1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Trump chciał, żeby Europa wydawała więcej na zbrojenia. Wydaje, ale nie u niego

Trump chciał, żeby Europa wydawała więcej na zbrojenia. Wydaje, ale nie u niego

UE spędziła lata, tłumacząc Chinom, dlaczego wymaganie lokalnych partnerów narusza zasady wolnego handlu. Potem sama to zrobiła. Instrument SAFE, przyjęty w maju 2025 roku z budżetem 150 miliardów euro, wprost wyklucza firmy niezarejestrowane w UE z europejskich przetargów obronnych. Program EDIP dorzuca wymóg, by 65% komponentów pochodziło z Europy. Pekin w 2018 roku miał skromniejsze wymagania, a mimo to dostał za nie pozew.

Igor Czabaj22.05.2026 10:09
Prawo

Pekin w ławie oskarżonych WTO

W czerwcu 2018 roku Unia Europejska złożyła w WTO skargę przeciwko Chinom zarzucając Pekinowi, że uzależnia prawo do inwestowania od spełnienia tzw. performance requirements, czyli od założenia joint venture z chińskim partnerem i przekazania mu technologii w ramach wymaganej przez organy administracyjne współpracy. Komisarz ds. handlu Cecilia Malmström mówiła wówczas bez ogródek, że nie możemy tolerować, by firmy europejskie musiały oddawać cenną technologię jako cenę za wejście na rynek. W grudniu tego samego roku UE rozszerzyła skargę, atakując chińskie przepisy o joint ventures wprost. Mechanizm był prosty do opisania: chcesz robić biznes w Chinach w sektorach strategicznych? Znajdź lokalnego partnera, przekaż mu know-how, zaproś go do zarządu. Pekin twierdził oczywiście, że to wymogi bezpieczeństwa i suwerenności technologicznej. Bruksela uznawała to za protekcjonizm obleczony w retorykę.

Przytoczona sprawa do dziś nie ma wyroku. Panel Światowej Organizacji Handlu kilkakrotnie zawieszał pracę, ostatni raz w 2024 roku. Teraz sprawa została w pewnym sensie rozwiązana.

78% europejskich zamówień obronnych trafia poza Europę

Bo między czerwcem 2022 a czerwcem 2023 roku — już po rosyjskiej inwazji na Ukrainę — 78% europejskich zamówień obronnych trafiło poza Europę. 63% z tej kwoty pojechało do Stanów Zjednoczonych. Europejczycy, owszem, zaczęli wreszcie wydawać na obronność, ale wydawali głównie na rzecz amerykańskich spółek. I tu zaczyna się druga część historii. To, że koszt wojny z Rosją byłby dla Europy dramatycznie wyższy od bieżących nakładów na zbrojenia, w końcu zaczęło docierać do unijnych stolic.

Biała księga obronności i instrumenty SAFE oraz EDIP

W marcu 2025 roku Komisja Europejska opublikowała White Paper for European Defence — Readiness 2030, a w ślad za nim ruszyła lawina nowych instrumentów. Dwa z nich mają szczególne znaczenie dla naszej opowieści. Instrument SAFE (Security Action for Europe), przyjęty przez Radę w maju 2025 roku, uruchamia pulę pożyczek do 150 miliardów euro — z pełną subskrypcją ze strony 19 państw członkowskich — na wspólne zakupy sprzętu wojskowego. Warunek dostępu do tych środków: wykonawca i podwykonawca muszą być zarejestrowani w UE, EOG lub na Ukrainie i nie mogą podlegać kontroli przez kraj trzeci spoza tej listy. Firmy, które tego nie spełniają, są po prostu wyłączone z procedur przetargowych.

Program EDIP (European Defence Industry Programme), przyjęty ostatecznie w grudniu 2025 roku, idzie jeszcze dalej, bo co najmniej 65% komponentów produktu końcowego musi pochodzić z UE lub kraju stowarzyszonego. EDIP zacieśnia też wymogi dotyczące lokalizacji infrastruktury oraz „design authority" — czyli tego, kto faktycznie kontroluje projekt technologiczny. Do 2030 roku plan zakłada, że 55% wszystkich europejskich zakupów uzbrojenia będzie pochodzić od producentów europejskich lub ukraińskich.

Przypominam, że w 2018 roku Bruksela skarżyła Pekin za to, że uzależniał dostęp do rynku od lokalnej rejestracji i lokalnej kontroli nad technologią.

Dwie kwestie, których nie można pominąć

Teraz uczciwie przyznajmy sobie dwie kwestie, bo bez nich całą tę opowieść można by uznać za sofizmat.

Po pierwsze różnica jest realna, choć mniej fundamentalna niż lubią twierdzić europejscy urzędnicy. Chiny wymuszały transfer własności intelektualnej do chińskiego partnera jako formalny warunek zgód administracyjnych w sektorach cywilnych objętych pełnymi zobowiązaniami WTO. SAFE i EDIP wymagają lokalizacji firmy i struktury właścicielskiej, ale nie transferu IP do europejskiego partnera. Z prawnego punktu widzenia to nie to samo. Mimo to strukturalnie mechanizm jest bliźniaczo podobny, ponieważ dostęp do rynku jest uzależniony od dostosowania lokalnego footprintu.

Po drugie zamówienia obronne są w dużej mierze wyłączone spod reguł WTO (Artykuł XIII Porozumienia o zamówieniach rządowych dopuszcza wyłączenia ze względów bezpieczeństwa narodowego). UE działa tu na prawnie odmiennym gruncie niż Chiny w 2018 roku. Tyle że Pekin też tak wtedy twierdził.

Realpolitik w europejskim wydaniu

Hipokryzja jest tu oczywista i UE nie powinna liczyć na to, że nikt jej nie zauważy. Sprawa przeciwko Chinom w WTO prawdopodobnie po prostu wycichnie, panel zawiesił prace, obie strony mają ważniejsze sprawy na biurku, a świat handlowy 2025 roku wygląda inaczej niż w 2018. Nikt nie będzie szczególnie zainteresowany wyrokiem, który zmusiłby Brukselę do tłumaczenia się z podobnych rozwiązań. Tym bardziej, że trwająca między Waszyngtonem a Brukselą wojna handlowa to nie rozwiązanie, które wzmacniałoby pozycję UE w globalnych sporach o zasady wymiany.

Ale warto oddzielić hipokryzję od polityki. SAFE jest programem dobrze zaprojektowanym, odpowiadającym na realny problem. Europa przez dekady zbrojeniowo uzależniała się od Waszyngtonu, a gdy to uzależnienie zaczęło być geopolitycznie ryzykowne, nie miała własnego przemysłu zdolnego go zastąpić. 150 miliardów euro skierowanych wyłącznie do europejskiego łańcucha dostaw to nie ideologia, ale korekta strukturalnej wady, którą przez lata finansował amerykański podatnik. To samo zresztą dotyczy szerszej refleksji nad tym, że europejska gospodarka traci konkurencyjność wobec rywali z obu stron oceanu i nie stać jej już na finansowanie kolejnych zewnętrznych łańcuchów dostaw.

Jeśli skutkiem ubocznym tej korekty jest to, że Lockheed Martin musi otworzyć europejską filię, żeby uczestniczyć w przetargach, to trudno. Lepiej dla nas.

Lekcja z Pekinu: Made in China 2025 w europejskim wydaniu

To, za co pozywaliśmy Chiny, zostało właśnie przez Europę skopiowane. I dobrze. Made in China 2025 był planem przemysłowym, nie manifestem ideologicznym: lokalizacja produkcji, kontrola łańcuchów dostaw, preferencje dla krajowych podmiotów. Działało, a tymczasem Chińczycy zmiażdżą europejską motoryzację, gdy tylko skończy im się cierpliwość do udawania, że globalne reguły gry obowiązują wszystkich w ten sam sposób. SAFE i EDIP to ten sam schemat, ale z europejskim logo i siedmioletnim opóźnieniem.

Ale opóźnienie nie jest przypadkowe. Przez dekady parasol bezpieczeństwa był amerykański, koszty zależności rozłożone na Waszyngton, a europejski przemysł obronny zarabiał na eksporcie, nie na własnym rynku. Nikt nie miał interesu w tym, żeby budować suwerenność, która kosztuje. Pekin nie miał komfortu takiego wyboru i właśnie dlatego zbudował ją pierwszy. Warto dodać, że nawet to nie zatrzymało rosyjskiej agresji w Ukrainie — a sankcje na Rosję nie działają tak skutecznie, jak Bruksela chciałaby wierzyć, co dodatkowo obnaża słabość samych instrumentów handlowych w konfrontacji z państwami gotowymi je ignorować.

Trump przez lata naciskał Europejczyków, żeby wydawali więcej na obronność. Wydają. Tyle że teraz nie u niego. To chyba najkrótsza odpowiedź na pytanie, czy lekcja została odrobiona.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi