstaje tylko pytanie, czy utrudnienie egzekucji poprzez zabranie uprawnień asesorom i aplikantom, umożliwienie funkcjonariuszom Policji przerwanie czynności komorniczych, zmianę warunków zajęcia ruchomości są konieczne. Nagrywanie czynności, informowanie sądu o każdym odbiorze ruchomości (np. gdy komornik odstawi zajęty samochód na parking strzeżony w celu jego zabezpieczenia przed ukryciem), obniżenie o połowę opłaty za wniesienie skargi na czynności komornika (ze 100 zł na 50 zł), obowiązkowe wręczenia formularzy skargi przez komorników… Wydaje się, że zwłaszcza nagrywanie czynności jest wystarczającym zabezpieczeniem przez ewentualnymi nieprawidłowościami. Czy wprowadzania tak wiele prawnych „wentyli bezpieczeństwa” jest konieczne? W mojej ocenie – nie.

Dodajmy do tego obniżenie o 1/3 opłat egzekucyjnych, co wynika z ustawy o kosztach komorniczych. Dzięki temu dłużnicy w Polsce będą ponosić ponad dwukrotnie mniejsze koszty egzekucji niż np. na Słowacji, gdzie kilka lat temu w podobny sposób próbowano ograniczyć zarobki i uprawnienia komorników – co skończyło się odwrotem od wprowadzonych zmian.

Zresztą, najlepiej o zdolnościach legislacyjnych świadczy jeden z zapisów odnoszących się do kwestii obłożenia opłat egzekucyjnych podatkiem VAT:

egzekucja sądowa - VAT od odpłat egzekucyjnych

A wiecie, co jest podstawą obliczenia opłaty? Wartość świadczenia, które należy się wierzycielowi. Domyślam się, że to próba skopiowania przepisu art. 29a ust. 6 pkt 1. ustawy o podatku od towarów i usług, który stanowi, że

Podstawa opodatkowania obejmuje:
1) podatki, cła, opłaty i inne należności o podobnym charakterze, z wyjątkiem kwoty podatku;

Problem w tym, że podstawą opodatkowania komorników (o ile uznamy ich za płatników tego podatku) podatkiem VAT jest… opłata egzekucyjna, nie świadczenie należne wierzycielowi.

Trudno o lepszy dowód na to, że ustawy komornicze zostały przygotowane na kolanie, jedynie w celu spełnienia obietnic „zajęcia się komornikami”. Zwłaszcza, że ustawy dopiero trafiły do konsultacji publicznych, a deklarowana data wejścia w życie nowych zapisów to 1 stycznia 2017 r.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Egzekucja sądowa stoi zatem przed widmem zapaści. Pytanie tylko – na jak długo?