Ruch polityczny Roberta Biedronia miałem za medialną wydmuszkę, ale Platforma Obywatelska namaściła go na lidera opozycji

Państwo dołącz do dyskusji (27) 05.09.2018
Ruch polityczny Roberta Biedronia miałem za medialną wydmuszkę, ale Platforma Obywatelska namaściła go na lidera opozycji

Udostępnij

Jakub Kralka

Jeszcze wczoraj rano ruch polityczny Roberta Biedronia miałem za medialną wydmuszkę, ale Platforma Obywatelska namaściła go na lidera opozycji. 

Z tym Biedroniem w świecie wielkiej polityki to było tak, że jego polityczne ambicje głośno przejawiane co najmniej od kilku miesięcy wzbudzały moje politowanie.

Moje spotkania z Robertem B.

Zacznijmy od początku. Roberta Biedronia przez lata nie lubiłem. Miałem wrażenie, że wykorzystuje swoją orientację seksualną do budowania popularności i kapitału politycznego. Jako prezydent Słupska bardzo jednak zyskał w moich oczach, prezentując się jako polityk nie tylko z dobrym PR-em (ten był niezaprzeczalny), ale i jako sprawny administrator miasta, który faktycznie wnosi nową jakość. Ja różne formy manifestacji tej jakości nie zawsze musiałem podzielać, ale fakt faktem, że w wielu aspektach podzielałem.

Podobało mi się na przykład, gdy Biedroń złamał serce ugrupowania, które darzę szczególną niechęcią. Partia Razem była autentycznie wściekła, gdy prezydent Słupska spotkał się z Leszkiem Balcerowiczem. Ubolewali, w swojej prymitywnej wizji świata, że homoseksualista śmiał w swoich sympatiach politycznych nie odwoływać się do skrajnej lewicy, programowo czerpiącej nawet z postulatów komunizmu. Dla wielu osób na lewicy jest to – zdaje się – transakcja wiązana.

Nie zmienia to jednak faktu, że Robert Biedroń poczuł się polityczną gwiazdką, przekuwając w swojej głowie sympatię medialną na możliwości oddziaływania politycznego. Jego głośno wygłaszane ambicje polityczne z górnej półki wyglądały w moim przekonaniu nieco groteskowo, jak gdyby na przykład Neil Patrick Harris poczuł się po gali Oscarów niezwykle lubiany, doceniany i na fali tych emocji postanowił rzucić rękawicę Trumpowi i Hillary Clinton.

Robert Biedroń Kocha Polskę

Robert Biedroń zapowiedział powstanie jakiegoś tam ruchu, który gotów byłem, z powodów częściowo wyżej wskazanych, bagatelizować. Przykładowo na stronie robertbiedron.pl znajdziemy grunt pod partię polityczną w postaci think-tanku Instytut Myśli Demokratycznej.

Znajdziemy tam na przykład prezentację, całą utrzymaną w konwencji fragmentu „Od 2015 roku wójtowie, burmistrzowie i burmistrzynie oraz prezydentki i prezydenci miast regularnie spotykają się (…)”. Ten postępowy język z nachalną feminizacją jest groteskowy, infantylny, a na dodatek przeczy podstawowej roli języka. Ten ma być prosty i służyć komunikacji, a tymczasem każde zdanie to wyliczanka rodzaju żeńskiego i męskiego rzeczowników, nawet jeśli takie formalnie nie są przewidziane np. przez ustawę, żeby zaspokoić ten 1% zakompleksionych kobiet, które swoje własne poczucie wartości budują na formie jakiegoś rzeczownika.

Łukasz Kotkowski z bloga Spider’s Web podrzucił mi stronę główną witryny Roberta Biedronia z głosem „patrz – od rana już prawie 750 000” osób się zapisało. Ale po kilkunastu godzinach licznik niemal nie drgnął. Wydaje mi się, że licznik nie zlicza osób, które dopisały się do newslettera, a skrzętnie zbieranych przez lata sympatyków Biedronia w mediach społecznościowych: Facebook, Twitter, YouTube, Instagram. Taka tam manipulacyjka.

Schetyna, Giertych, Lis od wczoraj: Make Biedroń great again

Robert Biedroń został wczoraj namaszczony na lidera polskiej opozycji. Nie za sprawą ekspertów i ekspertek, nie za sprawą przekonania o swojej popularności, nie za sprawą zagadkowego licznika poparcia. Stworzyli go politycy oraz publicyści związani z Platformą Obywatelską, którzy jak jeden mąż rzucili się na Biedronia.

To prawda. Mają rację. Biedroń dzieli i rozbija opozycję, a system wyborczy bezlitośnie nagrodzi za to skonsolidowany obóz Zjednoczonej Prawicy. Zauważmy jednak w jak wielkiej desperacji znajduje się nasza opozycja, by z wrogością, z jaką przez ostatnie miesiące nie atakowała jawnie łamiących ustrój polityków PiS, w skoordynowany sposób rzuca się na Biedronia.

Z jednej strony mamy fatalny, naprawdę tragiczny rząd. Być może najgorszy w historii III RP. Z drugiej strony mamy fatalną, naprawdę tragiczną opozycję. Zdecydowanie najgorszą w historii III RP, a jeśli ktoś mi w to nie wierzy, to niech sobie obejrzy w internecie filmik, na którym Rafał Trzaskowski „naprawia” drzwi nieporadnie sklejając je taśmą klejącą, a ktoś w tle skanduje, że taki powinien być prezydent Warszawy.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że we wszystkich moich bezprawnikowych atakach na Platformę Obywatelską, ja nigdy w najmniejszym stopniu nie wyrażam solidarności z obozem Prawa i Sprawiedliwości – choć właśnie takie zarzuty stawiają mi wyborcy z żelaznego elektoratu PO.

Ja nie wyrażam zgody na mierność, która prowadzi nas wszystkich w kierunku niekwestionowanej porażki – porażki nie klubów politycznych, lecz naszej ojczyzny. Dokładnie z tego samego powodu pojawił się na scenie politycznej Robert Biedroń, który dostrzega problem niewidoczny dla Grzegorza Schetyny. I jeśli Grzegorzowi Schetynie choć trochę zależy na Polsce, niewykluczone, że czas złożyć Biedroniowi hołd lenny.