Jest afera, więc jest i zalew wniosków o wystąpienie z Kościoła. Nie, nie w Polsce

Codzienne Społeczeństwo Zagranica dołącz do dyskusji (26) 17.02.2021
Jest afera, więc jest i zalew wniosków o wystąpienie z Kościoła. Nie, nie w Polsce

Jerzy Wilczek

Wystąpienie z Kościoła jako reakcja na afery pedofilskie? Tak reagują mieszkańcy niemieckiej Kolonii. Urzędnicy udostępniają coraz więcej terminów dla tych, którzy chcą uciąć swoje związki z instytucją. Ale i tak się nie wyrabiają.  Co na to duchowni? Właściwie to się ludziom nie dziwią.

Jak podaje Deutsche Welle, sąd rejonowy w Kolonii zwiększył liczbę terminów dla osób chcących wystąpić z Kościoła. Do tej pory na to wolnych terminów było ok. 1 tys., teraz będzie o pięćset więcej.

Tysiąc terminów to i tak sporo – w zeszłym roku takich terminów było ok. 600 miesięcznie.

Czemu mieszkańcy tego niemieckiego miasta w takim tempie chcą opuścić Kościół? Trudno tego nie wiązać z ostatnimi skandalami w lokalnej archidiecezji. Powstał tam nawet specjalny raport o tuszowaniu pedofilii, jednak arcybiskup Kolonii kard. Rainer Maria Woelki stwierdził, że nie można go opublikować. Czemu?

Otóż kardynał tłumaczył to „wątpliwościami prawnymi”. Przygotowywany ma być zatem… nowy raport w tej sprawie.

Wystąpienie z Kościoła. Niemcy „głosują nogami”

Polscy hierarchowie też niespecjalnie lubią rozmawiać o kościelnych „grzechach”. Ich modus operandi zresztą przypomina zwykle zachowanie kardynała z Kolonii.

Jednak wygląda na to, że Niemcy nie tylko buntują się nie tylko w mediach społecznościowych, ale wielu z nich po prostu odchodzi z Kościoła.

Sąd z Kolonii jednak nie udziela informacji, do jakiego Kościoła należą ci, którzy chcą się wypisywać. W Kolonii dominuje jednak kościół katolicki – należy do niego ok. 33 proc. mieszkańców, tymczasem do ewangelickiego – ledwie 14 proc.

Ponad połowa mieszkańców tej niemieckiej metropolii jednak deklaruje przywiązanie do „innej wspólnoty religijnej” – lub brak związku z jakąkolwiek z nich. I wygląda na to, że takich mieszkańców będzie coraz więcej.

Odchodzenie wiernych jest dla niemieckiego kościoła bardzo bolesne, również od strony finansowej. Każdy, kto deklaruje się w tym kraju jako wierny, musi odprowadzać dla swojego Kościoła specjalny podatek.

A co na to wszystko niemieccy duchowni? Z polskiej perspektywy może być to zaskakujące, ale często reagują ze zrozumieniem. Jak podaje DW, ks. Robert Kleine, dziekan miasta, powiedział, że „chwilowo nikomu nie może mieć za złe wystąpienia z Kościoła”.

Warto też wiedzieć, że konsekwencje apostazji są u nas nieco inne niż za Odrą. W Polsce wystąpienie z Kościoła nie wiążę się z obniżką podatków. A i wystąpić z niego u nas trudniej. Nie robi się bowiem tego w sądzie, ale w  swojej parafii.

26 odpowiedzi na “Jest afera, więc jest i zalew wniosków o wystąpienie z Kościoła. Nie, nie w Polsce”

  1. Podstawowe różnice:
    – w Niemczech sprawę ogarnia sąd, w Polsce proboszcz;
    – w Niemczech składasz wniosek i załatwione, w Polsce proboszcz ma obowiązek zbadać sprawę, ma obowiązek odwodzić daną osobę od decyzji a koniec końców może odmówić i nie ima się go jakikolwiek przepis administracyjny czy RODO.

    A ostatecznie dane o parafianach służące do rozliczeń z państwem parafie mają nie z ze swoich danych tylko z rejestrów publicznych. Więc rezygnacja z członkostwa tej organizacji, która zadziwiająco często kryje występki swoich hierarchów, nie ma wpływu na jej finanse.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *