1. Bezprawnik -
  2. Biznes -
  3. Z każdej wydanej złotówki w Polsce zostaje 25 groszy. Tylko jeśli kupisz to, co trzeba

Z każdej wydanej złotówki w Polsce zostaje 25 groszy. Tylko jeśli kupisz to, co trzeba

Jeszcze kilkanaście lat temu patriotyzm konsumencki kojarzył się głównie z hasłem marketingowym albo sentymentalnym przywiązaniem do krajowych marek. W dzisiejszych skomplikowanych i niepewnych czasach temat wraca z zupełnie nową siłą. Rosnące koszty życia, wojna gospodarcza między mocarstwami, dyskusje o podatkach wielkich korporacji oraz obawy o bezpieczeństwo gospodarcze sprawiają, że coraz więcej Polaków zaczyna zadawać sobie pytanie – co właściwie dzieje się z pieniędzmi, które wydajemy każdego dnia?

Piotr Janus22.05.2026 12:32
Biznes

Współcześnie patriotyzm konsumencki nie polega już wyłącznie na kupowaniu produktu z biało-czerwoną flagą na opakowaniu. Coraz częściej chodzi o coś znacznie bardziej złożonego – czyli gdzie firma płaci podatki, gdzie trafiają zyski, kto kontroluje kapitał i ile pieniędzy rzeczywiście zostaje w Polsce.

Ile z jednej złotówki zostaje w polskiej gospodarce?

Ekonomiści od lat zwracają uwagę na tzw. efekt mnożnikowy. Każda złotówka wydana w krajowej firmie może wielokrotnie „pracować” w polskiej gospodarce. Przedsiębiorstwo wypłaca pensje pracownikom, płaci podatki, korzysta z lokalnych dostawców i inwestuje na miejscu. Pieniądze te wracają później do obiegu poprzez konsumpcję, usługi i kolejne inwestycje.

Problem polega na tym, że w zglobalizowanej gospodarce coraz trudniej ocenić, która firma rzeczywiście jest „polska”. Dla wielu konsumentów wystarczy polsko brzmiąca marka albo krajowa siedziba. Tymczasem eksperci podkreślają, że znaczenie ma przede wszystkim struktura właścicielska, miejsce płacenia podatków oraz kierunek przepływu zysków. W przypadku części międzynarodowych korporacji znaczna część wypracowanego kapitału trafia do zagranicznych central. Dzieje się to między innymi poprzez dywidendy, opłaty licencyjne czy rozliczenia usług wewnętrznych. Z perspektywy gospodarki oznacza to, że tylko część pieniędzy wydawanych przez konsumentów pozostaje w Polsce.

W ciekawym raporcie sprzed kilku lat firmy Grant Thornton wykazano, że z produktów wytwarzanych w Polsce i wytwarzanych przez firmy z polskim kapitałem – w Polsce pozostaje aż 79 groszy z każdego 1 złotego, który został wydany na tego rodzaju produkt. Natomiast dla produktów w pełni zagranicznych (wytwarzanych za granicą, przez firmę zagraniczną) z 1 złotego pozostanie w Polsce tylko 25 groszy. Zdaniem twórców tego raportu, gdyby każdy z Polaków zmienił swoje preferencje zakupowe o 1%, w Polsce zostałoby ponad 6,6 mld złotych. Liczby te robią wrażenie i można zakładać, że dzisiaj kwoty mogłyby być znacznie wyższe.

Jak rozpoznać polski produkt?

Świadomy wybór wymaga jednak narzędzi. Z myślą o konsumentach Klub Jagielloński stworzył aplikację Pola, która po zeskanowaniu kodu kreskowego ocenia, na ile dany produkt jest naprawdę „polski” – bierze pod uwagę pochodzenie kapitału, miejsce produkcji, inwestycje w badania i rozwój oraz strukturę właścicielską. To realna pomoc dla osób, które chcą mieć pewność, że ich pieniądze rzeczywiście wspierają krajową gospodarkę, a nie wyłącznie marketingowo polską etykietę.

Patriotyzm konsumencki zaczyna się lokalnie

Eksperci podkreślają jednak, że patriotyzm konsumencki to nie tylko wybór wielkich polskich marek. Równie ważne jest wspieranie lokalnych producentów i małych przedsiębiorców działających w najbliższej okolicy.

Kupowanie warzyw od rolnika z regionu, pieczywa z lokalnej piekarni czy nabiału od niewielkiej mleczarni oznacza, że większa część pieniędzy zostaje w lokalnej gospodarce. To właśnie małe firmy często:

  • zatrudniają mieszkańców regionu,
  • korzystają z lokalnych dostawców,
  • płacą podatki w swojej gminie,
  • wspierają lokalne inicjatywy i wydarzenia.

Dobrym przykładem jest rynek żywności. Coraz więcej konsumentów świadomie wybiera produkty od regionalnych producentów, targowisk czy rodzinnych gospodarstw. Dla wielu osób to już nie tylko kwestia jakości, ale również forma wspierania krajowego rolnictwa i lokalnej przedsiębiorczości. Również krajowe sieci handlowe próbują budować przeciwwagę dla globalnych graczy – kilka lat temu rodzime sklepy spożywcze utworzyły wspólną grupę zakupową, w której polskie supermarkety zjednoczyły się przeciwko zagranicznej konkurencji, próbując bronić swojej pozycji wobec dyskontów z zagranicznym kapitałem.

Firmy coraz częściej chwalą się podatkami płaconymi w Polsce

Temat podatków stał się dziś jednym z elementów walki o klientów. Jeszcze niedawno firmy reklamowały się głównie jakością i ceną. Teraz coraz częściej podkreślają, ile pieniędzy odprowadzają do polskiego budżetu. Jednym z najgłośniejszych przykładów jest InPost, który płaci podatki w Polsce w skali, jakiej nie osiąga żadna z zagranicznych firm kurierskich działających nad Wisłą. Spółka poinformowała, że za 2025 rok zapłaciła w Polsce rekordowe niemal 500 mln zł podatku CIT. Firma otwarcie wykorzystuje argument „polskiego kapitału”, podkreślając, że podatki finansują krajową infrastrukturę, szkoły czy ochronę zdrowia.

Podobny przekaz coraz częściej pojawia się również w sektorze handlu detalicznego, bankowości czy branży spożywczej. Dla części klientów miejsce płacenia podatków staje się równie ważne jak cena produktu.

LPP – polska marka w globalnym świecie

Jednym z najczęściej dyskutowanych przykładów jest LPP, właściciel marek Reserved, Cropp, House, Mohito i Sinsay. Dla milionów Polaków to symbol sukcesu rodzimego biznesu. Firma powstała w Gdańsku, jest notowana na warszawskiej giełdzie i zatrudnia tysiące pracowników w Polsce.

Jednocześnie działalność LPP pokazuje, jak bardzo skomplikowany stał się dziś globalny handel. Produkcja ubrań odbywa się głównie w Azji, podobnie jak w przypadku większości światowych marek odzieżowych. Firma posiada jednak centra logistyczne, biura projektowe i znaczną część operacji w Polsce.

W ostatnich latach wokół spółki pojawiały się także dyskusje dotyczące struktury podatkowej i działalności zagranicznych podmiotów zależnych. Sama firma podkreśla jednak, że pozostaje polskim przedsiębiorstwem, płaci podatki w kraju i rozwija działalność na wielu europejskich rynkach. LPP w ubiegłym roku zapłacił ponad 0,5 mld zł podatku CIT i ponad 2,3 mld zł innych danin publicznych. Spółka przeznaczyła również 3 mld zł na inwestycje, a duża część tych środków pozostała w kraju.

Przykład LPP pokazuje, że współczesny patriotyzm konsumencki nie daje prostych odpowiedzi. Czy bardziej „polska” jest marka z krajowym właścicielem, ale produkcją w Azji, czy może zagraniczna firma posiadająca fabryki i tysiące pracowników nad Wisłą?

Zagraniczne korporacje pod ostrzałem opinii publicznej

Coraz większe emocje budzą także podatki płacone przez globalnych gigantów technologicznych. W mediach regularnie pojawiają się analizy pokazujące, że część międzynarodowych koncernów osiąga w Polsce ogromne przychody przy relatywnie niskim podatku CIT. Dotyczy to wielkich międzynarodowych korporacji czy platform e-commerce działających na wielu rynkach jednocześnie. Mechanizmy optymalizacji podatkowej są legalne, ale budzą coraz większe kontrowersje społeczne i polityczne.

Szczególnie wyraźnie widać to w przypadku chińskich platform sprzedażowych, które masowo przyjęły się także w Polsce. Pojawiały się już nawet oddolne wezwania do bojkotu Temu, AliExpress i Shein – zarzuca im się nie tylko nieuczciwą konkurencję cenową, ale też omijanie europejskich regulacji celno-podatkowych i niepłacenie w UE podatków na poziomie porównywalnym z lokalnymi sprzedawcami. Polskie firmy coraz częściej wskazują, że konkurują z podmiotami dysponującymi znacznie większym kapitałem i bardziej rozbudowanymi możliwościami podatkowymi.

Patriotyzm konsumencki ma jednak swoje granice

Eksperci zwracają uwagę, że współczesna gospodarka jest praktycznie niemożliwa do całkowitego „unarodowienia”. Nawet produkty uznawane za polskie często wykorzystują zagraniczne komponenty, technologie lub surowce. Dobrym przykładem jest branża spożywcza. Wiele marek funkcjonujących od dekad na polskim rynku należy dziś do międzynarodowych koncernów. Pokazuje to chociażby przypadek dyskontu Biedronka – nawet marki własne Biedronki przez lata formalnie nie należały do Jeronimo Martins Polska, lecz do osobnego podmiotu zarządzającego znakami towarowymi. Podobnie wygląda sytuacja w motoryzacji czy elektronice. Konsument bardzo często nie jest już w stanie jednoznacznie określić, gdzie naprawdę trafiają jego pieniądze.

Moda czy realne wsparcie gospodarki?

Mimo tych wątpliwości patriotyzm konsumencki staje się coraz silniejszym trendem i nie wychodzi z mody. Popularność zdobywają oznaczenia „Produkt Polski”, kampanie wspierające lokalne firmy i akcje promujące krajowy kapitał. Potwierdzają to chociażby badania wykonane w ubiegłym roku na zlecenie Grupy Amica, z których wynika, że Polacy preferują krajowe marki (80,7 proc.), a 73,3 proc. uważa, że ich wybór jest przejawem patriotyzmu. Co interesujące, to kobiety częściej wybierają polskich producentów – aż 78,5 proc. z nich częściej sięga po rodzime produkty (wobec 72,6 proc. mężczyzn), a 82 proc. deklaruje większe zaufanie do polskich producentów (u mężczyzn wskaźnik ten wynosi 72 proc.).

Zdaniem ekonomistów większe wspieranie polskich przedsiębiorstw może wzmacniać odporność gospodarki, ograniczać odpływ kapitału i stabilizować rynek pracy. Krytycy przypominają jednak, że konsumenci nadal przede wszystkim kierują się ceną i jakością. Jedno jest pewne – coraz więcej osób zaczyna patrzeć na zakupy nie tylko przez pryzmat promocji i logo na opakowaniu. Pytanie „czy to polska firma?” dla wielu Polaków coraz częściej staje się równie ważne jak pytanie o sam produkt.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi