Po ataku na Kapitol Trumpa można pozbyć się już teraz. Mike Pence musiałby tylko stwierdzić, że prezydent… oszalał

Zagranica dołącz do dyskusji (41) 07.01.2021
Po ataku na Kapitol Trumpa można pozbyć się już teraz. Mike Pence musiałby tylko stwierdzić, że prezydent… oszalał

Rafał Chabasiński

Chaos towarzyszący aktowi wyboru Joe Bidena na 46 prezydenta Stanów Zjednoczonych przejdzie do historii z powodu bezprecedensowego aktu przemocy. Tłum zwolenników Donalda Trumpa wdarł się do Kapitolu i przerwał obrady, cztery osoby nie żyją. Pojawiły się głosy wzywające wiceprezydenta USA do usunięcia Trumpa z urzędu. Teoretycznie umożliwia to 25 poprawka do tamtejszej konstytucji. 

Rozruchy w Waszyngtonie i szturm na Kapitol to niewątpliwie wina Donalda Trumpa

Chyba cały świat jest w szoku po środowych zajściach w stolicy Stanów Zjednoczonych Ameryki. Tego dnia Kongres miał oficjalnie zatwierdzić wybór demokraty Joe Bidena na następnego prezydenta tego kraju. Obrady przerwali jednak zwolennicy ustępującej głowy państwa, Donalda Trumpa. Tłum wdarł się siłą do budynku.

Skutkiem rozruchów były cztery ofiary śmiertelne, wielu rannych i wprowadzenie w Waszyngtonie godziny policyjnej. Przejęto kilka sztuk broni, do Kapitolu weszły oddziały antyterrorystów FBI. Jak mogło do tego dojść? Kluczem do odpowiedzi na to pytanie jest oczywiście Donald Trump.

Ustępujący prezydent wcale nie zamierzał pogodzić się z przegraną. Cały czas twierdzi, że wybory zostały sfałszowane. Liczył, że los odwrócić może wiceprezydent Mike Pence. Próbował wymusić na nim odrzucenie głosów elektorskich ze stanów, w których – zdaniem Trumpa – miało dojść do oszustw wyborczych.

Pence jednak wybrał przestrzeganie prawa i amerykańskiej konstytucji. Cóż więc zostało Trumpowi, jeśli nie próba zerwania obrad? W trakcie przemówienia do swoich zwolenników wzywał nawet do bojkotu wyniku. Powtórzył swoje tezy o „wyborach skradzionych przez demokratów”, milionach oddanych na niego głosów.

W USA coraz częściej słychać głosy, że Trumpa trzeba się pozbyć natychmiast – rozwiązaniem problemu miałaby być 25 poprawka

I rzeczywiście – tłum najbardziej zagorzałych zwolenników Trumpa wdarła się do Kapitolu. Siedziba amerykańskiego Kongresu nie była otoczona szczelnym kordonem policji. Środki bezpieczeństwa najwyraźniej nie wykraczały zbytnio ponad te codzienne. Bezpośrednim rezultatem tego zaniedbania były iście dantejskie sceny, przemoc, zamieszki i ofiary.

Donald Trump niespecjalnie garnął się do potępienia wprost ataku na Kapitol, nie wspominając nawet o wezwaniu manifestantów do opuszczenia budynku. W podobnym tonie wypowiedziała się jego córka i jeden z głównych doradców, Ivanka.

Podczas gdy w Waszyngtonie przywracano porządek i wznowiono obrady Kongresu, w mediach pojawił się nowe apele do Mike’a Pence’a. Wiceprezydent USA miałby tym razem… pozbawić Trumpa władzy. Taki postulat wysuwali przede wszystkim politycy Demokratów, ludzie świata mediów i celebryci. Pojawiły się jednak tego typu głosy także ze strony Republikanów.

Przejęcie uprawnień prezydenta USA umożliwia wiceprezydentowi 25 poprawka do tamtejszej konstytucji. W tym przypadku mowa o 4 sekcji tego przepisu. Jeżeli prezydent nie może sprawować władzy i wykonywać zadań swojego urzędu, to wiceprezydent ma wręcz obowiązek je tymczasowo przejąć.

25 poprawka sekcja 4 to jedyna realna szansa by pozbawić Trumpa władzy jeszcze przed inauguracją Joe Bidena

Sprawowanie władzy prezydenckiej przez wiceprezydenta w tym trybie trwa do momentu złożenia przez prezydenta deklaracji przewodniczącym obydwu izb Kongresu, że może wrócić do pracy. 25 poprawka przewiduje wówczas, że wiceprezydent mający poparcie większości kierowników poszczególnych resortów może jednak postawić na swoim. Wystarczy, że w ciągu czterech dni złoży oświadczenie, że prezydent dalej nie jest w stanie sprawować swojego urzędu. W takim wypadku sprawę rozstrzyga Kongres.

Jak miałoby to wyglądać w praktyce? Mike Pence miałby stwierdzić, że prezydent Donald Trump oszalał i nie jest w stanie wykonywać obowiązków przywódcy Stanów Zjednoczonych. Przepychanki legislacyjne pozwoliłyby w myśl tej koncepcji uniemożliwić Trumpowi korzystanie z prezydenckich prerogatyw przez 13 dni przed inauguracją Joe Bidena.

Sekcja 4 nigdy nie została zastosowana w praktyce. Do tej pory wykorzystywano przepisy sekcji 3 w sytuacjach, gdy zachodziła potrzeba tymczasowego przekazania władzy wiceprezydentowi przez prezydenta. Najczęściej wówczas, gdy w grę wchodził zły stan zdrowia głowy państwa bądź planowa operacja.

Teoretycznie w grę wchodzić mogłyby chociażby kolejne kontrowersyjne ułaskawienia, czy podjęcie jakiejś decyzji z czystej złośliwości i chęci obstrukcji. Nieprzewidywalny charakter ustępującego prezydenta jest powszechnie znany. Ktoś złośliwy mógłby jednak zadać pytanie: co takiego się zmieniło, że teraz nagle pojawiły się przesłanki do zastosowania 25 poprawki? Przecież Trump zachowuje się właściwie tak samo, jak przez całą swoją kadencję.

Warto przy tym pamiętać, że 25 poprawka to jedyna realna możliwość pozbawienia Trumpa władzy zanim po prostu przejmie ją Joe Biden. Procedura impeachmentu jest w tym przypadku zbyt długa, by móc ją zastosować w stosunku do ustępującego prezydenta.

Donald Trump najwyraźniej skapitulował po tym, jak Twitter zablokował mu konto

W tej chwili nie ma także realnej potrzeby pozbywania się Donalda Trumpa z urzędu. Kongres oficjalnie zdecydował o wyborze Bidena na następnego prezydenta. Zamieszki i zachowanie Trumpa miały ten korzystny wpływ na cały proces wyboru, że Republikanie powycofywali swoje sprzeciwy względem poszczególnych głosów elektorskich.

Sam Trump również skapitulował, po tym jak – dosłownie – dostał bana na Twitterze. Niedługo po zablokowaniu prezydenckiego konta w tym portalu społecznościowym, za pośrednictwem swojego doradcy Dana Scavino poinformował, że zapewni przekazanie władzy swojemu następcy w uporządkowany sposób. Pomimo, że „totalnie nie zgadza się z wynikiem wyborów”.  Po co więc wyważać otwarte drzwi?

Bardzo możliwe, że ustępujący prezydent przestraszył się konsekwencji swojego postępowania. Pojawiły się w końcu głosy, w tej chwili odosobnione, że Trump podżegając swoich zwolenników do ataku na Kapitol mógł się dopuścić przestępstwa zdrady. Przede wszystkim jednak widmo faktycznego zastosowania wobec niego 25 poprawki mogło podziałać otrzeźwiająco. Nikt chyba nie chciałby być zapamiętany jako prezydent tak zły, że obydwie amerykańskie partie dogadały się ze sobą, by pozbyć się go na kilka dni przed inauguracją następcy.