Nie słuchajcie Tarczyńskiego. Kabanosy to nie jest przekąska, którą zabieramy do kina

Gorące tematy Na wesoło Społeczeństwo dołącz do dyskusji (134) 07.10.2018
Nie słuchajcie Tarczyńskiego. Kabanosy to nie jest przekąska, którą zabieramy do kina

Udostępnij

Jakub Kralka

Trafiłem wczoraj na chyba najgłupszą reklamę w ostatnich latach, jeśli uwzględnimy miejsce jej ulokowania, treść, przekaz. Tyle razy na Bezprawniku opisywaliśmy skargi do Komisji Etyki Reklamy, a tymczasem tuż pod naszym nosem taki rodzynek kabanos.

Kabanosy Tarczyński przyjęły sobie strategię marketingową, w którą promują się jako produkt trochę bardziej premium. Przekąska obecna na salonach. W reklamie pojawiają się w towarzystwie angielskiej królowej, a znany dziennikarz sportowy Michał Pol zajada się nimi do śniadania w audycji sportowej Onetu. Generalnie zamysłem producenta jest chyba stworzenie „mody na kabanosy” i rywalizowanie nimi na rynku przekąsek na przykład z chipsami. Z mojej perspektywy to pomysł trochę fajny, a trochę zabawny. Wyobraźcie sobie tylko co będzie, jeśli konkurenci pójdą tym samym tropem. „Kiełbasa Śląska – i do tańca, i do różańca”?

Kabanosy Tarczyński w kinie

Wracając do kabanosów Tarczyńskiego. Wybrałem się wczoraj do kina, żeby wyrobić sobie opinię na temat filmu „Kler”, jednak jeszcze przed seansem z dużym zdziwieniem, rozbawieniem i przerażeniem zarazem, moją uwagę zwróciłby drzwi jednej z sal kinowych „sponsorowanych” przez firmę produkującą produkty spożywcze (mam nadzieję, że mogę tak jeszcze mówić i nikt się nie oburzy, że nie napisałem o firmie sprzedającej luksusowy styl życia). A reklama ta wyglądała w ten sposób:

Wprawdzie plakat głosi jedynie „najlepsza przekąska na film”, a nie przekąska „do kina”, jednak utrzymany jest w charakterystycznej dla kina konwencji czerwonego dywanu, a przede wszystkim wisi rozciągnięty na drzwiach sali kinowej. I ja właśnie do was w tej sprawie, choć akurat czytelników Bezprawnika o taki brak wyczucia nie podejrzewam (to się przynajmniej pośmiejecie):

Nie jemy kabanosów w kinie

To prawda, ludzie jedzą popcorn w kinie i kogoś może to irytować. Mieści się to jednak w pewnej przyjętej konwencji, nawet jeśli nie każdemu popcorn mile pachnie (mnie akurat zupełnie nie przeszkadza, a wręcz dodaje klimatu, w myśl tej samej zasady, co kadzidło w kościele i zapach stęchlizny w skansenie). Ale kabanosy, nawet takie od angielskiej królowej, śmierdzą i miejsca publiczne niezależnie od napisów na opakowaniu, nie są najlepszymi przekąskami do tramwaju, metra czy właśnie kina.

Kampania kabanosów Tarczyński niby miała pobudować poczucie premium i exclusive, a moim zdaniem adresowana jest do ludzi, którzy ściągają buty w miejscach transportu, a potem jeszcze wietrzą skarpetki na siedzeniu obok współpasażera. Nie ufajcie tej reklamie, błagam, dla dobra rodaków i ojczyzny.