„Madki” z Facebooka zaatakowały dentystkę, która wyliczała jak bardzo cukier sprzyja powstawaniu próchnicy

Społeczeństwo Zdrowie dołącz do dyskusji (117) 13.08.2018
„Madki” z Facebooka zaatakowały dentystkę, która wyliczała jak bardzo cukier sprzyja powstawaniu próchnicy

Emilia Wyciślak

Doczekaliśmy czasów, w których nawet dentysta nie może przestrzec rodziców przed zgubnym wpływem cukru na zęby. Zawsze znajdzie się jakaś mamusia, która uważa, że jej dziecko pije colę od niemowlęctwa i nic mu nie jest.

Anna Zalas, lekarz stomatologii, postanowiła uświadomić na Facebooku rodziców, że woda smakowa wcale nie jest zdrowa. Jak wyjaśniła (bo zwykle ludzie nie mają przecież wykształcenia medycznego), że 100 ml takiego płynu zawiera jedną łyżeczkę cukru, cała – półtoralitrowa – butelka ma ich aż czternaście. Reklamy wciskają nam je na wszelkie sposoby, dzieci pić ją lubią (cukier jest wszak bardzo uzależniający, a do tego daje dużo energii). A to prowadzi do próchnicy, a czasem do cukrzycy typu 2. Powiedziałby ktoś: hej, to dentystka, przecież zna się na rzeczy. Zresztą, kiedy sami szykujemy się na wizytę u stomatologa, pewnie nieraz usłyszymy gorzkie słowa na temat stanu naszych zębów. I do tego kilka porad dietetycznych.

Ale nie, rodzice przecież wiedzą lepiej. Dentystka usłyszała więc od jednej z matek, że jej dziecko od ósmego miesiąca pije colę (gratulacje), inna stwierdziła, że lekarka pewnie szuka klientów, a jeszcze inna dodała, że woda smakowa ma przecież mniej kalorii niż nutella. Ostatecznie, doktor Zalas skasowała posta. Nie dziwię jej się. Też nie mogłabym słuchać takiego jazgotu.

Atak na dentystkę

Komentarze pod postem o usunięciu apelu są raczej życzliwe. Nie ma już rozhisteryzowanych matek, które wiedzą lepiej, że synek czy córeczka mogą sobie popijać słodzone napoje. Co prawda ktoś tam powołując się na BBC stwierdził, że nie ma korelacji między cukrem, a otyłością, ale takich chyba należy ignorować. Bardziej martwi to, że ludzie już wzięli sobie za cel pouczać lekarzy, bo przecież w internecie było inaczej napisane. Stąd mamy takie ożywienie wśród antyszczepionkowców, stąd wzięli się różnego rodzaju psychotyczni fani witaminy C i wody strukturyzowanej. Ba, ostatnio na jednej z grup o witarianizmie przeczytałam post, w którym jedna kobieta skarżyła się na poważną, przewlekłą chorobę. Kiedy zapytała o to, jaką dietę stosować, część osób kazała jej przede wszystkim skonsultować się z lekarzem. Nie takiej odpowiedzi ona oczekiwała, wielu członków grupy zaczęło ją namawiać, żeby „poszła gdzie indziej, bo tu jej prawidłowej odpowiedzi nie udzielą”. Znaczy, doktorzy kłamią. Wiadomo, Big Pharma.

Rozumiem, że matkom jest czasem trudno odmówić dziecku słodkiego napoju, zwłaszcza, gdy prosi. Ale czasami trzeba też działać dla jego dobra, bo dwulatek chętnie położy dłoń na rozgrzanym żelazku albo wsunie pręcik do kontaktu. Doktor Zalas to jedna z wielu ofiar internetowych mamuś, które przecież na wszystkim się znają i wszystko wiedzą lepiej. Szkoda tylko, że ja potem widzę te ich modelowe dzieci, które dostają potężnej zadyszki po przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów. Podejrzewam, że lepiej nie będzie, na otyłość przecież najlepiej działa woda strukturyzowana.

117 odpowiedzi na “„Madki” z Facebooka zaatakowały dentystkę, która wyliczała jak bardzo cukier sprzyja powstawaniu próchnicy”

  1. Pod jednym artykułem o tej sprawie przeczytałem fajny komentarz do dziecka pijącego colę:

    „I bardzo dobrze, cola wypłukuje rtęć która dostała się do organizmu w szczepionkach”

    Potrzebujemy rozwiązań systemowych, jest na netfliksie taki fajny dokument „epidemia otyłości”, który mówi o tym jak okropną rzeczą jest cukier. Zgadzam się z jednym z postulatów z tego filmu – na produktach zawierających cukier powinny być takie same ostrzeżenia jak na papierosach.

    • Dodajmy jeszcze słodziki kukurydziane, a te są wrzucane do słodkich produktów niby bez cukru. Swoją droga Coca cola bardzo dobry produkt gdy byłem mały dziadek zawsze mnie po nią wysyłał gdy nie mógł odkręcić zardzewiałych śrub. Działa do tego doskonale i tylko do tego.

  2. kuria, jak można w te upały dawać dzieciom i pić jakikolwiek słodki napój, fantę, colę itp. przecież od tego gęba się klei i chce się chlać więcej

      • Nie, to raczej nie sól. :D
        Co do tego, że chce się pić więcej, to kwestia, że jest to po prostu smaczne i się nie patrzy aż tak bardzo na pragnienie, tylko na smak.

      • sól w niewielkich ilościach dodawana do wody to stary patent, ogranicza ubytki elektrolitów i poprawia metabolizm, stosowany głównie w gorących krajach

  3. Sorry ale madki już przesadzają co one rozum zjadły mam znajomą co podawała gęste soki do picia dzieciaku już tu nie będę nazwami rzucała i co? jej córka zęby aż czarne miała o tego cukru i próchnica raz dwa zaatakowała… No i jeszcze stałe miała zagrożone. ja swoim dzieciom podaje soki ale zrobione w domu albo moją pierwszą cisowiankę. Jakoś nie mam zamiaru atakować dentystów kiedy mają rację. a te Panie kiedyś jeszcze się przekonają. Tylko może być za późno już dla zębów

  4. W sumie tak w temacie dentystów, akurat w ostatnim tygodniu miałem styczność z pania dentystką, dodam że po dość długiej przerwie. Ostatni raz byłem u dentysty z 10 lat temu, nigdy mnie nic nie bolało, nie maiłem problemów z uzębieniem ani nic, jednak w trakcie weekendu zaczeły mnie dość mocno boleć dwa zęby, no właściwie jak chyba jeszcze nigdy. W poniedziałek poszedłem do dentysty, mały gabinet z tego co widze to urzęduje tam tylko 1 osoba, wystrój raczej ascetyczny, no ok zobaczymy. Najpierw badania, okazuje się że są 2 ubytki w zębach które mnie bolą, do tego ósemka do ekstrakcji, jeszcze dałem się namówić na czyszczenia zębów z kamienia i złogów bo raz że będa dobrze wyglądać, a dwa ponoć to dobre przed ekstrakcją zęba żeby jama ustna była możliwie jak najlepiej wyczyszczona. Zapłaciłem w sumie krocie, ale najbardziej mnie ździwiło usuwanie ósemki. Umówiliśmy się na sobotę rano, pytam na starcie czy to będzie boleć, ostatnie zęby które miałem wyrywane to mleczaki bo miałem je z korzeniami, zwykle bez znieczulenia no i potrafiło to zaboleć. Słysze że nie, ah jak sie bardzo pomyliła :>
    2 godziny wyrywania zęba, jeszcze w międzyczasie słyszę że moja broda jej przeszkadza (nie jest specjalnie długa), ja tak myślę no spoko, byłem tu już 3 razy w ciągu tygodnia to mogła dać znać żebym ją przyciął do zabiegu, to pewnie bym to zrobił, tak po fakcie to trochę jednak za późno :>
    Ogólnie ząb w końcu wyrwany, ale pół twarzy mam spuchnięte + mocno podrażnioną skórę przy kąciku ust od tych wszystkich narzędzi którymi wyrywany był ząb. Jak samo miejsce wyrwania jest ok, nic nie boli, goi się raczej w porządku, tak twarz wygląda jakbym próbował zjeść trzonek łopaty od złej strony…
    Do tego cena podskoczyła dość mocno, z początkowego 250 zł, do 600 zł bo były trudności z wyrwaniem (wąski otwór gebowy (?), zakleszczony ząb), dodam że przed samym zabiegiem nie było o tym mowy. Rozumiem że w wypadku komplikacji zabieg może być droższy, ale ponad 2x tyle? i to bez żadnego uprzedzenia? Moje pytanie jest takie, czy to jest normalne? Nie mam doświadczenia z dentystami, rozumiem że przez ten czas odkąd byłem ostatni raz na kontroli, mogło się pojawić coś niepożądanego na zębach, zresztą ta ósemke do wyrwania już przeczuwałem, ale mimo wszystko wydaje mi się to trochę przesadzone…

