Nasz tekst o Królestwie Kabuto cieszył się dużą popularnością – na tyle dużą, że wieści o nim dotarły do samego Lorda Kabuto, który postanowił odnieść się (choć nie wprost) do zarzutów, które zamieściliśmy w tekście. Władca nagrał film – Bezprawnik odpowiada.

Tekst o Królestwie Kabuto zawierał konkluzję, że to „państwo” to zwykła ściema. Lord Kabuto opublikował natomiast film, w którym przekonuje, że Królestwo Kabuto jak najbardziej istnieje, ma się dobrze, a perspektywy są świetlane. Obejrzyjcie zatem jego wykład:

Uważne obejrzenie filmu prowadzi do nieuchronnego wniosku:

Nawet Lord Kabuto przyznaje, że jego państwo to niepoważna zabawa

Nie powiedział tego wprost? Nic nie szkodzi, dla Was przeanalizujemy kluczowe wypowiedzi.

1. „To niemożliwe, że Królestwo Kabuto istnieje? To nieprawda, Królestwo Kabuto istnieje – jest mikronacją”

Być może nie powinienem powoływać się na Wikipedię (nawet na studiach prawniczych nie jest to mile widziane), ale Mieszko Makowski sam zachęca do skorzystania z wiedzy internetowej, więc posłuszny jego zaleceniom, zamieszczę tutaj definicję „mikronacji” z tej internetowej encyklopedii:

Mikronacja (ang. micronation) − niewielkie terytorium, które deklaruje niepodległość, lecz nie jest uznawane na arenie międzynarodowej. Mikronacje nie są elementem międzynarodowej polityki (choć część z nich do tego aspiruje), jak to ma miejsce w przypadku np. Cypru Północnego czy Somalilandu, a ich istnienie wynika w głównej mierze z ich ignorowania lub traktowania jako swoisty folklor przez władze poszczególnych państw.

A zatem, Lordzie Kabuto, Twoje królestwo na pewno jest z tego świata, czy może to jednak tylko zabawa? Od razu dodam: nie mam nic przeciwko takim zabawom; kto nigdy za młodu nie bawił się jak „Chłopcy z placu broni”, niech pierwszy rzuci kamieniem. Ale dzieci nie twierdzą publicznie, że tworzą prawdziwe państwo.

2. „Czy rejestrując firmę w Kabuto posiadamy ubezpieczenie i inne świadczenia? Nie, (…) zakładamy pełną wolność obywateli”

I tu dochodzimy do niezwykle ważnych kwestii – skoro Kabuto jest tak naprawdę happeningiem, to i „rejestracja firmy”, i „uzyskanie obywatelstwa” są kolejnymi elementami „zabawy w państwo”, i nie wywołuje żadnych skutków prawnych. I faktycznie, można to uznać za przejaw wolności – w Polsce.

3. „Czy mając firmę w Kabuto znikają obowiązki wobec urzędu skarbowego? W żadnym wypadku”

Jak to się pisze na Twitterze: #wpunkt. Nic dodać, nic ująć: „rejestracja firmy” w Królestwie daje jedynie to, że jesteśmy wpisani do rejestru firm w Królestwie Kabuto. Nie wywołuje to żadnych skutków na gruncie prawa polskiego, jak również nie jest sposobem na optymalizację podatkową. Chcąc prowadzić działalność na terenie Polski, należy być przedsiębiorcą wpisanym do odpowiedniego rejestru (CEIDG albo KRS w przypadku spółek prawa handlowego), co oczywiście wiąże się również z obowiązkiem płacenia podatków i składek.

Jeśli ktoś prowadzi działalność będąc zarejestrowanym wyłącznie w Kabuto, naraża się na odpowiedzialność prawną (w tym karną).

4. „Jak wygląda kwestia ZUS?”

Cytuję Lorda:

ZUS ma możliwość zapytania ubezpieczyciela, czy dana osoba rzeczywiście ma firmę, odprowadza składki w innym kraju. (…) ZUS może zadzwonić do mnie i zapytać, czy wy naprawdę macie firmę w Kabuto. Oczywiście, to tylko teoria”

Z powyższym cytatem mam problem, ponieważ Lord najwidoczniej korzysta z pojęć właściwych dla wymyślonego przez siebie systemu prawnego Królestwa Kabuto – bo z pewnością nie polskiego. „Ubezpieczyciel” to ktoś, kto ma wypłacić odszkodowanie w przypadku zaistniałego zdarzenia (np. wypadku). Może chodziło o ubezpieczonego? Może o płatnika składek?

Nie wiem, ale to i tak nie ma sensu: działalność gospodarczą (bo domyślam się, że w tym kontekście Lord wypowiada się o relacjach z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych) prowadzi konkretna osoba, i to ona będzie ewentualnie ponosić odpowiedzialność za nieopłacanie składek na ubezpieczenie społeczne. Jak zgrabnie ujął to Sąd Apelacyjny w Lublinie (III AUa 444/16):

Prowadzenie działalności gospodarczej jest zatem kategorią obiektywną, niezależnie od tego, jak działalność tę ocenia sam prowadzący ją podmiot i jak ją nazywa oraz czy dopełnia ciążących na nim obowiązków z tą działalnością związanych, czy też nie.

5. „Jakie prawo obowiązuje w Kabuto? W podradomskiej enklawie – Konstytucja RP”

Co nie powinno dziwić, „enklawa” jest bowiem zwykłą działką, należącą (podobno) do Lorda. Nie ma statusu eksterytorialnego i mieć nie będzie – skoro już ustaliliśmy, że Kabuto nie jest państwem w rozumieniu prawa międzynarodowego.

6. „Państwo polskie dopuszcza posiadanie kilku obywatelstw”

To najprawdziwsza prawda. Z tym, że – jak wskazałem wyżej – obywatelstwo Kabuto to element happeningu, nie „więź łącząca obywatela z państwem”. Nie ma obywatelstwa bez państwa. A skoro państwa nie ma – to i obywatelstwo Kabuto nie istnieje.

Ogłoszenie upadłości musi spełniać swoje wymogi, nie wystarczy tego wypowiedzieć odpowiednio głośno:

Nikt nie zabrania obywatelom RP wierzyć w istnieje Królestwa Lorda Makowskiego, ani rejestrować tam firm, ani nabywać obywatelstwo. Warto jednak pamiętać, że to wszystko jest niczym innym, jak happeningiem, zabawą, a nie czymś, co wywołuje realny skutek prawny w kontekście obywatelstwa czy podatków.

Publiczne deklaracje „Królestwo Kabuto istnieje” tego nie zmienią.