Urzędnicy Försäkringskassan (taki szwedzki ZUS) zakładali się podczas przerwy na kawę o to, ile osób umrze danego dnia na COVID-19

Zagranica Zdrowie dołącz do dyskusji (81) 16.12.2020
Urzędnicy Försäkringskassan (taki szwedzki ZUS) zakładali się podczas przerwy na kawę o to, ile osób umrze danego dnia na COVID-19

Paweł Mering

Obstawianie liczby zmarłych na COVID-19 – tak podczas codziennej fika „bawili” się urzędnicy Försäkringskassan, czyli szwedzkiego odpowiednika Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Z jednej strony to skandaliczne, z drugiej też – ale…

Obstawianie liczby zmarłych na COVID-19

Försäkringskassan, czyli szwedzka Kasa Ubezpieczenia Społecznego, to taki odpowiednik naszego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Pracownicy jednej z placówek urzędu wymyślili kontrowersyjną „zabawę” – obstawianie liczby zmarłych na COVID-19. O sprawie pisze „Interia”, powołując się na lokalną gazetę „Gefle Dagblad”.

Obstawianie liczby zmarłych na COVID-19 miało miejsce podczas fika, tj. porannej przerwy na kawę spędzanej w gronie współpracowników. To właśnie wówczas urzędnicy zasiadali przed telewizorem po to, by dowiedzieć się, kto był najbliżej „poprawnej odpowiedzi”.

Szefowa placówki – Eva Alner Liljedahl –  dowiedziała się o sprawie i skrytykowała postawę podwładnych. Jak wskazała:

[…] zabawa była czymś okropnym i jest nie do zaakceptowania. Przeprowadzę dochodzenie w tej sprawie, ale nie chcę podawać szczegółów […]

Dodała ponadto, że pracownicy z pewnością będą musieli przejść wielomiesięczne szkolenie z etyki zawodowej. Nic dziwnego, skoro – jak przypomina „Interia” – urząd zajmuje się także wypłacaniem świadczeń dla osób dotkniętych COVID-19.

Sytuacja jest skandaliczna, ale nie zaskakująca

Oczywiście urządzanie sobie hazardowej zabawy z prawdziwych ludzkich tragedii zasługuje na najwyższe potępienie. Takie postępowanie nie przystoi w zasadzie każdemu, a tym bardziej urzędnikom, których praca ma na celu przeciwdziałanie niektórym skutkom pandemii.

Niemniej nie da się ukryć, że stosunek do pandemii znacznie się zmienił na przestrzeni miesięcy – także w Polsce. W wielu polskich domach i zakładach pracy jednym z pytań, które pojawia się każdego dnia, jest beznamiętne

ile dzisiaj?

Dziennie stwierdza się kilkaset zgonów z powodu ciężkiego przebiegu COVID-19, czasem wiążących się ze współistnieniem innych chorób, czasem zaś nie. Czy te wartości, te kilkaset ludzkich tragedii, faktycznie wzbudzają codzienne przerażenie?

Przyglądając się temu, jakie stanowisko względem przestrzegania obostrzeń – ale i samej pandemii – niestety bardzo często prezentują Polacy – nie wydaje mi się.

Przyzwyczajenie się nie jest zbyt dobre

Niemiecki dziennikarz Kurt Tucholsky (bynajmniej nie Józef Stalin) napisał kiedyś, że śmierć jednej osoby jest tragedią, miliona zaś statystyką.

Oczywiście, że każda śmierć jest tragedią, ale jeżeli dotyczy epidemii koronawirusa, to coraz częściej traktuje się ją jako składową liczby, która codziennie rano pojawia się na Twitterze Ministerstwa Zdrowia.

Pewne przyzwyczajenie się do tego stanu rzeczy (całkiem naturalne, bo jak inaczej można by sobie dzisiaj radzić) powoduje właśnie, że co rano pytamy „ile dzisiaj?”, a szwedzcy urzędnicy z dziennej liczby zgonów urządzili sobie loterię.

Jeszcze raz powtórzę – w mojej opinii jest to godne najwyższego potępienia, zaś nie wynika z jakiegoś wrodzonego zła czy cynizmu. Na takiej płaszczyźnie coraz częściej odbiera się skutki epidemii – tak chyba jest łatwiej.