Najwyższy czas wyjść z narodowej kwarantanny? W końcu według rządowych wskaźników powinniśmy być dziś… strefą żółtą

Biznes Gorące tematy Państwo Zdrowie dołącz do dyskusji (170) 19.01.2021
Najwyższy czas wyjść z narodowej kwarantanny? W końcu według rządowych wskaźników powinniśmy być dziś… strefą żółtą

Maciej Bąk

Koniec narodowej kwarantanny? Liczby nie kłamią. Zaprezentowane przez premiera na początku listopada 2020 roku wskaźniki mówią jasno: przy obecnej liczbie przypadków cała Polska powinna być strefą żółtą. Albo więc to były złe wskaźniki, albo rząd z niewiadomych powodów przestał się z nimi liczyć. Może więc najwyższy czas znieść te najbardziej idiotyczne obostrzenia?

Koniec narodowej kwarantanny?

Przypomnijmy – na początku listopada rząd po raz pierwszy (i ostatni) pokazał granice między przechodzeniem z żółtej do czerwonej strefy i dalej do poziomu narodowej kwarantanny. Wynika z nich, że najsurowsze restrykcje wprowadzić należy przy poziomie około 26 tysięcy zakażeń dziennie. Etap nazywany „bezpiecznikiem” zaczynał się od 50 zakażeń na 100 tysięcy mieszkańców, czyli około 19 tysięcy. Między 9500 a 19000 przypadków cała Polska miała być strefą czerwoną. A między około 3800 a 9500 strefą żółtą, z niektórymi powiatami w strefie czerwonej.

fot. KPRM
fot. KPRM

Jak sytuacja wygląda dzisiaj? Otóż przez ostatnie siedem dni liczba zakażeń wyglądała następująco: 4835, 3271, 6005, 7412, 7795, 9436, 9053. Sumując te liczby i dzieląc je przez siedem wychodzi nam średnio 6829 zakażeń dziennie. A to oznacza, że jesteśmy grubo pod granicą nawet strefy czerwonej! I to, co ważne, przy solidnej liczbie wykonywanych codziennie testów (dziś było to niecałe 50 tysięcy). A więc to nie jest tak, że nie wykrywamy zakażeń, bo Polacy nie chcą się testować. Jest wręcz przeciwnie!

Niektóre obostrzenia są do zdjęcia

Chciałbym podkreślić jedną rzecz mocno i wyraźnie. Traktuję pandemię koronawirusa bardzo poważnie i nie jestem zwolennikiem znoszenia restrykcji „na hurra”. Widzimy bowiem, że liczba zgonów jest nadal bardzo duża (dziś odnotowano ich blisko 300). Jednak fakt, że przestaliśmy się zarażać na skalę tak masową jak jesienią powinien skłonić rządzących do refleksji nad będącą w agonii gospodarką.

Obostrzeniem, które – jak się wydaje – powinno być zniesione już teraz, jest zamknięcie galerii handlowych. Czyli miejsc, w których ludzi jest tyle samo co w zatłoczonych dziś Lidlach, Leclercach i Carrefourach, i w których wszyscy bez wyjątku mają obowiązek zasłaniania ust i nosa. Może to zabrzmi prozaicznie, ale może taki argument zadziała na wyobraźnię: mamy zimę, niewidzianą w Polsce od wielu lat, a ludzie nie mogą sobie kupić nawet zimowych ciuchów. Proszę, chcecie to zjedźcie mnie za to że domagam się jakichś luksusów. Ale dla mnie prawo do ciepłego odzienia żadnym luksusem nie jest.

Ewidentnie powinniśmy zakończyć też farsę w postaci zamknięcia stoków narciarskich. Tym bardziej, że ferie zimowe mamy już za sobą, najmłodsze dzieci wróciły do szkół i wyciągi naprawdę nie będą przeżywały wielkiego oblężenia. Naprawdę lepiej, by ośrodki narciarskie działały w konkretnym reżimie sanitarnym, niż stwarzać okazje do tego by przedsiębiorcy sami, wykorzystując różne patenty, wymyślali kolejne sposoby na omijanie obostrzeń.

Czekając na normalność

Tak więc jeśli rząd swoje listopadowe wskaźniki naprawdę przygotował na poważnie, to liczę na jakąś refleksję. I, jeszcze raz powtarzam, wcale nie chodzi o to, by bezrefleksyjnie wprowadzać teraz żółte i czerwone strefy, dopuszczające miejscami choćby działalność rozrywkową, przy której łatwo o zarażanie się. Ale można przecież, skoro i tak robi się codziennie konferencje prasowe, ogłosić nowy plan znoszenia obostrzeń, chociażby po to by uspokoić narastający bunt przedsiębiorców. Sorry, panie premierze, liczby nie kłamią. Sam pan wiele razy to powtarzał.

170 odpowiedzi na “Najwyższy czas wyjść z narodowej kwarantanny? W końcu według rządowych wskaźników powinniśmy być dziś… strefą żółtą”

  1. Było więcej testów, bo testowano nauczycieli, grupę która i tak przez ostatnie 2 tygodnie nie ruszała się z domu, więc czy kogoś dziwi, że zaniżyło to odsetek pozytywów? Teraz to się skończy i znowu poszybuje on w okolice 25-30%.

      • Nauczyciele mieli ferie, stoki zamknięte, więc gdzie mogli się ruszać? W dodatku wiedząc, że wrócą do szkoły, z pewnością ograniczyli kontakty, albo wręcz dostali taki przykaz od dyrekcji.

        • Ta, jasne. Sytuacja obecną dla nauczycieli stała się wyjątkowo wygodna. Niemal cały ciężar został przerzucony na rodziców. Nigdy nie mieli tak zajebistej sytuacji jak teraz; zero krzyków, zero piskow, siadam do komputera i prowadzę zajęcia kończę,do widzenia, zadania na mailu, jak się nie robisz do wieczora to pała. Proszę mi nie mówić jak to nauczyciele ograniczyli kontakty bo mam ich w swoim środowisku . Oficjalnie narzekają, nieoficjalnie to żyć nie umierać.

  2. „Tak więc jeśli rząd swoje listopadowe wskaźniki naprawdę przygotował na poważnie, to liczę na jakąś refleksję”.
    Te analizy i wskaźniki przygotowano po to, aby czasem rząd nie został zmuszony do przyznania się do tego, że może robić, więc i robi, co mu się podoba („bo pandemia”). Wówczas mieliśmy quasi patetyczne gadki-szmatki o dbaniu o wspólne dobro oraz o odpowiedzialności zbiorowej, dziś widać, że chodziło o zatrzymanie ludzi w domach. Wiadomo – strajki na ulicach, Sylwester (u kaczora…), niewyraźne zapowiedzi jakichś buntów przedsiębiorców… Przecież tak nie może być w państwie PiS! Toż to tylko wina tych wichrzycieli z totalnej opozycji! Wystarczy oglądać Wiadomości, jak porządny Polak, „prawdziwy” patriota! Z nich dowiesz się prawdy, Polaku. A jeśli chodzi o wskaźniki, analizy, konferencje jego ekscelencji Morawieckiego, to… Panie, to było dawno, nie w tym roku nawet, po co się Pan nimi przejmujesz? Lepiej włącz sobie disco-polo. A przede wszystkim siedź cicho! Jeszcze paskudna totalna opozycja cię usłyszy i zacznie węszyć.

  3. Pan redaktor musi być olbrzymim optymista, skoro jeszcze wierzy w jakiekolwiek zapewnienia rządu, jego decyzje, które śa sensowne, logiczne i są dostosowane do obecnej sytuacji. Testuje się nauczycieli. Ale nie wiem czy wiecie, ze najwięcej nauczycieli pochorowało się..UWAGA… werbelki… w listopadzie i październiku. A więc mają wirusa za sobą. Testowanie ich w obecnej sytuacji i po tym co działo się poprzedniej jesieni, jest absurdalnym sposobem na weryfikację wirusa. Równie dobrze można by nie testować i wyjdzie na to samo.

  4. Odmrażanie gospodarki to kompletny idiotyzm w obecnej sytuacji i kompletna masakra służby zdrowia. Są nowe mutacje koronawirusa z UK, RPA i Brazylii i otwarcie gospodarki spowoduje poszybowanie wskaźnika zachorowań w górę. Z resztą te statystyki i tak nie mają żadnej wiarygodności przy tak żałosnym poziomie testowania, do czego pośrednio rząd się przyznał wprowadzając „narodową kwarantannę” przy 12 tys zachorowań. Do tego coraz bliżej nadchodzi nasilenie sezonu grypowego, a lutym i marcu jest zazwyczaj szczyt infekcji.

    • Poszybuje albo i nie poszybuje, najwyżej znowu zgubi się kilkanaście tysięcy przypadków, co jest o tyle łatwiejsze, że teraz żaden aktywista nie ma dostępu do szczegółowych danych sanepidów.

    • Odmrażanie gospodarki to niezbędna konieczność. Za chwilę jeżeli tego nie zrobimy nie będzie pieniędzy na nic a już na pewno nie na służbę zdrowia.

      • Jak sobie wyobrażasz zmieszczenie kolejnych kilkunastu tysięcy chorych na COVID w szpitalach, którzy pojawią się po odmrożeniu gospodarki?

        • Wiesz takie licywanie jest bez sensu. Ja nie neguje Pandemii jako takiej ale spojż poza koniec własnego nosa. Cała służba zdrowia finansowana jest że składek a te jako podatek płacą wszyscy pracujący. Już w tej chwili służba jest niewydolna a gospodarka wchodzi w fazę recesji. Zmniejszy się wpływ że składek zmniejszy również ilość gotówki dla służby zdrowia. Na chwilę obecną nie wiadomo co się stanie po odmrożeniu gospodarki. Były już takie prognozy wskazujące że po świętach będzie dramat i jakoś nie było . Jak sobie wyobrażam zmieszczenie kolejnych kilkunastu tysięcy? Normalnie. Nawet w szczycie wykrywalności wirusa były wolne miejsca w szpitalach. A teraz ja Tobie zadam pytanie: jak sobie wyobrażasz płacenie rachunków, robienie zakupów , spłacanie kredytów i po prostu życie bez pracy? Jestem przekonany że siedzisz na garnuszku u mamusi stąd takie piękne telewizyjne poglądy. Nie wiem czy zauważyłeś ale sądy, komornicy pracują normalnie i nikt się nie ogląda na to czy w dobie Pandemii ty masz z czego płacić.

          • No po prostu nie. Hotele, kluby fitness, stoki narciarskie to tylko mała część gospodarki (galerii i gastronomii nie liczę po działa online). A są zamknięte te branże które zwiększają kontakty międzyludzkie. Wszystkie inne branże pracują zdalnie bądź stacjonarnie jeśli nie można zdalnie. Nie widać też tego po wskaźniku bezrobocia, który dalej jest na niskim poziomie. Inna sprawa to odszkodowania za zamknięty okres, tutaj pełna zgoda i państwo powinno wypłacić odszkodowania.
            Nie wiem skąd wzięłaś to że były wolne łóżka, bo czytałem relacje z tego okresu z Bezprawnika chociażby i były sytuacje gdzie brakowało łóżek w szpitalach. Poza tym prócz łóżek brakowało personelu medycznego, a i te łóżka trzeba zabrać z innych oddziałów chociażby z onkologii. I sprawiasz wrażenie jakby niedotkniętej tą pandemią i nie wiesz jak COVID jest ciężką chorobą. Miałem w osobie 2 osoby, co zachorowały i wierz mi że to jest nic nieprzyjemnego. Na szczęście te osoby wyszły z tego.
            A na twoje pytanie odpowiem, że szukałbym nowej pracy i zmieniłbym branże, żeby dalej mieć za co robić zakupy, spłacać rachunki i kredyty. Ludzie z gastronomii czy hotelarstwa teraz pracują jako kurierzy. I nie obrażaj mnie od siedzących na garnuszku mamusi. Nie mieszkam z rodzicami od 10 lat. I sam byłem zwolennikiem odmrażania gospodarki dopóki nie wybuchła II fala. Ten wirus jest mocno zjadliwy i mocno obciąża służbę zdrowia, a nawet po szczycie II fali mogło przechorować max 20% populacji więc może zarazić bez problemu pozostałe 80%.

  5. Autor nie wspomina, że służba zdrowia daje ciała na całego. Ponieważ
    a) szpitale „covidowe” w ogóle nie leczą pacjentów, tylko ich tam przetrzymują. Jeśli pacjent jest naprawdę chory, a nie tylko na covid, umiera. Znam historie ludzi, którzy to mówią, bo tam byli. Twierdzą że cudem wyszli z tej umieralni, tylko dzięki znajomościom albo lekarzom w rodzinie. Ktoś bez pleców podłączany jest do respiratora i umiera;
    b) szpitale „covidowe” nie mają żadnego wyposażenia do prowadzenia chorych na prawdziwe choroby. W związku z tym lekarze innych szpitali żalą się, że w ogóle nie mają kogo wysłać do tych „superszpitali”, bo pacjenci nie spełniają warunków przyjęcia, czyli chory tylko na covid, nie chory na cokolwiek innego. To są oficjalne informacje podawane przez media;
    c) oddziały ratunkowe sparaliżowane, bo trzeba zrobić test pacjentowi przez przyjęciem do szpitala. Ludzie umierają w karetkach, w najlepszym przypadku gdzieś w ciemnych korytarzach;
    d) przychodnie z lekarzami pierwszego kontaktu często pozamykane, albo „przyjmują” pacjentów przez telefon. To ma być diagnoza?
    e) przychodnie specjalistyczne pozamykane, terminy badań/zabiegów/operacji poprzesuwane w nieokreśloną przyszłość;
    f) media straszą ludzi, aby nie wychodzić na powietrze, jeśli już to wyjątkowo i w szmacie na twarzy. Pogarsza się w ten sposób kondycja psychiczna i fizyczna społeczeństwa. Pomijam już kondycję finansową i lęk przed przyszłością;
    g) osoby chore nie zgłaszają się do lekarzy z własnej woli, bo są zastraszone. Umierają w domach.

    To są prawdziwe przyczyny fatalnych statystyk umieralności.

  6. Efekty zdrowotne oraz ekonomiczne – czyli w długim terminie także mają wpływ na zdrowie społeczeństwa, będą znacząco większe niż bezpośrednio miał Covid. Śmiertelność w Polsce nie związana z Covidem jest rekordowa. TO się przykrywa statystykami samego COVIDU, ale mamy zamknięte szpitale – a przypominam, bo niektórzy chyba zapomnieli, nie przestaliśmy chorować na inne choroby. A szpitale – wygodnie, stały się w wielu obszarach jednoimienne. Pacjentów odprawia się z kwitkiem. Mam przykłady w rodzinie i znajomych, gdzie nie wiele brakowało aby takie wożenie skończyło się katastrofą. I mam niestety takie, gdzie „bez testu na COVID nie przyjmiemy” skończyło się tragedią.
    Pewien profesor – szef katedry chorób płuc jednego z uniwersytetów powiedział w TV (Polsat) ciekawą rzecz. „Dla moich kolegów lekarzy wygodne jest badanie i leczenie 1 choroby”.
    Fala upadłości przeniesie się na nas wszystkich, jeżeli dotknie zbyt dużo obszarów gospodarki, nie starczy pieniędzy na ratowanie. Przypominam niektórym, bo chyba nie wiedzą – pieniądze te nie są ze skarbca na Żoliborzu, płyną z podatków. Koło się zamyka.

    Patrząc też na to słynne leczenie COVIDu w tych szpitalach to też zastanawiam się nad sensem. Z 1 ręki wiem, że to po prostu odizolowanie i obserwacja. Więcej pracy i ryzyka mają ratownicy i pielęgniarki.

    Myślę, że liczba zarażonych nie jest też dobrym wskaźnikiem. Powinniśmy jednak patrzeć na zajętość respiratorów. Mimo, wszystko jak ktoś jest w takim złym stanie to decyduje się na szpital. Jak się źle czuje to po test już nie biegnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *