Jak się ma polska demokracja? Jesteśmy na tym poziomie co USA

Państwo Społeczeństwo Zagranica dołącz do dyskusji (54) 04.02.2021
Jak się ma polska demokracja? Jesteśmy na tym poziomie co USA

Jerzy Wilczek

Polska demokracja. Dla jednych skończyła się już w 2015 roku, dla innych ma się świetnie – bo przecież policja nie zabija ludzi. A jak to widzą eksperci? Cóż, demokracja w Polsce nie jest „pełna”. Podobnie jak w USA czy we Francji.

Badaniem demokracji na świecie już od kilkunastu lat zajmuje się Economist Intelligence Unit, czyli ośrodek badawczy związany z tygodnikiem „The Economist”.

Co roku EIU publikuje „wskaźnik demokracji” – oparty na poziomie swobód obywatelskich czy tym, jak przebiega proces wyborczy. Brane są jednak pod uwagę i takie czynniki, jak funkcjonowanie administracji publicznej czy nawet „kultura polityczna”.

Raport dzieli państwa świata na cztery kategorię – pełne demokracje, demokracje wadliwe, reżimy hybrydowe i reżimy autorytarne.

Polska demokracja nie jest taka, jak ją PiS przedstawia

Politycy związani z partią rządzącą lubią powtarzać, że Polska demokracja jest taka jak na Zachodzie. A może i lepsza, bo u nas „opiera się na wartościach”.

Jak to widzą eksperci z Economist Intelligence Unit? Cóż, nie do końca się z tym zgadzają. Polska w najnowszym badaniu jest uznawana za „demokrację wadliwą”. A w rankingu wszystkich państwa pod względem naszej „demokratyczności” zajmujemy dość odległe, 50. miejsce. Inna sprawa, że są rankingi, w których demokracja w Polsce wypada jeszcze gorzej.

Co ciekawe, pełną demokracją nie są nawet Stany Zjednoczone, czyli kraj, w którym nowoczesna demokracja się narodziła. Ten kraj wpadł do tej samej kategorii co Polska – choć w ogólnym rankingu jest na 25. pozycji.

Wskaźnik „demokratyczności” na całym świecie, fot. economist.com, EIU

„Wadliwe demokracje” są też we Francji (24. pozycja) czy w Portugalii (26-ta). A jak radzą sobie państwa z naszego regionu? Czechy też są z nami w grupie, ale mają 31. pozycję na świecie. Węgry z kolei są niżej – na miejscu 56.

Numerem jeden okazała się Norwegia, ale i inne kraje północy Europy znalazły się wysoko – Islandia, Szwecja, Dania oraz Finlandia. To oczywiście „pełne demokracje”. W tej samej kategorii jest Kanada, Niemcy, Wielka Brytania, Hiszpania czy Australia.

W Europie generalnie z demokracją nie jest najgorzej. Ale już np. w Azji tylko trzy kraje trafiły do najwyższej kategorii – Japonia, Tajwan oraz Korea Płd.

Generalnie, jak pisze The Economist, światowa demokracja ma za sobą fatalny rok, a pandemia wszystko pogarsza. To nie koniec złych wieści. Tylko 8,4 proc. światowej populacji żyje w „pełnych demokracjach”. Dla porównania – w autorytarnych reżimach aż 1/3.

 

Fot.: Lukas Plewnia/Flickr/CC BY-ND 2.0

54 odpowiedzi na “Jak się ma polska demokracja? Jesteśmy na tym poziomie co USA”

  1. O nowoczesnej demokracji można mówić w momencie, w którym prawo głosu uzyskali wszyscy obywatele powyżej 18 roku życia. Na pewno nie nastąpiło to najpierw w USA.

    • Mylisz się. USA były 1-szym państwem z konstytucyjnie gwarantowanym równym i powszechnym prawem głosu dla wszystkich dorosłych obywateli.
      Pozycja USA w świetle w/w zestawienia mocno zaskakuje zważywszy że Trump zakończył drogę do dyktatury właśnie dzięki mocnym mechanizmom demokratycznym.

      • Nie mylę się. Prawo wyborcze wszystkie Amerykanki uzyskały w sierpniu 1920, prawie dwa lata po Polkach na przykład. I to od 21 lat, a nie od 18, w czasach gdy w Europie już przyjmowano 18 lat jako próg dorosłości.

        Oczywiście, przed 1920 kobiety mogły głosować w niektórych stanach, ale tylko w wyborach stanowych. Często były też dodatkowe warunki, np. cenzus podatkowy albo posiadanie odpowiedniego wykształcenia.

        • OK, masz rację, płeć piękna była pozbawiona głosu. Tyle że nie wynikało to z jakiejś dyskryminacji a ówczesnej (koniec XVIII wieku) pozycji kobiety w konserwatywnym i patriarchalnym społeczeństwie amerykańskim.

          • i pierwsze co przegłosowały tak na poważnie to była:

            prohibicja ;-ppp

          • A co to było, jak nie dyskryminacja? Tylko wtedy jeszcze tego tak nie nazywano. Oczywiście dyskryminowano również Indian, czarnoskórych, większość imigrantów (np. Azjatów), a nawet co biedniejszych białych.

  2. No chyba jednak jesteśmy w gorszym stanie niż demokracja w USA skoro USA ma o jeden odcień wyższy kolorek na załączonej mapce….. Just sayin’

  3. No chyba nie. W USA procesy demokratyczne zadziałały prawidłowo po tym jak Trump pożegnał się ze stanowiskiem prezydenta, czego nie można powiedzieć o Polsce która nie może się pozbyć PiS w demokratycznych wyborach.

    • Problemem amerykańskiej demokracji było to, że nie bardzo mogli sobie poradzić z prezydentem, który miał ewidentnie despotyczne zapędy. USA uratowało tylko to, że przyszły wybory i Trump je przegrał. I mimo to zdążył on rozpalić sporych rozmiarów pożar. Przecież szturm na Kapitol nie powinien się zdarzyć w zdrowej demokracji (zwłaszcza, że ponownie liczono głosy).

      • jaki tyran?

        to był bohater kontrrewolucji, przeciwko tyrani lewaków.
        a ludzie którzy przyszli pod Kapitol, (nie ci którzy weszli, bo to mogli być prowokatorzy najpewniej) , to zwykli amerykanie którzy mieli swój osobisty interes zbieżny w interesem rządu, i 70mln obywateli jasno widziało że może z jego rządami robić biznes, i czynić Amerykę na nowo wielką.

        i ten niby zapędach dyktatorskich nie wysłał nawet jednego marine, a pewnie by poszli, przeciw armii rządowej.

        – prawdziwy tyran to rozwaliłby Kapitol ciężkimi haubicami, jak Jelcyn w 1993

        • jaki tyran?

          Przypomnę, że Trump próbował (pośrednio i bezpośrednio) wpływać – a potem negować – wyniki demokratycznych wyborów. Przypomnę wypowiedź Mike’a Pompeo, który w rozmowie z dziennikarzami stwierdził, że „nastąpi płynne przejście do drugiej administracji Trumpa”.

          Jeżeli tak według Ciebie zachowuje się prawdziwie demokratyczny prezydent, to chyba mamy odmienne spojrzenie na to jak działa demokracja.

          • a to taka nowa świecka tradycja,
            bo to mówili (kwestionowali wyniki) od co najmniej pięciu wyborów wszyscy prezydenci i czelendżeży,
            gdy dochodziło do tego że głosy korespondencyjne miały ważyć o wyniki.

            działo się tak już od czasu JWBusha juniora i AlGora.

            Tylko że w tych wyborach ilość machlojek przy workach pocztowych po obu stronach była ogromna. Jak i czasu na takie gadanie do momentu zatwierdzenia przez sąd najwyższy , było więcej, – więc gadali.

            I tylko szkoda że ogólna ilość w różnicy głosów była taka mała. Przez to zamieszanie pocztowe miało zbyt duże znaczenie.

          • bo to mówili (kwestionowali wyniki) od co najmniej pięciu wyborów wszyscy prezydenci i czelendżeży, gdy dochodziło do tego że głosy korespondencyjne miały ważyć o wyniki.

            Jeszcze jednak nie było sytuacji, w której urzędujący prezydent mówi, że wybory zostały sfałszowane i zachęcał swoich zwolenników, żeby coś z tym zrobili. No to zrobili.

            Przecież to z tego powodu Trump na drugą sprawę o impeachment (co samo w sobie stanowi nowy rekord), a Ameryka straciła moralne prawo do twierdzenia jaką to jest wspaniałą demokracją, bo właśnie ponad sto lat pokojowego przekazywania władzy właśnie poszło z dymem.

            Trump obnażył słabość amerykańskiej demokracji. Wystarczy spojrzeć (przykładowo) choćby na kwestię impeachmentu: jeżeli partia popierająca prezydenta ma większość to ten nie musi się bać, że go usuną z urzędu.

            Ponadto konstytucja Stanów Zjednoczonych sama w sobie nie zawiera bezpieczników, które gwarantowałyby pokojowe przekazanie władzy. Służby musiały się głowić, w jaki sposób miałyby wyeksmitować Trumpa, gdyby ten po terminie przekazania władzy nadal okupował Biały Dom, bo Trumpowi jako byłemu prezydentowi nadal przysługuje państwowa ochrona.

            Nawiasem mówiąc, Trump może rozsadzić partię republikańską zakładając własną formację, bo popiera go bardzo duża część ludzi, którzy do tej pory deklarowali się jako Republikanie. Paradoksalnie zyskać na tym mogą głównie Demokraci.

          • wcale tak spokojnie tam nie było
            pl . wikipedia . org/wiki/Prezydenci_Stan%C3%B3w_Zjednoczonych

            że przegranej wojny secesyjnej nie wspomnę;

            impeachment jest im potrzebny żeby nie mógł kandydować za 4 lata, bo po tym jak demokraci narozrabiają będzie maił większe szanse.

            Na dobrą sprawę to demonstracja pod Kapitolem miała raczej doprowadzić do unieważnienie wyborów, i lepiej było by je powtórzyć dbając o rzetelność.
            Kongres mógł to zrobić, tworząc nowy precedens, albo wykorzystując stary samemu wybrać.

            A wyszło jak wyszło, bo ten szturm na Kapitol, to na dobrą sprawę nikomu nic dobrego nie przyniósł. A jak już wspominałem wyglądał na prowokacje, która miała zaszkodzić Trumpowi.

            Swoja drogą, jeśli portale społecznościowe mogły zablokować prezydenta ot tak, to równie dobrze mogły z jego konta dezinformować, społeczeństwo, albo tylko małe grupy.

            Właśnie kongres i SN w usa są bezpiecznikami, w tym trzymają kasę budżetu i Armię, oraz gwardię narodową. pod prezydenta podlega bezpośrednio tylko korpus Marine.

            a co do partyjniactwa w kongresie, to jak dotąd, senatorami zostawali byli gubernatorzy i byli dość bogaci i niezależni by się słuchać przywództwa partyjnego.

            Tu faktycznie jest kryzys, że zaczynają stosować zasadę ze większość bierze wszystko i 51% ludożerców ma prawo zjeść 49% mniejszości.

            ale taką deklaracje lojalności, to wymyślili totalitaryści spod znaku „Demokratów”,

          • Wojna secesyjna dotyczyła secesji, czyli odłączenia się prawie połowy stanów od Unii, więc to jest inna kwestia. Poważne problemy konstytucjonalnym systemem jako takim były w 1800, 1876 i 2000, ale w tych przypadkach jakoś obyło się bez rozlewu krwi (stąd też moja uwaga, o „ponad stu latach pokojowego przekazywania władzy”).

            Czy impeachment jest potrzebny, żeby Trump nie mógł kandydować w przyszłości? Oczywiście. Demokraci wcale się z tym nie kryją. Inna sprawa, że gdyby nie szturm na Kapiol, to nie byłoby podstaw do impeachmentu.

            Odnośnie do samego szturmu – skoro demonstracja pod Kapitolem miała na celu nieważnienie wyborów (czyli była zorganizowana przez zwolenników Trumpa) to skąd założenie, że za sztum nie odpowiadali również zwolennicy ówczesnego prezydenta?

            Mówienie, że wszędzie jest przebrana antifa (czy inne ufoludki), która organizuje prowokacje jest niepoważne. Jestem tutaj zwolennikiem brzytwy Ockhama, aniżeli teorii spiskowych. Nawiasem mówiąc, przecież to właśnie zwolennicy teorii spiskowych brali duży udział w tych protestach i w samym szturmie.