    • Drogo za tę ósemkę. Miałeś robione rtg? Bo po zdjęciu powinna wiedzieć jakie będą komplikacje.
      Ja na prywatnej wizycie dostałem zalecenie usunięcia ósemki, ale kobieta powiedziała, że ona woli tego nie robić. Dała mi namiar na centrum dentystyczne, w którym wyrwalem zęba na NFZ doplacając jedynie do lepszego znieczulenia. Mimo, że na NFZ, to czekać musiałem 2 dni.

      • Nie miałem rtg, po prostu zerknęła na zęby i stwierdziła ze do usunięcia. Widziałem zęba po zabiegu i faktycznie wyglądał źle, w sensie była zniszczona korona. Pytałem wcześniej znajomych jak to wyglądało u nich, jeden płacił 150 zł, drugi ceny nie pamiętał (tez coś koło 200 zł) i że to wyglądało tak, że stomatolog popatrzył, dał znieczulenie, i w parę minut zęba nie było. Nie wiem czy to zalezy od tego że tamci dentyści mieli lepszy sprzęt, więcej krzepy czy co, ale u mnie to było rąbanie kotka za pomocą młotka, 2 godziny cudowania i samo znieczulenie to spoko, coś dało, ale np. nacisk jakiegoś narzędzia na moje usta był tak koszmarny że w sumie niewiele to zmieniło.

        • Ja za dolną 8 zapłaciłem 450 zł. Pół godziny i po krzyku, później przez tydzień mega ból i kilka wizyt na czyszczenie miejsca po zębie.

        • Na przyszłość lepiej skorzystać z usuwania na NFZ. Ja tam głupi wszystkie 4 ósemki wyrywałem prywatnie, nie wiedząc, że można za darmo.
          Co do komplikacji, to owszem, czasem się zdarza upierdliwy ząb, ale tak jak wyżej było napisane. Przed usunięciem RTG powinno dać pełny obraz.
          Chociaż jak to mówią „mądry po szkodzie”. U mnie komplikacji nie było, ale RTG wcześniej nikt nie proponował, więc mogło wyjść na to samo jakby coś było nie tak.

    • Ja miałem robione dwie ósemki a rwane dwie siódemki bez znieczulenia. Zemdlałem :D Pani stomatolog prawie na mnie siedziała żeby złapać ten cały złom w mojej gębie. Krew wszędzie, szczęka powykręcana, język spuchniety. Jednak ulga po dwóch bolących od miesiąca zębach warta była tych 600pln.

    • z tym usuwaniem to zależy od szczęścia, jak to dokładnie wyrosło
      u mnie dłużej trwało czekanie aż znieczulenie zacznie działać, niż samo wyrywanie

    • Trzeba było udać się do chirurga dentystycznego a nie zwykłego stomatologa który na co dzień łata dziury w zębach. Zrobiłby odpowiednie RTG, dobrał znieczulenie i narzędzia – i całość wyglądałaby zupełnie inaczej.

  5. to nie jest pojedynczy przypadek, generalnie ostatnio ludzie lubią wierzyć internetom zamiast lekarzom. a to wynika poniekąd z upadku autorytetów, nie tylko tych medycznych i nie tylko w naszym kraju. „Ja/Internet wiem/wie lepiej. A jeśli ktoś ma poglądy niezgodne moimi, a zwłaszcza tzw ekspert to na pewno jest opłacony przez podejrzane siły i jest to spisek wymierzony w prawdziwie oświeconych ludzi.” Każdy się na wszystkim zna i nie potrafi przyjąć do wiadomości, że czasem trzeba posłuchać kogoś kto się lepiej zna (tu przykład w Polsce dają zwłaszcza obecni rządzący). Oczywiście inny przypadek to skrajność w drugą stronę – osoby które bezmyślnie słuchają znachorów, bo on przecież się na tym zna lepiej niż one. Niestety to jest porażka systemu edukacji i wychowania.

  6. to o cukrze to wiadomo ale kto na 100% wie co jest w szczepionce i kto na 100% wierzy lekarzowi? ja nie. nie wiem co to woda strukturalna i nie wiem o co halo z witamina c wiec na te dwa tematy sie nie wypowiem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *