1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Nawet i 100 tys. złotych kary za czerpanie wody z własnej studni. Inspektorzy są bezlitośni

Nawet i 100 tys. złotych kary za czerpanie wody z własnej studni. Inspektorzy są bezlitośni

Wiele osób nawet nie zdaje sobie sprawy, że pobierając wodę z własnej studni, mogą złamać prawo. Limit jest zaskakująco niski, a kary za jego przekroczenie potrafią doprowadzić do finansowej ruiny.

Tylko 5 metrów sześciennych na dobę — taki jest limit poboru wody ze studni bez pozwolenia

Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, woda znajdująca się pod naszą posesją wcale nie należy do właściciela gruntu. Zgodnie z prawem wodnym wszystkie wody podziemne stanowią własność Skarbu Państwa – i to właśnie z tego powodu pobór wody, nawet z prywatnej studni, jest w Polsce regulowany. Właściciel działki ma co prawda prawo do tzw. zwykłego korzystania z wód, ale tylko w ściśle określonych granicach.

Limit jest dość konkretny: średniorocznie nie więcej niż 5 metrów sześciennych na dobę. Mowa przy tym o korzystaniu na potrzeby gospodarstwa domowego oraz rolnego, o ile nie ma ono charakteru intensywnej działalności produkcyjnej. Po przekroczeniu tego progu sytuacja zmienia się diametralnie – pojawia się konieczność uzyskania pozwolenia wodnoprawnego, a także obowiązek uiszczania opłat za usługi wodne.

Susza zmusza urzędy do zaostrzenia kontroli poboru wód podziemnych

Powód, dla którego organy odpowiedzialne za gospodarkę wodną coraz dokładniej przyglądają się rolnikom, jest dość prozaiczny – od kilkunastu lat Polska zmaga się z problemem suszy. Poziom wód podziemnych w wielu regionach systematycznie się obniża, a zasoby nie odnawiają się tak szybko, jak są eksploatowane. Limit 5 metrów sześciennych na dobę ma w teorii chronić te zasoby przed nadmiernym wykorzystaniem. Eksperci od lat zwracają jednocześnie uwagę, że bez kompleksowego podejścia, takiego jak krajowy plan retencji wody, sama restrykcyjna polityka poboru niewiele zmieni.

W praktyce oznacza to, że gospodarstwa korzystające z własnych studni głębinowych są obecnie objęte znacznie większą kontrolą niż jeszcze kilka lat temu. Inspektorzy mogą pojawić się bez zapowiedzi – i jeśli okaże się, że pobór wody przekracza ustawowe granice, konsekwencje bywają poważne.

Kara liczona jako 500 proc. opłaty — tak wygląda mechanizm sankcji

Od 2023 r., po nowelizacji prawa wodnego wprowadzonej ustawą o rewitalizacji rzeki Odry, obowiązuje nowy katalog administracyjnych kar pieniężnych zastępujący wcześniejsze opłaty podwyższone. W art. 472aa Prawa wodnego ustawodawca przewidział co prawda ogólne widełki od 5 tys. zł do 1 mln zł, ale – co kluczowe dla właścicieli studni – pobór wód podziemnych bez wymaganego pozwolenia wodnoprawnego został z tych widełek wprost wyłączony.

Dla tego konkretnego naruszenia ustawa nie podaje sztywnej kwoty maksymalnej. Zamiast tego określa sposób wyliczenia: podstawą kary jest 500 proc. opłaty zmiennej należnej za faktycznie pobraną wodę. Innymi słowy – im więcej wody pobrano bez pozwolenia i im dłużej trwał ten stan, tym wyższa kara, bez żadnego górnego pułapu kwotowego. To dlatego w mediach pojawiają się sprawy, w których kary sięgają i przekraczają 100 tys. zł – nie jest to ustawowe maksimum, lecz prosta konsekwencja iloczynu stawki opłaty, ilości pobranej wody i okresu naruszenia (kary można naliczać nawet do 5 lat wstecz).

Sprawa pana Zdzisława — głośny przykład z Podlasia

Głośnym przykładem była opisywana w mediach pod hasłem 100 tys. zł kary za czerpanie wody ze studni — woda należy do Skarbu Państwa jest sprawa rolnika z Podlasia, na którego nałożono ponad 100 tys. zł kary. Kontrola wykazała pobór rzędu 45 m³ na dobę, czyli ponad dziewięciokrotnie powyżej limitu zwykłego korzystania z wód, a kara objęła także lata wsteczne wraz z odsetkami. O ostatecznej wysokości decyduje kilka czynników: ilość pobranej wody, sposób i cel jej wykorzystania, okres trwania naruszenia, a także wpływ działalności na środowisko.

Szacunki idą na niekorzyść właściciela studni

Problemem dla wielu rolników jest też to, że gospodarstwa rzadko prowadzą dokładne pomiary zużycia wody. W takiej sytuacji organy kontrolne mogą oszacować pobór na podstawie wydajności pomp lub parametrów technicznych instalacji – a wyliczenia te zwykle wypadają na niekorzyść właściciela studni. Skoro kara stanowi 500 proc. opłaty zmiennej, każdy dodatkowy oszacowany metr sześcienny bezpośrednio przekłada się na wyższą sankcję.

To nie tylko pieniądze — dodatkowe konsekwencje też potrafią zaboleć

Warto pamiętać, że naruszenie przepisów prawa wodnego nie sprowadza się wyłącznie do kar administracyjnych. W grę wchodzi również odpowiedzialność wykroczeniowa, a w niektórych przypadkach nawet karna, przewidziana w dziale XII Prawa wodnego. Urzędy mogą też nakazać ograniczenie korzystania z ujęcia, montaż urządzeń pomiarowych albo dostosowanie instalacji do obowiązujących wymogów.

W skrajnych przypadkach, gdy ujęcie nie spełnia norm, jedynym wyjściem może okazać się likwidacja studni – co samo w sobie wymaga osobnej procedury i kompletu dokumentów. Co istotne, w szczególnych okolicznościach (np. na terenach ROD) może obowiązywać wręcz zakaz pobierania wody ze studni, za którego złamanie również przewidziano sankcje finansowe. Do tego w tle szykuje się rewolucja w rachunkach za wodę, która jeszcze mocniej obciąży wszystkich odbiorców.

Procedura uzyskania pozwolenia wodnoprawnego ciągnie się miesiącami

Procedura uzyskania pozwolenia wodnoprawnego to z kolei temat na osobną historię – w praktyce trwa miesiącami, wymaga skompletowania kilkunastu dokumentów i bardzo łatwo można utknąć gdzieś w jej trakcie. Do tego dochodzi ryzyko, jakim jest zapowiadana podwyżka cen wody, która – jeśli wejdzie w życie – uderzy także w te gospodarstwa, które zdecydują się działać zgodnie z literą prawa. Tym samym najrozsądniejszym wyjściem wydaje się sprawdzenie, ile faktycznie pobieramy wody, zanim do drzwi zapukają inspektorzy.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi