Nowelizacja KPC 2019 ma za zadanie rozwiązać niezwykle palący problem przewlekłości postępowań sądowych. Niestety ustawodawca, zamiast skupić się na szukaniu sensownych i przemyślanych rozwiązań wybrał opcję raczej atomową. Nie da się ukryć, że można w tym dostrzec jakiś specyficzny kunszt. Wprowadzane rozwiązania sprawią raczej, że dochodzenie jakichkolwiek roszczeń na drodze sądowej straci sens. Obywatele przestaną więc kierować tam swoje sprawy, a co za tym idzie, zniknie problem przewlekłości postępowań. To na swój sposób logiczne. Przykładem takiego rozwiązania jest procedowana zmiana dotycząca doręczeń korespondencji sądowej. W gruncie rzeczy wystarczy po prostu nie odbierać listów z sądu, a żaden wyrok nam nie grozi.
Pomysłodawcy reformy najwidoczniej doszli do wniosku, że ta zmiana nie będzie wystarczającą "zniechętą" do kierowania spraw do sądów. Być może znajdą się wystarczająco uparci podsądni, którzy mimo wszystko będą próbować uzyskać wyrok, który stwierdzi, że racja jest po ich stronie. Jak zatem sprawić, żeby zmalał wpływ spraw do sądu? Uderzyć tam, gdzie zaboli najbardziej, czyli w kieszeń. Dlatego obok nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego, trwają prace nad nowelizacją ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych. Te można podsumować jednym zdaniem. Będzie dużo drożej.
Koszty sądowe nowelizacja
Obecnie podstawowa zasada dotycząca kosztów sądowych jest określona w art. 13 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych. Skierowanie sprawy do sądu kosztuje stronę 5% tego, czego domaga się od strony przeciwnej.
To często spory wydatek, który skutecznie blokuje dochodzenie swoich racji. Procesy sądowe po prostu kosztują. Oczywiście strona przegrywająca musi te koszty zwrócić przeciwnikowi, ale to często kwestia miesięcy, jeżeli nie lat. Według nowelizacji opłata będzie uzależniona od widełek, w których będzie się mieściła wartość przedmiotu sporu. Znowelizowany artykuł 13 będzie brzmiał następująco:
Koszty sądowe - nowelizacja oznacza podwyżki
Jeśli chodzi o koszty sądowe nowelizacja przyniesie więc podwyżki. Oprócz wskazanych wyżej kwot, w przedziale między 20 000 a 4 000 000,00 zł opłata będzie wynosiła 5% wartości przedmiotu sporu. Z kolei w sprawach o kwoty przekraczające 4 miliony złotych opłata wyniesie 200 000 zł i 0,5% od nadwyżki ponad 4 000 000 złotych, nie więcej jednak niż 500 000 złotych. Do tego trzeba pamiętać, że powyższe kwoty są w zasadzie punktem wyjścia do obliczania wysokości opłat w innych postępowaniach, kiedy ustawodawca decyduje się na wprowadzanie ich mnożników.
To tylko jeden z aspektów nowelizacji. Znacznie większe kontrowersje wzbudza inny pomysł projektodawców, który ma w swoim założeniu być batem na pełnomocników. Otóż projekt przewiduje pewien rodzaj sankcji za błędne wyliczenie kosztów procesu. Niezależnie od tego, czy pomyłka wyniesie złotówkę, czy kilka tysięcy złotych, dalszy los procesu będzie uzależniony od uzupełnienia opłaty oraz zapłacenia opłaty w podwójnej wysokości w terminie 7 dni. Surowe? Pierwsza wersja projektu zakładała automatyczne odrzucenie błędnie opłaconego pisma. Można chyba zaryzykować stwierdzenie, że ustawodawca poszedł po rozum do głowy i złagodził podejście.
Inna sprawa, że to karne rozwiązanie jest równie absurdalne, co pierwotny pomysł. Wychodzi jednak na to, że cel uświęca środki, a skoro celem jest likwidacja zatorów w sądach, to nie można bawić się w półśrodki.