1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Prokurator zabiła pieszą i przez 1,5 roku nie usłyszała ani jednego pytania

Prokurator zabiła pieszą i przez 1,5 roku nie usłyszała ani jednego pytania

Magdalena Z., prokurator z Sosnowca, prowadząc samochód osobowy, doprowadziła do wypadku, w którym zginęła 28-letnia kobieta. Za niedługo od tego tragicznego wydarzenia minie 1,5 roku, a Magdalena Z. nie została nawet przesłuchana. Wszystko przez jej immunitet.

Marcin Szermański20.05.2026 15:13
Prawo

Tragedia w Sienicznie. Za niedługo minie nie 1,5 miesiąca, lecz 1,5 roku

Do tragedii doszło 28 listopada 2024 roku na drodze krajowej nr 94 w Sienicznie (woj. małopolskie). 28-letnia Dorota udawała się po swoje dziecko do przedszkola. Niestety nigdy do niego nie dotarła, gdyż została śmiertelnie potrącona przez Magdalenę Z., prokurator z Sosnowca.

28-latka w żaden sposób nie wymusiła pierwszeństwa, lecz szła poboczem drogi (na tamtejszym odcinku nie ma chodnika) zgodnie z obowiązującymi przepisami ruchu drogowego. Prowadząca swój samochód Magdalena Z. nagle zjechała z jezdni i z dużą prędkością uderzyła w panią Dorotę. Ta niestety nie przeżyła wypadku. Prokurator była trzeźwa, lecz panowały trudne warunki atmosferyczne i było ślisko. Miała powiedzieć policji, że schylając się po telefon, utraciła panowanie nad kierownicą.

Telefon za kierownicą — codzienny nawyk o tragicznych skutkach

Wersja, jaką podejrzana przedstawiła policji, brzmi niepokojąco znajomo. Sięganie po telefon w trakcie jazdy to jedno z najczęstszych i najbardziej zgubnych zachowań kierowców. Warto przy tym przypomnieć, że przepisy nie zabraniają jedynie trzymania słuchawki przy uchu — kwestia tego, czy za korzystanie podczas jazdy z telefonu umieszczonego w uchwycie grozi mandat, również bywa przedmiotem wątpliwości. Każde oderwanie wzroku od drogi, choćby na sekundę, potrafi skończyć się dramatem.

Przypominam: do tego tragicznego zdarzenia doszło 28 listopada 2024 roku, a teraz mamy drugą połowę maja 2026. Mimo to — co szokujące i bulwersujące — Magdalena Z. wciąż nie została przesłuchana.

Mają immunitet — i co im zrobisz?

Podejrzana nie została przesłuchana przez swój immunitet. 6 kwietnia 2026 r. Sąd Najwyższy miał wydać decyzję w sprawie jego uchylenia, ale niestety jego posiedzenie zostało odroczone. Teraz ogólnopolskie media piszą o tym, że prokuratura w Krakowie wciąż nie przedstawiła oficjalnych zarzutów w sprawie tragicznego wydarzenia z 28 listopada 2024 r. Właśnie przez wciąż obowiązujący immunitet.

Od tragedii za niedługo minie 1,5 roku, a rodzina zmarłej wciąż czeka na jakąkolwiek sprawiedliwość. Niestety obawiam się, że musi uzbroić się w cierpliwość. Na stronie rządowej Prokuratury Okręgowej w Krakowie czytamy:

Sąd Najwyższy na dzień 6 kwietnia 2026 roku wyznaczył termin posiedzenia w przedmiocie skierowanego przez Prokuraturę Okręgową w Krakowie w dniu 4 kwietnia 2025 roku wniosku o zezwolenie na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej (uchylenie immunitetu) Magdaleny Z.

Czy ja aby na pewno noszę właściwe okulary? Czy naprawdę wniosek o uchylenie immunitetu został skierowany 4 kwietnia 2025, a termin posiedzenia Sądu Najwyższego (do którego jak pisałem, ostatecznie nie doszło) został wyznaczony na 6 kwietnia kolejnego, bo 2026 roku? Co prawda komunikat ten ukazał się online 28 stycznia 2026 r., więc możliwe, że termin został wyznaczony początkiem bieżącego roku, to jednak co robiono przez 9 miesięcy, tj. od kwietnia do stycznia? Toż to kpina ze sprawiedliwości.

Po co właściwie istnieje immunitet?

Trzeba uczciwie przyznać, że sama instytucja immunitetu nie jest wymysłem służącym bezkarności dygnitarzy. Jak tłumaczyliśmy, analizując sens immunitetów, chodzi przede wszystkim o to, by nikt nie mógł wywierać nacisku na sędziów i prokuratorów groźbą wszczęcia wobec nich postępowania karnego. Problem w tym, że w sprawach takich jak ta — gdzie zginął niewinny człowiek — przedłużająca się procedura uchylania immunitetu zamienia gwarancję niezależności w realną przeszkodę dla wymiaru sprawiedliwości.

Prawo (nie) jest równe wobec wszystkich

Niestety już dawno temu przyzwyczajono nas, że osoba z immunitetem jest praktycznie nietykalna. Dotychczas afery związane z zasłanianiem się immunitetem dotyczyły np. przekroczenia prędkości i tym podobnych przewinień, za które zwykły "Kowalski" otrzymałby wysoki mandat i sporo punktów karnych.

W Sienicznie doszło jednak do prawdziwej tragedii, gdyż niewinna osoba, młoda matka, straciła życie, a przez immunitet cała procedura niemiłosiernie przedłuża się w czasie. Sprawa powinna być prosta i jak najszybciej rozwiązana, tymczasem chronologia wydarzeń prezentuje się następująco:

  • 28.11.2024 — tragiczny wypadek i śmierć 28-letniej Doroty,
  • 04.04.2025 — wniosek prokuratury o uchylenie immunitetu Magdaleny Z. (ponad 4 miesiące od wypadku),
  • 28.01.2026 — na gov.pl podano termin posiedzenia SN w sprawie decyzji o uchyleniu immunitetu (równe 14 miesięcy od wypadku, prawie 10 miesięcy od wniosku prokuratury),
  • 06.04.2026 — zaplanowane, lecz anulowane posiedzenie SN (ponad 16 miesięcy od wypadku, 12 miesięcy od wniosku prokuratury).

Przewlekłość, którą da się skarżyć

Co istotne, opieszałość organów nie zawsze musi być przyjmowana w milczeniu. Polskie prawo przewiduje narzędzie w postaci skargi — pisaliśmy, że jeśli postępowanie ciągnie się zbyt długo, skarga na przewlekłość postępowania pozwala nie tylko zdyscyplinować organy wymiaru sprawiedliwości, ale też uzyskać od Skarbu Państwa sumę pieniężną. To słaba pociecha dla rodziny, która straciła bliską osobę, ale pokazuje, że ustawodawca dostrzega problem ciągnących się latami spraw.

Widmo zaniżonego wyroku

Aż strach pomyśleć, kiedy uda się uchylić immunitet Magdalenie Z., doprowadzić do aktu oskarżenia i do samej rozprawy sądowej. Nie mówiąc już o prawomocnym wyroku sądu — wygląda na to, że proces może ciągnąć się długimi latami. Boję się, że wyrok może być skandalicznie zaniżony, jak to miało miejsce w przypadku adwokata od "trumny na kółkach". Pisaliśmy zresztą o sprawie, w której za śmiertelne potrącenie pieszej zapadła zbyt łagodna kara — wyrok w zawieszeniu wzburzył wówczas opinię publiczną.

Warto przy tym pamiętać, że odpowiedzialność karna kierowcy nie jest automatyczna — czasem decydują detale. Analizowaliśmy już, dlaczego nie każde śmiertelne potrącenie pieszego to przestępstwo, a o winie i jej zakresie przesądza szczegółowe zbadanie wszystkich okoliczności zdarzenia. W przypadku pani Doroty, która szła poboczem zgodnie z przepisami, okoliczności wydają się jednak dość jednoznaczne — i tym bardziej bulwersuje, że sprawa stoi w miejscu.

Wygląda na to, że prawo nie jest równe wobec wszystkich, a przecież Konstytucja RP ma go gwarantować. Art. 32. Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej brzmi następująco:

Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi
Kliknij by przejść do artykułu