Sędzia Anna Maria Wesołowska wraca na ekrany telewizorów. Mam jednak wrażenie, że dotychczasowa formuła programu bardziej szkodzi, niż edukuje

Codzienne Gorące tematy Społeczeństwo dołącz do dyskusji (89) 06.08.2019
Sędzia Anna Maria Wesołowska wraca na ekrany telewizorów. Mam jednak wrażenie, że dotychczasowa formuła programu bardziej szkodzi, niż edukuje

Udostępnij

Paweł Mering

Sędzia Anna Maria Wesołowska — nowe odcinki popularnego court show niebawem zagoszczą na ekranach telewizorów. Podaje się, że pierwsze odcinki nowej serii będzie można zobaczyć już jesienią, na antenie TTV.

Sędzia Anna Maria Wesołowska — nowe odcinki

W zeszłym roku, w felietonie pt. „Polacy boją się sądów” poruszyłem zagadnienie court show i ich podwójnej roli w życiu społecznym. Najpopularniejsza polska sędzia, zarówno poprzez działalność społeczną, jak i przez udział w najpopularniejszym polskim court show, od lat zajmuje się edukacją prawą społeczeństwa. Jest to niewątpliwe, chociaż programy tego typu, mogą również działać na widzów przeciwnie do zamierzeń twórców.

Jak się dowiadujemy, już niedługo nowy sezon programu zagości na ekranach naszych telewizorów. Podaje się, że pierwsze odcinki będzie można obejrzeć już jesienią, 2 września o godz. 18:00 na kanale TTV.

Jak podaje Lidia Kazen, dyrektor programowa TTV

Formuła programu pozostaje bez zmian, bo sprawdzone pomysły, jak i samo prawo, źle znoszą rewolucje. Wracamy do programu także z powodów praktycznych. Tak jak rzadko który młody człowiek wcześnie myśli o odkładaniu na emeryturę, tak i rzadko kto dopuszcza myśl, że któregoś dnia spotka się z wymiarem sprawiedliwości. A tymczasem Polacy są w europejskiej czołówce najchętniej procesujących się. Dlatego jestem przekonana, że widzowie docenią powrót sędzi Anny Marii Wesołowskiej i nowe tematy na wokandzie

Formuła programu ma pozostać raczej bez zmian, co jednak nie do końca napawa mnie optymizmem.

Sędzia Anna Maria Wesołowska a rzeczywistość

Pomimo różnorodności spraw, schemat programu jest raczej uniwersalny dla każdego odcinka. Sędzia orzeka w jednoosobowym składzie, nawet w sprawach o najpoważniejsze zbrodnie (co stoi w sprzeczności z przepisami, regulującymi procedurę karną). Świadków wywołuje i wprowadza pan Dudzik, który skupia w sobie szereg ról, z typowo porządkową włącznie.

Dialogi, a także sposób przeprowadzania dowodów jest iście amerykański i dynamiczny. W co drugim odcinku do sądu wpada niezapowiedziany świadek, obracający dotychczasowe ustalenia w pył.

Nie sposób krytykować takiej formuły — program ma w jakiś sposób oswoić widzów z salą sądową, utrzymując jednocześnie w napięciu. W wypadku prawdziwych, żmudnych procesów sądowych, wydaje się wręcz niemożliwe. Twórcom court show Anna Maria Wesołowska udało się to jednak wykonać wzorowo. Do dzisiaj pamiętam crossover, w którym akcja rozpoczęła się w „Detektywach”, po to by finał śledztwa miał miejsce w „W11”, a sprawa zakończyła swój bieg na sali sądowej — u Sędzi Anny Marii Wesołowskiej, rzecz jasna.

Druga strona medalu

Fakt, że w rolę sędzi, a także obrońców, pełnomocników i prokuratora, wcielili się prawdziwi prawnicy, niewątpliwie dodaje serialowi wiarygodności. Chociaż w ogólnym ujęciu może to czynić dużo więcej złego niż dobrego.

W moim odczuciu przed każdą emisją należałoby wprost wskazać, że court show za wiele z rzeczywistością nie ma wspólnego, a przebieg prawdziwej rozprawy całkowicie różni się od tego, co serwuje się na ekranie.

Sposób prowadzenia rozprawy, odpowiedni ubiór, czy zachowanie się, w żaden sposób nie są wiarygodnie utrwalone w serialu, przez co — mimo że pewne oswojenie widza z salą sądową następuje — to nie jest to obraz, który powinien kojarzyć się z polskim sądownictwem.

Pewne uproszczenia są oczywiście niezbędne, ale kreują jednocześnie błędną wizję sądownictwa, co może mieć równie opłakane skutki, co całkowity brak rozeznania w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości.