- Bezprawnik -
- Prawo -
- „Fałszerz światowej klasy" wracał do zawodu po każdej odsiadce. Tym razem zbudował przemysłowy zakład produkcyjny
„Fałszerz światowej klasy" wracał do zawodu po każdej odsiadce. Tym razem zbudował przemysłowy zakład produkcyjny
Siedemdziesiąt jeden lat, kilka wyroków za fałszowanie pieniędzy, kilka powrotów do zawodu po wyjściu z więzienia. W pewnym momencie człowiek przestaje być recydywistą, a zaczyna być rzemieślnikiem — tyle że w złym fachu. Tym razem rzemiosło osiągnęło skalę przemysłową: zdolność produkcyjna osiemnastokrotnie przekraczająca roczny poziom europejskich falsyfikatów, próbki testowane na wpłatomatach jako punkt kontroli jakości i gotowy plan dystrybucji. Plan wskazywał na Ukrainę. To nie był przypadek logistyczny.

Zacznijmy od liczby, która robi właściwe wrażenie dopiero w kontekście. Europejski Bank Centralny podaje, że w całym 2024 roku z obiegu w strefie euro wycofano 554 tysiące fałszywych banknotów o wartości rzędu 17-22 milionów euro rocznie dla całego kontynentu. Jeden zakład produkcyjny na Mazowszu miał zdolność osiemnastokrotnie wyższą. Żeby skonsumować taką podaż, potrzeba albo bardzo dużego rynku, albo rynku, na którym weryfikacja nie działa.
Siedemdziesięciojednolatek z doświadczeniem
Miesiąc temu Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego weszła do specjalnie przygotowanych pomieszczeń na Mazowszu. W środku: profesjonalna linia produkcyjna, trzy tony papieru banknotowego, folia holograficzna, paski safetyline, znaki wodne. I gotowe próbki banknotów, testowane wcześniej na wpłatomatach. Zatrzymano czterech Polaków w wieku od 44 do 71 lat. Na czele grupy stał najstarszy, którego policjanci w rozmowie z RMF FM określają jako „fałszerza światowej klasy" z kilkoma wyrokami za podrabianie pieniędzy. Za każdym razem po wyjściu z więzienia wracał do zawodu. Tym razem wrócił z rozmachem.
Jak się robi dobre fałszywe pieniądze
Euro jest trudne do podrobienia nie dlatego, że ma dużo zabezpieczeń, ale dlatego, że każde z nich działa na innym poziomie jednocześnie. Materiałem takiego banknotu jest włóknina bawełniano-lniana, której nie da się zastąpić zwykłym arkuszem drukarskim — już w dotyku banknot zdemaskuje podróbkę. Na to nakładają się: druk wklęsły wyczuwalny opuszkami palców, hologram zmieniający obraz przy przechyleniu, nitka zabezpieczająca widoczna pod światło, farba optycznie zmienna na wyższych nominałach, mikrodruk i zabezpieczenia UV. Każdą z tych warstw można technicznie odtworzyć. Odtworzenie wszystkich naraz, w sposób który przejdzie automatyczną weryfikację — to już problem inżynieryjny, nie poligraficzny.
Wpłatomat jako tester jakości
Wpłatomat jest właśnie takim punktem automatycznej weryfikacji. Skanuje banknot wieloma metodami jednocześnie i odrzuca to, co nie spełnia kompletu kryteriów. Od 2018 roku, na mocy zarządzenia Prezesa NBP, podejrzany wpłatomat zatrzymuje pieniądze zamiast je po prostu wypluwać — co teoretycznie powinno utrudniać życie fałszerzom. Mazowieccy fałszerze wiedzieli o tym wszystkim i używali wpłatomatów jako punktu kontroli jakości własnej produkcji. To zdanie warto przeczytać dwa razy.
Gdzie się tego nauczyć?
Teraz moja ulubiona część. ABW podaje, że członkowie grupy uczestniczyli w „prowadzonych przez profesjonalne podmioty specjalistycznych szkoleniach", gdzie zdobywali „szczegółową wiedzę dotyczącą zabezpieczeń stosowanych przy produkcji oryginalnych pieniędzy". ABW nie identyfikuje tych podmiotów.
Branża poligraficzna i zabezpieczeń druku działa legalnie i ma swoich klientów — banki, mennice, instytucje rządowe. Żeby sprzedawać im sprzęt i materiały, trzeba ich szkolić. Żeby szkolić, trzeba wiedzieć dokładnie, jak działają zabezpieczenia, które sprzedajesz. To logiczne i nieuniknione. Problem polega na tym, że wiedza o tym, jak zbudować banknot nie do podrobienia, jest strukturalnie tożsama z wiedzą o tym, jak go podrobić. Wystarczy zmienić stronę stołu.
Dlaczego Ukraina — geografia obniżonej weryfikacji
Warto zadać sobie to pytanie. Nie „skąd materiały" ani „kto drukował" — to rozstrzygnie prokuratura. Pytanie brzmi: dlaczego akurat tam.
Fałszywy banknot nie jest bezużyteczny. Jest bezużyteczny wyłącznie tam, gdzie weryfikacja działa sprawnie. W Polsce, Niemczech czy Francji kasjer sięgnie po marker, wpłatomat odrzuci podejrzany banknot, bank zgłosi serię numerów. Bariera wejścia dla dystrybutora falsyfikatów jest wysoka nawet przy dobrej jakości produktu — system jest gęsty i nawykowy. Co więcej, samo wypuszczenie podróbki w obieg w Polsce, nawet przypadkowe, to ryzyko poważnej odsiadki: za płatność fałszywymi banknotami grozi do 8 lat więzienia, niezależnie od tego, czy sprawca działał świadomie.
Wojna, blackouty i selektywna ślepota systemu
Ukraina w warunkach trwającego konfliktu to inne środowisko. Nie dlatego, że Ukraińcy są mniej czujni — ale dlatego, że infrastruktura weryfikacji jest tam selektywnie niedostępna, niezależnie od czyjejkolwiek uwagi. Kiedy prąd gaśnie, terminal płatniczy przestaje działać. Gdy łączność pada, elektroniczny system weryfikacji idzie razem z nią. Gotówka, zwłaszcza twarda waluta obca — euro i dolar — przestaje być wygodą i staje się środkiem przetrwania. A że kurs euro w 2025 roku konsekwentnie umacniał europejską walutę na arenie międzynarodowej, fałszowanie akurat tego nominału jest dziś po prostu bardziej opłacalne niż kiedykolwiek. Obrót gotówkowy w Ukrainie jest proporcjonalnie wyższy, sieć punktów weryfikacji autentyczności proporcjonalnie rzadsza, a nielegalna wymiana walut przy przyulicznych „walutczykach" wciąż realna. Każde z tych ogniw to punkt, w którym falsyfikat może przejść niezauważony.
Co ciekawe, w drugą stronę problem fałszywego pieniądza między Polską a Ukrainą też już dawno był tematem — choć w zupełnie innej skali. Granica wschodnia ma swoją historię prób wykorzystania fałszywych pieniędzy do przekroczenia granicy, gdy cudzoziemcom brakowało wymaganych środków na utrzymanie. Tamte historie kończyły się jednak na banknotach z gry Monopoly. Teraz mówimy o czymś, co przeszłoby przez wpłatomat.
Straty rozkładają się przy tym brutalnie prosto: fałszywy banknot pokrywa ten, kto go ostatni trzymał w ręce. Bez regresu, bez odszkodowania. Ukrainiec, który dostanie podróbkę na targu albo przy wymianie, traci pieniądze. Najczęściej nawet nie dowie się, że padł ofiarą przestępstwa popełnionego kilkaset kilometrów dalej, w profesjonalnym zakładzie pod Warszawą.
To nie był przypadkowy rynek. To był optymalny rynek dla kogoś, kto osiągnął wystarczającą jakość i potrzebował środowiska o obniżonej weryfikacji. Logika jest zimna i działa bez zarzutu.
Co z tym zrobią sądy
Artykuł 310 kodeksu karnego określa to jako zbrodnię i przewiduje karę od 5 do 25 lat pozbawienia wolności. Górna granica robi wrażenie. Polska praktyka sądowa w sprawach o fałszowanie pieniędzy rzadko jednak sięga w jej okolice.
Tym razem zbiega się kilka okoliczności obciążających, rzadko spotykanych razem w jednym akcie oskarżenia: recydywa wielokrotna, zorganizowana grupa przestępcza, profesjonalna infrastruktura przemysłowa, planowana dystrybucja za granicę w kierunku kraju objętego konfliktem. Dwóch zatrzymanych trafiło do aresztu na trzy miesiące, pozostałym dwóm zastosowano poręczenie majątkowe i zakaz opuszczania kraju. Ile z tych okoliczności przełoży się na wyrok, okaże się za kilka lat — bo tyle trwają takie sprawy.
Dlaczego to ABW, a nie policja
Jest jeszcze jeden szczegół, który zwykle umyka: sprawą zajęła się ABW, nie policja. To nie jest różnica proceduralna. Policja ściga przestępców. ABW zajmuje się sprawami, które mają potencjał wykraczający poza kryminalną chciwość — albo co do których ktoś uznał, że warto sprawdzić, czy go mają.
Nie twierdzę, że za tą grupą stoi coś więcej niż chęć zarobku. Ale operacja o zdolności produkcyjnej osiemnastokrotnie przekraczającej roczny poziom europejskich falsyfikatów, skierowana na rynek kraju w trakcie wojny, i przejęcie sprawy przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego — to wszystko razem tworzy pytania, które trudno ignorować. Dotyczą zresztą szerszej rzeczywistości, bo w Polsce powszechny dostęp do gotówki wciąż pozostaje normą i każdy banknot, który gdzieś przejdzie niezauważony, krąży realnie po rynku.
Czekamy na odpowiedź.

Sezon rowerowy w pełni, a obowiązkowy kask dopiero od czerwca. Wypadek z Kaniowa pokazuje, że to za późno
21.05.2026 18:39, Marcin Szermański

„Fałszerz światowej klasy" wracał do zawodu po każdej odsiadce. Tym razem zbudował przemysłowy zakład produkcyjny
21.05.2026 18:33, Igor Czabaj
21.05.2026 13:44, Miłosz Magrzyk
21.05.2026 12:18, Miłosz Magrzyk
21.05.2026 11:10, Joanna Świba
21.05.2026 9:32, Miłosz Magrzyk
21.05.2026 8:26, Aleksandra Smusz

„Państwo nie wymienili, a zabrali wadliwą i dostarczyli nową, którą sam kupiłem”. Klient RTV EURO AGD walczy o ponad 2 tys. zł
21.05.2026 7:33, Mariusz Lewandowski
21.05.2026 6:44, Rafał Chabasiński
20.05.2026 19:12, Joanna Świba

Singlom coraz trudniej kupić własne mieszkanie. Złych wiadomości dla kupujących mieszkania jest więcej
20.05.2026 18:32, Marek Śmigielski
20.05.2026 16:16, Marek Śmigielski
20.05.2026 15:13, Marcin Szermański
20.05.2026 14:22, Mateusz Krakowski
20.05.2026 13:31, Marcin Szermański
20.05.2026 12:18, Jakub Bilski
20.05.2026 11:55, Mateusz Krakowski
20.05.2026 11:38, Rafał Chabasiński
20.05.2026 11:22, Filip Dąbrowski
20.05.2026 10:22, Rafał Chabasiński
20.05.2026 9:44, Mateusz Krakowski
20.05.2026 9:34, Marek Śmigielski
20.05.2026 9:05, Jakub Bilski
20.05.2026 8:29, Filip Dąbrowski
20.05.2026 8:05, Aleksandra Smusz
20.05.2026 7:16, Aleksandra Smusz
20.05.2026 6:23, Piotr Janus
20.05.2026 5:48, Mariusz Lewandowski

























