Wydawałoby się, że jest to oczywistość, a jednak internauci nadal nie rozumieją skąd takie obruszenie w związku z podwyżką cen benzyny. „Ja i tak jeżdżę tramwajem” komentują internauci nieświadomi konsekwencji. 

Dosłownie kilka dni temu minister Morawiecki chwalił się, że udało się zrealizować cały pakiet świadczeń socjalnych, nie podnosząc przy okazji podatków. To prawda, rząd nawet mnie zaskoczył w tym aspekcie – że udało się rozdmuchać jeszcze bardziej cały ten aparat socjalny, a jednocześnie nasza gospodarka (jak dotąd) się nie załamała. Doceniam i osobiście popieram działania rządu w walce z wszelkimi formami oszustw podatkowych, które również przekładają się z korzyścią na stan budżetu.

Opłata paliwowa 2017

Jednocześnie, zaledwie kilka dni po wypowiedzi wicepremiera z rządu Prawa i Sprawiedliwości, zaczynają się pojawiać nowe podatki. Pierwszy z nich wydaje się być dotkliwy dla kierowców, którzy wyrażają oburzenie w pierwszej kolejności. Ale prawda jest taka, że wszyscy odczujemy ten podatek w naszych portfelach. Wszyscy, bez wyjątku.

Projekt ustawy o Funduszu Dróg Samorządowych złożony przez grupę posłów PiS zakłada dofinansowanie budowy lub przebudowy dróg lokalnych oraz mostów na drogach wojewódzkich za sprawą tzw. „opłaty paliwowej”, która może podnieść cenę benzyny nawet o 25 groszy na litr.

To spora niedogodność dla kierowców, którzy już i tak płacą za paliwo bardzo dużo. Jest tego zresztą świadoma nawet partia Prawo i Sprawiedliwość, która wielokrotnie w przeszłości, ustami Jarosława Kaczyńskiego czy Beaty Szydło, słusznie krytykowała poczynania konkurencji politycznej za sprawą rozdmuchanej do granic możliwości akcyzy. A teraz partia planuje wprowadzić nową, specjalną opłatę?

W chwili, gdy piszę te słowa Prawo i Sprawiedliwość rozważa czy będzie dalej procedować nowy „podatek”. Dlatego warto głośno rozważać i wyrażać swoje niezadowolenie. Wybrani politycy partii już teraz reagują na głosy sprzeciwu na przykład w mediach społecznościowych.

Dlaczego wzrost ceny benzyny jest taki niebezpieczny?

To, że paliwo zdrożeje o 25 groszy na litrze, to wielka niedogodność. Ale mieliśmy już w kraju droższą benzynę i to kilka lat temu, gdy byliśmy odrobinkę mniej zamożnym narodem (statystyki wskazują, że nadal się bogacimy).

Zasadniczo jednak problemem takich podatków jest ich stałość – na cenę benzyny w dużej mierze wpływa sytuacja międzynarodowa, ceny paliwa nie są stałe i są uzależnione również od okoliczności geopolitycznych. Opłata paliwowa będzie stała, jeśli ceny będą rosły, ona zawsze będzie doliczana – nawet do 7 złotych za litr.

Głównym problemem każdego wzrostu cen benzyny jest jednak fakt, iż tak naprawdę nie o pieniądze uiszczane na stacjach benzynowych tutaj chodzi. To często pomijana przez obywateli, za to – oczywiście – kluczowa spirala mechanizmów ekonomicznych. Przedsiębiorcy. Przedsiębiorcy zajmujący się transportem będą musieli podnieść swoje usługi. Jak kończą się takie sytuacje? Zawsze w ten sam sposób – wzrostem cen.

Opłata paliwowa sprawi więc, że podrożeją ubrania, podrożeje elektronika, podrożeją bilety na tramwaje, bo te są sprzężone z autobusami, podrożeje wreszcie żywność. „Nie mam samochodu” nie jest w tej dyskusji żadnym argumentem.