            Co do portali społecznościowych – jeszcze nie słyszałem, żeby właściciele portali dezinformowali ludzi za pomocą kont użytkowników.

            Były, owszem, ataki hakerskie na niektóre konta (choćby polskich posłów), ale zaangażowani od razu mówili „to nie ja, włamano się na moje konto”. Nie kojarzę, żeby Trump kiedykolwiek wołał, że ktoś włamał się na jego Twittera czy innego Facebooka, a na pewno pojawiłoby się to w mediach.

            Po prostu rządy przestraszyły się, że Facebook czy Twitter mogą zbanować urzędującego prezydenta jak zwykłego internetowego trolla za łamanie regulaminu.

            Ja tam jestem za, bo przecież to iż ktoś jest prezydentem nie może oznaczać przyzwolenia na kłamstwo, czy inne zachowania, za które zwykły Jan Kowalski zostałby wyrzucony przez okno i nikt nie zwróciłby na to uwagi, albo co najwyżej powiedziano by mu „trzeba było się zachowywać”.

            Prezydent jest naczelnym zwierzchnikiem „Army and Navy”, czyli sił zbrojnych (lądowych) oraz marynarki. Dobrze to było widać podczas szturmu na Kapitol, gdzie brak bezpośrednich rozkazów od prezydenta spowodował duże opóźnienia w działaniach Gwardii Narodowej.

          • Cały pic jest w tym że nie kłamał,
            bo w tych jak i wielu poprzednich wyborach pewne „niescisłości” w głosowaniu i liczeniu głosów pocztowych były.

            było i jest wiadomo obu stronom, że były fałszerstwa, po obu stronach w głosowaniu pocztowym. Tylko że tym razem miały wpływ na wynik.
            jak to mówią „ja oszukiwałem ty oszukiwałeś wygrał lepszy”.
            I w takiej sytuacji SN USA powinien anulować te wybory. powtórzyć w sposób rzetelny.

            Demonstracja miała do tego doprowadzić.
            a resztę wnioskuję z innej mądrej zasady, „is fecit, cui prodest” ten uczynił, kto skorzystał.
            Żaden: ani celowy, ani przypadkowy, ani prowokacyjny szturm na kapitol nie był w interesie Trumpa. Jego interes kończył się na płocie i znakomita większość jego zwolenników sama to rozumiała. Przecież do kapitolu weszło kilkaset osób, a nie kilkaset tysięcy.
            I nie dopatruje się wszędzie agentów antify, ale w tym jednym kluczowym punkcie, otoczeni fanatycznymi radykałami strony przeciwnej akurat mogli zdziałać najwięcej.

            Co innego jest hakerskie przejęcie, a co innego, przez operatora.
            Po hakerskim przejęciu najczęściej właściwa osoba traci dostęp do konta.
            A wiadomości fake-owe sa najpewniej wysyłane do wszystkich.

            Chodzi to to że operator ma znacznie większe możliwości manipulacji,
            mianowicie wysłanie wiadomość, do wybranych, i to nawet w sposób że nie zachowają sie one w „wysłanych ani odebranych”, tylko wyświetlona, aplikacja na smartfonach są dość niezależne i dla operatora mogą mieć backdoor-y.
            Nie ma to wiele wspólnego z kontem jako takim tej czy innej osoby.

            Tym nie mniej zawierzenie firmie trzeciej, w komunikacji społecznej, przez kanały nie kontrolowane przez rząd, jako takie uważam za naiwność.

            ale nie trzeba iść tak ,daleko, podobny efekt można było uzyskać w prostszy sposób,
            poprzez opóźnienie, czyli puszczenie do tłumów wiadomości zachęcających inspirujących, gdy wydarzenia już przybierały niekorzystny obrót spraw, a zablokować prezydenta gdyby chciał wysłać powstrzymujące dementi.

            co z technicznego punkt uwidzenia mogło by byc usprawiedliwione, gdyż ilość smartfonów pod Kapitolem mogła przeciążać lokalnych masztów BTS.

            W każdym razie, w usa nie ma ciszy wyborczej, i jest wolność słowa,zatem do końca kampanii wolno im obrzucać sie inwektywami, że ten drugi to „idiota i złodziej”.
            i nie jest to podstawą do impiczmentu.

            Uznał wynik, gdy został oficjalnie zatwierdzony,do tego czasu nawet nie powinien mówić inaczej, tak jak adwokat ma zawsze trzymać stronę swojego klienta.

          • Cały pic jest w tym że nie kłamał, bo w tych jak i wielu poprzednich wyborach pewne „niescisłości” w głosowaniu i liczeniu głosów pocztowych były.

            W stanach gdzie różnica głosów była minimalna przeliczano głosy ponownie, żeby mieć pewność co do wyniku. I jest różnica między kontestowaniem wyborów a twierdzeniem, że zostały sfałszowane (wielokrotnie).

            Przecież nawet amerykańskie media musiały potem prostować jego wypowiedzi (ale mnie to nie dziwi, bo Trump kłamie non-stop), bo jest różnica między opinią i faktem.

            I w takiej sytuacji SN USA powinien anulować te wybory. powtórzyć w sposób rzetelny.

            US Supreme Court odrzucił wniosek Trumpa o unieważnienie wyniku wyborów w czterech spornych stanach. Nie pomogło to, że Trump nie przedstawił dowodów na poparcie swoich tez.

            Demonstracja miała do tego doprowadzić. a resztę wnioskuję z innej mądrej zasady, „is fecit, cui prodest” ten uczynił, kto skorzystał. Żaden: ani celowy, ani przypadkowy, ani prowokacyjny szturm na kapitol nie był w interesie Trumpa. Jego interes kończył się na płocie i znakomita większość jego zwolenników sama to rozumiała.

            Trump tytanem intelektu nie jest. Jego zwolennicy także. Dlatego tutaj nie kierowałbym sie zasadą „cui bono” („kto skorzystał”). Trump podburzał ludzi i tłum – jak to tłum – zrobił coś głupiego i szkodliwego dla samego Trumpa. W sumie i tak dobrze, że nikt nie użył broni w szerokim zakresie, bo trupów byłoby jeszcze więcej.

            Chodzi to to że operator ma znacznie większe możliwości manipulacji

            W teorii – owszem. W praktyce – bardziej jesteśmy narażeni na sprzedaż/udostępnianie danych, aniżeli na bezpośrednią manipulację.

            Co nie znaczy, że nie należy wbudować jakichś bezpieczników. Żałosne jest – z mojego punktu widzenia – to iż dopiero teraz rządy się obudziły, że warto jakoś ograniczyć wszechwładzę megakorporacji.

            W każdym razie, w usa nie ma ciszy wyborczej, i jest wolność słowa,zatem do końca kampanii wolno im obrzucać sie inwektywami, że ten drugi to „idiota i złodziej”. i nie jest to podstawą do impiczmentu.

            Owszem, nie jest. Trump oba impechmenty miał za co innego.

            Uznał wynik, gdy został oficjalnie zatwierdzony,do tego czasu nawet nie powinien mówić inaczej, tak jak adwokat ma zawsze trzymać stronę swojego klienta.

            Do tej pory wynik wyborów wystarczał do stwierdzenia kto wygrał wybory, nie moment zatwierdzenia przez kolegium elektorów.

  4. Proces demokratyzacji został zatrzymany 09.09.2001 roku. Zamiast otwartości mamy zamykanie isę. Zamiast wolności mamy coraz większe obostrzenia. Już pomijam obecną sytuację epidemiczną oraz przejscie do miękkiej dyktatury w 2015 roku w Polsce.. Ale generalnie przez ostatnie 19 lat sporo zmieniło się w odczuwaniu wolności obywatelskiej. Dla własnego bezpieczeństwa zamieniliśmy wolność na poddaństwo. Każdego liberała musi krew zalewać na taką sytuacje, ale wtedy ludzie obawiali się o własne życie. Stad to przyzwolenie. Dziś po 19 latach juz nitk nie zwraca uwagi na te ograniczenia. Niestety państwa otwarte o charakterze demokratycznym nie mają szans w starciu z państwami zamkniętymi o charakterze antydemokratycznym lub totalitarnym. Przykładem jest Rosja, która lepiej sobie radzi jako zamknięte państwo „demokracji Putinowskiej” od otwartej UE np z problemami emigracji, nastrojów społecznych, likwidacji swobód obywatelskich, gospodarczych czy politycznych. Po prostu coś się nakaże a ludzie trzepią portkami. Nie wiem czy to dobra droga? My już żeśmy to przechodzili, ale widzę po obecnie władzy i sporej części społeczeństwa, że ciągotki do totalitaryzmu są dosyć poważne.

    • Więcej wiary! Świat zachodni na pewno sobie poradzi bo USA szybko otrząsną się po Trumpie.
      Niestety wygląda na to że Polska to cywilizacja wschodu, więc czeka nas model białoruski.

  5. zacznijmy od podstaw.

    Jaka mamy mieć porządną demokracje przy takiej konstytucji jaką mamy.
    A nawet jak ją mamy to jej nie stosujemy:

    – gdzie są wybory proporcjonalne?
    można mieć 6,8% głosów i zamiast 31 posłów, Konfederacja dostaje 11 !!!
    a gdy ma sie 4,9% to dostaje się zero?

    tak to z matematyki dziwkę robi zmowa wielkich, bo tak im wygodnie.
    Zrobili system który prowadzi do i konserwuje duopol.

    a potem się wszyscy dziwią ze jak jedna partia ma niekwestionowaną większość to im odpierdala na prawo albo lewo, jedni kradna a inni wpierniczają się w macice albo zwierzątka.

    Jakby musiała istnieć jakaś koalicja np z Konfederacja albo/i PSLem, to wówczas przy skrajnie głupich pomysłach ktoś mógłby skutecznie powiedzieć veto i rozbić większość.

    • Nie słyszałeś o progu wyborczym i metodzie D’Honta? 4,9% to poniżej progu wyborczego więc partia nie dostaje się do sejmu. A metoda D’Hondta promuje większe ugrupowania z dużą przewagą nad kolejnym i do tego z nierównomiernym rozkładem głosów w okręgu. Partia z liczbą głosów bliskiej progu wyborczego i równomiernym rozkładem głosów w okręgach, taka jak Konfederacja, nie ma co liczyć na liczbę mandatów proporcjonalną do wyniku. Z drugiej strony metoda D’Hondta może skutkować takimi patologiami jak w 2015 gdzie PiS miał większość parlamentarną, a dostał 37% głosów.

      • no shit scherlok!

        właśnie tę dętą metodę Dąta uważam za niekonstytucyjną;
        oraz tak wysoko ustawiony próg jest w sprzeczności.

        żeby mieć klub wystarczy mieć 15 posłów czyli 3,2%
        żeby mieć koło poselskie 3 posłów czyli 0,6%
        ustawienie go wyżej niejako anuluje te struktury, to jaki miały mieć sens?

        i warto przypomnieć że w latach ’90 próg był na poziomie 3% 3,5%
        później go zwiększano aż do nieprzyzwoitości.

        a co do łatwego przywrócenia proporcjonalności, to można chyba w miarę prosto powrócić do czegoś w rodzaju listy krajowej, aby 50% wybierano głosami „zmarnowanymi” ze wszystkich innych regionów + zagranica.

        to ma też taką zaletę, że liderzy partyjni nie musieliby startować z jakiegoś konkretnego terenu i przygniatać popularnością zarówno swoich, jak przeciwników z innych partii.
        Albo wszyscy startują z najbardziej zaludnionego obwodu warszawskiego, gdzie jest tyle mandatów że wystarczy nawet małe poparcie, aby to „prezydium ” dostawało się zawsze na kolejną kadencje.
        No i zniknie dowożenie głosów poza miejsce zamieszkani, żeby lider na pewno wszedł, a mało ważne powiaty można ogołocić.

    • Też mnie to mocno zdziwiło zważywszy że mają autentycznych więźniów politycznych i brutalnie tłumią ruchy wolnościowe.

  6. Patrząc na tę mapę można wysnuć pewien wniosek. PEŁNE demokracje znajdują się w jakichś odległych, bezpiecznych częściach świata.

    Brak demokracji po prostu wprowadza element stabilizacji tam gdzie jest niebezpieczne albo toczą się wojny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *