Prosta idea, niewygodne wnioski
Krzywa Laffera opisuje zależność między wysokością podatków a dochodami państwa. Jej sens można streścić w jednym zdaniu: zbyt niskie podatki są problemem, ale zbyt wysokie też.
Gdy podatki wynoszą zero, budżet państwa "nie zarabia". Gdyby jednak państwo zabierało obywatelom i firmom 100% dochodów, efekt byłby dokładnie taki sam. Nikt nie pracowałby legalnie, nikt nie inwestowałby, a oficjalne wpływy znów spadłyby do zera.
Pomiędzy tymi skrajnościami znajduje się punkt, w którym państwo zarabia najwięcej. I właśnie ten punkt - optymalny poziom opodatkowania - jest sednem Krzywej Laffera. Jej historia ma niemal anegdotyczny charakter. Arthur Laffer, amerykański ekonomista, miał narysować ją na serwetce podczas rozmowy o podatkach w latach 70. XX wieku.
Krzywą Laffera można też odnieść do produktów: zbyt wysoka stawka VAT lub akcyza mogą odstraszyć konsumentów, przez co wszyscy są przegrani, w tym i producenci towarów. Obniżenie podatków może sprawić, że klienci chętniej i częściej będą sięgać po dane produkty, przez co nie tylko zwiększą się wpływy do budżetu, ale i zyski producentów i firm, napędzając tym samym gospodarkę.
Dlaczego wysokie podatki stają się nieefektywne?
W pewnym momencie podnoszenie podatków przestaje przynosić oczekiwany efekt. Dzieje się tak nie dlatego, że ludzie nagle stają się "nieuczciwi", ale dlatego, że racjonalnie reagują na bodźce.
Gdy obciążenia rosną:
- maleje motywacja do dodatkowej pracy,
- przedsiębiorcy ograniczają inwestycje,
- coraz więcej aktywności przenosi się do szarej strefy,
- kapitał zaczyna szukać bezpieczniejszych przystani za granicą.
Efekt? Państwo podnosi stawki, ale realne wpływy do budżetu nie rosną, a czasem wręcz maleją. To właśnie ten moment, przed którym ostrzega Krzywa Laffera.
Jaki to ma związek z naszym krajem? Od 2005 roku niepodzielnie rządzi albo PiS, albo PO. Z jednej strony wiele ich dzieli, z drugiej strony oba ugrupowania polityczne mają wiele, naprawdę wiele wspólnego. W tym sporą chęć do wprowadzania nowych podatków i podwyższania już istniejących, jak ma to miejsce w 2026 roku.
Czy Krzywa Laffera sprawdza się w praktyce?
Podatki bywają bardzo skomplikowane, także w naszym kraju. Jak na ironię, cała koncepcja Krzywej Laffera zmieściła się na serwetce, a do jej zobrazowania wystarczył prosty szkic. Dlaczego więc podatki są tak przekombinowane? I dlaczego rządzący nie próbują dążyć do "złotego środka", w którym i obywatel byłby wciąż zadowolony, a jednocześnie państwowy budżet zyskałby najwięcej?
Nie wiem co gorsze - czy niewiedza polityków, czy niechęć do tego rodzaju działań. Problemem Krzywej Laffera jest zapewne brak gotowego "przepisu", gdyż nie wiadomo tak naprawdę, w którym miejscu znajduje się optymalny punkt podatkowy. Nie mówi, ile wynosi optymalna stawka podatku, nie uwzględnia też różnic kulturowych czy struktury gospodarki.
Przypominam sobie jeden głośny przykład obniżki podatku w Polsce, który spowodował wzrost wpływu do budżetu. Po ciągłej obniżce dochodów państwa z tytułu akcyzy na alkohol, którą było widać od 1998 roku, ówczesny rząd SLD Leszka Millera postanowił... obniżyć, a nie podwyższyć podatek akcyzowy. Pod koniec 2002 r. został on obniżony o 30%. W efekcie wpływy do budżetu wzrosły w kolejnych 2 latach odpowiednio o 220 i 500 mln złotych.
Czy podobne działania na szeroką skalę będą stosowane w najbliższych latach? Obawiam się, że nie.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj