1. Bezprawnik -
  2. Zagranica -
  3. Przez kradzieże w sklepach będziemy mieć zakupy na bilet. Zobaczycie

Przez kradzieże w sklepach będziemy mieć zakupy na bilet. Zobaczycie

Temat kradzieży sklepowych w ostatnich miesiącach zniknął z pierwszych stron. Mniej nagłówków, mniej alarmujących relacji i mniej dyskusji o pladze wynoszenia towaru bez płacenia. To jednak nie oznacza, że problem rozwiązano. Cisza medialna nie zawsze idzie w parze z poprawą sytuacji. Handel detaliczny doskonale wie, że presja związana z kradzieżami wciąż istnieje, a liczby potrafią nielitościwie zweryfikować optymizm.

Kradzieże w sklepach niestety nadal mają się dobrze. Rachunek za ten proceder trafia nie tylko do właścicieli sieci handlowych. Finalnie płacą za to również uczciwi klienci. Jeśli trend będzie się utrzymywał, być może czekają nas absurdalne zmiany w sposobie robienia zakupów.

Kilkadziesiąt tysięcy stwierdzonych przestępstw kradzieży sklepowej rocznie

Blog BezpiecznyHandel.pl podzielił się statystyką opracowaną na podstawie danych Komendy Głównej Policji za 2025 rok. Wynika z niej, że w ubiegłym roku policja stwierdziła ponad 31,7 tys. przestępstw kradzieży sklepowej. Rok wcześniej było to 30,1 tys. przypadków. Trudno więc mówić o przełomie czy uspokojeniu sytuacji. Poza tym trzeba pamiętać, że niekoniecznie wszystkie kradzieże wykryto. Z tego powodu prawdziwa skala zjawiska pozostaje owiana tajemnicą.

Tutaj mówimy wyłącznie o kradzieżach ujawnionych i zakwalifikowanych jako przestępstwa. Dla porządku powinniśmy do tego dołożyć jeszcze dziesiątki tysięcy wykroczeń i uwzględnić, że część zdarzeń nie jest zgłaszana. Szczególnie wtedy, gdy wartość strat jest niższa niż 800 zł i sklep nie widzi sensu angażowania w to policji. To zresztą próg ustawowy, od którego zależy co grozi za kradzież w sklepie – poniżej tej kwoty mamy wykroczenie, powyżej już przestępstwo. Średnia wartość strat materialnych w przypadkach, w których wskazano wysokość szkody, wyniosła ponad 1800 zł. Ten koszt wcześniej lub później wraca do konsumenta – uczciwego konsumenta.

Mazowsze ma przechlapane, ale na Dolnym Śląsku wcale nie jest lepiej

Największy udział w liczbie stwierdzonych przestępstw miało województwo mazowieckie – 18,2 proc. wszystkich przypadków w kraju. Na kolejnych miejscach znalazły się województwo dolnośląskie – 17,1 proc. oraz województwo śląskie – 11,4 proc. Najmniejszy udział odnotowano w województwach podkarpackim – 1,6 proc., świętokrzyskim – 1,7 proc. oraz opolskim – 1,8 proc.

Proceder najmocniej uderza w duże aglomeracje i regiony o silnym handlu detalicznym. Mazowieckie to Warszawa i ogromny rynek sprzedaży. Dolnośląskie to Wrocław, a śląskie to gęsto zaludniona i intensywnie zurbanizowana metropolia. Im większy ruch klientów, tym więcej okazji dla złodzieja. Zwłaszcza że niektórzy działają w sposób na tyle bezczelny, że ich czyn można zakwalifikować jako kradzież szczególnie zuchwała a wykroczenie – to już zupełnie inna kategoria odpowiedzialności karnej, z karą sięgającą nawet 8 lat więzienia.

Za kradzieże płacą uczciwi klienci. Mechanizm cenowy jest bezlitosny

W debacie publicznej często mówi się, że na kradzieżach tracą przede wszystkim sklepy. To jednak tylko część prawdy. Sklepy nie działają w próżni i nie pokrywają strat z własnej kieszeni w nieskończoność. Rosnące ubytki są wkalkulowywane w koszty działalności, a następnie odbijają się na cenach produktów. Innymi słowy, za cudze kradzieże płacimy wszyscy.

Mechanizm jest prosty. Większe straty oznaczają większe koszty funkcjonowania. Wyższe koszty doprowadzają do podwyżek cen. Do tego dochodzą wydatki na monitoring, ochronę czy dodatkowy personel. Ostateczny rachunek trafia do zwykłego klienta.

Coraz częściej liczą się też oszustwa przy kasach samoobsługowych

Do typowych kradzieży dochodzi jeszcze proceder, którym sądy zajmują się coraz częściej – czyli oszustwa przy kasach samoobsługowych. Mowa o podmienianiu produktów na tańsze odpowiedniki czy „zapominaniu” o części zakupów w trakcie skanowania. Linia orzecznicza ewoluuje i obecnie sądy coraz częściej traktują takie zachowania jako kradzież, a nie oszustwo – co z perspektywy sieci handlowych i tak nie jest pocieszające, bo straty są realne, a wykrywalność niska.

Przyszłość zakupów może wyglądać jak w Wielkiej Brytanii

Jeżeli liczba kradzieży nadal będzie rosła, handel może pójść w stronę rozwiązań testowanych za granicą. Przykład daje Wielka Brytania.

Sieć Asda testuje system zakupów „na bilet”. Klient wybiera produkt na ekranie, otrzymuje pierwszy bilet, następnie płaci przy kasie, a później dostaje drugi kod uruchamiający automat wydający towar. Dotyczy to produktów wysokiego ryzyka, czyli najbardziej narażonych na kradzież, jak elektronika, kosmetyki czy żyletki. Z kolei Greggs pilotażowo likwiduje w części placówek otwarte lodówki i regały samoobsługowe. Kanapki, napoje i przekąski trafiają za ladę. Klient otrzymuje je dopiero po zapłacie.

Wniosek? Gdy rośnie skala kradzieży, tracą wszyscy – i sieci handlowe, i konsumenci. A im dłużej problem będzie bagatelizowany, tym bardziej radykalne staną się rozwiązania. Zakupy na bilecik? Dziś ciekawostka taka jak kiedyś kasy samoobsługowe. Jutro być może rutyna.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi