1. Bezprawnik -
  2. Moto -
  3. Policjant nie musi ci pokazać, co wpisał do bazy. Błąd wyjdzie dopiero przy sprzedaży auta

Policjant nie musi ci pokazać, co wpisał do bazy. Błąd wyjdzie dopiero przy sprzedaży auta

Od 25 maja 2019 roku obowiązują przepisy przewidujące za manipulowanie wskazaniem drogomierza karę do 5 lat więzienia, a od stycznia 2020 podczas kontroli drogowej policjant sprawdza przebieg auta i wpisuje go do Centralnej Ewidencji Pojazdów. Nieszczęśliwie z prostego patentu na pozbycie się oszustów wykuto miecz obosieczny. Wystarczy literówka albo źle wpisana cyfra, by uczciwy kierowca zaczął wyglądać dla państwa jak handlarz samochodów z podejrzanego komisu.

Miłosz Magrzyk21.05.2026 12:18
Moto

Walka z kręceniem liczników miała ukrócić oszustwa, a uderza w uczciwych

Cofanie liczników w używanych samochodach było w Polsce niemal tak popularne jak tekst: „Niemiec płakał, jak sprzedawał”. Auto mające realnie pół miliona kilometrów potrafiło po kilku kliknięciach odmłodnieć o dwieście tysięcy. Państwo wykazało chęć do powalczenia z cwaniakami i postanowiło ukrócić cofanie licznika w samochodzie, ale wiadomo co jest dobrymi chęciami wybrukowane – piekło.

Państwo chętnie da ci w kość, ale niechętnie przyzna się do błędu

Błędny wpis do CEPiK zwykle pojawia się niechcący. Policjant podczas kontroli wpisze o jedno zero za dużo, diagnosta na stacji kontroli pojazdów pomyli cyfry i gotowe: historia przebiegu przestaje się zgadzać. Kiepsko to wygląda, gdy samochód nagle cofa się w papierach o kilkadziesiąt tysięcy kilometrów.

Ponieważ przepisy zabraniające manipulowania licznikami są surowe, przez czyjś błąd kierowca może automatycznie znaleźć się w wyjątkowo nieprzyjemnej sytuacji i porozmawiać z prokuratorem. Poczujesz się wtedy trochę tak, jakbyś dostał wezwanie do banku, bo ktoś źle wstawił przecinek: niby wyglądasz na milionera, ale naprawdę masz na koncie zaledwie 100 zł. O tym, co grozi za cofnięcie licznika w samochodzie, pisaliśmy zresztą szerzej – kara nie jest symboliczna i właśnie dlatego błędny wpis robi się tak groźny.

Brak procedury i podpisu kierowcy

Mimo że art. 129 ust. 2 pkt 4a Prawa o ruchu drogowym nakazuje odczytywanie przebiegu podczas kontroli, przepisy dotyczące wpisywania danych do CEPiK-u są lakoniczne. Nie istnieje dokładna procedura weryfikacji wpisu, nie ma prostego mechanizmu szybkiego poprawiania błędów. Kierowca nawet od razu nie wie, że błąd popełniono. Funkcjonariusz samodzielnie dokonuje odczytu i wprowadza go do bazy. Policjant nie ma obowiązku pokazywania kierowcy wprowadzonego przebiegu ani uzyskania jego podpisu potwierdzającego poprawność ustawienia cyferek. Ewentualnie można poprosić kontrolującego nas funkcjonariusza o potwierdzenie, jaki stan licznika odczytał – ale o tym trzeba wiedzieć i pamiętać! Warto zresztą znać uprawnienia Policji podczas kontroli drogowej na tyle, żeby świadomie zadawać tego typu pytania w trakcie czynności.

Kierowca będzie miał problem, żeby auto sprzedać

Błędny przebieg zwykle wychodzi na jaw przypadkiem dopiero po kilku miesiącach. Najczęściej podczas kolejnego przeglądu albo sprzedaży samochodu. Kupujący sprawdza historię pojazdu, widzi nagły spadek przebiegu lub na odwrót i zaczyna podejrzewać manipulowanie licznikiem – swoją drogą słusznie. Samochód z „cofniętym” drogomierzem staje się równie podejrzany jak kebab za piątaka o czwartej nad ranem.

Jeśli funkcjonariusz albo diagnosta zrobi błąd, kierowca zostaje z problemem sam. Odkręcenie pomyłki wcale do łatwych nie należy. Konsekwencje potrafią ciągnąć się miesiącami, mimo że winy po stronie właściciela pojazdu nie ma żadnej. Wystarczy jeden źle wpisany numer bądź błędna adnotacja, żeby człowiek musiał tłumaczyć się w urzędach i walczyć o coś, co wcześniej było oczywiste. Czas, nerwy i koszty związane z prostowaniem takich baboli zawsze spadają na kierowcę. Co więcej, jeśli kupujący poczuje się oszukany, może uderzyć w sprzedawcę z tytułu wad ukrytych – a rękojmia na samochód używany potrafi obowiązywać nawet wtedy, gdy sprzedający faktycznie nie wiedział o problemie z licznikiem.

Przezorny kierowca powinien być wierny zasadzie: ufam, ale sprawdzam

Po każdej kontroli drogowej oraz po każdym badaniu technicznym dla własnego spokoju warto sprawdzać dane auta w usłudze „Moje pojazdy”. To najprostszy sposób, by szybko wykryć ewentualną gafę. Warto również zrobić zdjęcia licznika z widoczną datą. Kto wie, czy ten pozornie banalny nawyk, nie stanie się kluczowym dowodem w sporze z urzędem albo podczas sprzedawania auta.

Reakcja na nieprawidłowość – pierwsze kroki

Jeśli kierowca zauważy nieprawidłowość, pierwszym krokiem powinien być kontakt z organem, który dokonał wpisu. W przypadku stacji kontroli pojazdów sytuacja jest nieco łatwiejsza, ponieważ diagnosta wystawia dokument z wpisanym przebiegiem. Kierowca może od razu sprawdzić, czy wszystko się zgadza. Pomyłkę raczej uda się szybko wychwycić i skorygować jeszcze przed opuszczeniem SKP. Tym bardziej, że przegląd samochodu i tak kosztuje swoje, więc lepiej wykorzystać tę chwilę przy okienku, niż później biegać po urzędach.

Trzeba pójść do sądu i walczyć o swoje!

W najgorszym scenariuszu kierowca musi skierować sprawę do sądu administracyjnego. Skargę wnosi się natychmiast po wykryciu problemu, nie później niż w 30 dni od dnia, w którym skarżący dowiedział się o podjęciu „innej czynności”, i robi się to za pośrednictwem ministra cyfryzacji odpowiadającego za prowadzenie Centralnej Ewidencji Pojazdów. Konieczne jest także opłacenie wpisu w wysokości 200 zł i cierpliwe czekanie na finał.

Alternatywa: pozew o odszkodowanie z art. 417 k.c.

Alternatywą pozostaje wytoczenie sprawy w związku z art. 417 k.c., § 1 i § 2.

Za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej ponosi odpowiedzialność Skarb Państwa lub jednostka samorządu terytorialnego lub inna osoba prawna wykonująca tę władzę z mocy prawa.

Jeżeli wykonywanie zadań z zakresu władzy publicznej zlecono jednostce samorządu terytorialnego albo innej osobie prawnej, solidarną odpowiedzialność za wyrządzoną szkodę ponosi ich wykonawca oraz zlecająca je jednostka samorządu terytorialnego albo Skarb Państwa.

Jeśli przez błędny wpis kierowca poniósł straty finansowe, np. nie mógł sprzedać auta albo jego wartość mocno spadła, ma prawo domagać się rekompensaty.

Niestety w przypadku alternatywy nie łudźmy się na szybkie usunięcie błędnego wpisu z CEP nawet przy wygranej. Tutaj walczymy o pieniądze, a nie o kategoryczne sprostowanie ewidencji. Aby oczyścić bazę, trzeba uzbroić się w cierpliwość i pójść do sądu administracyjnego.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi
Kliknij by przejść do artykułu