„Black Weekend”, „Black Price Day”, „Czarny Piątek”? Niektórzy boją się używać nazwy Black Friday, bo ktoś ją… zastrzegł

Technologie Zakupy dołącz do dyskusji (19) 24.11.2017
„Black Weekend”, „Black Price Day”, „Czarny Piątek”? Niektórzy boją się używać nazwy Black Friday, bo ktoś ją… zastrzegł

Mateusz Madejski

Black Friday nawet w Polsce zaczyna być odmieniany przed wszystkie przypadki – nie tylko jako Czarny Piątek. Okazuje się jednak, że są sieci handlowe, które boją się używać tej nazwy. Wszystko dlatego, że ponoć ktoś ją zastrzegł w Hong Kongu. 

Choć ani w Polsce, ani w Unii nazwa „Black Friday” oficjalnie nie jest zakazana pod względem reklamowym, to i tak sporo firm uznaje, że lepiej dmuchać na zimne i używać innej nazwy na szalone piątkowe rabaty. Jedni rozszerzają promocje na sobotę i niedzielę i nazywają wszystko „Black Weekend”. Inni wolą ograniczyć się do piątku i sprawę rozwiązać inaczej.

I tak na przykład nazwę „Black Price Day” można zobaczyć w wielu sklepach i galeriach handlowych – na przykład na Śląsku, w Trójmieście, Krakowie czy Poznaniu. Są i handlowcy, którzy po prostu tłumaczą nazwę na polski – choć też niekoniecznie z obaw o łamanie zastrzeżonej gdzieś na innym kontynencie nazwy.

Czarny Piątek zamiast Black Friday

Czy jednak naprawdę trzeba się obawiać, że wykorzystywanie nazwy „Black Friday” może być nielegalne? Zapytaliśmy o to prawnika, specjalizującego się w prawie autorskim i znakach towarowych.

– Każdy znak towarowy jest chroniony na określonym terytorium. Jeżeli jakiś podmiot posiada prawa wyłączne do danego znaku towarowego w Hong Kongu, to nie oznacza, że posiada je również w innych krajach. I odwrotnie, ochrona w Polsce lub UE nic nie oznacza w innych krajach – tłumaczy mecenas Tomasz Mielke.

Czy jednak łatwo da się to sprawdzić? Mecenas mówi, że owszem.

– To czy, dany znak jest chroniony na danym terytorium, można na szczęście łatwo sprawdzić na stronach Polskiego Urzędu Patentowego, ale także na stronach EUIPO (dawniej OHIM) w Alicante w Hiszpanii. Większość krajów darmowe wyszukiwarki czy bazy znaków towarowych na stronach swoich urzędów patentowych w języku angielskim – dodaje Mielke.

Sprawdziliśmy. Chociaż i w Warszawie, i w Alicante, są zastrzeżone nazwy „Black Friday„, ale żadna nie dotyczy celów reklamowych. Skąd więc obawy niektórych sieci handlowych? Być może z ich globalnego charakteru. W końcu gdy jakaś firma ma oddziały na całym świecie, to nawet użycie znaku zastrzeżonego gdzieś w dalekiej Azji może spowodować dla niej niemałe problemy.

Warner Bros. musi udowodnić, że DUCHY ISTNIEJĄ albo zapłaci prawie 1 mld dolarów. To nie żart, tylko genialny spór prawny