- Bezprawnik -
- Gospodarka -
- USA, Niemcy, Chiny – trzy różne strategie dot. złota. Na tle Pekinu, Berlina i Waszyngtonu polskie zakupy NBP wyglądają coraz ciekawiej
USA, Niemcy, Chiny – trzy różne strategie dot. złota. Na tle Pekinu, Berlina i Waszyngtonu polskie zakupy NBP wyglądają coraz ciekawiej
Rekordowe ceny kruszcu i globalna gorączka zakupów w bankach centralnych zmusiły analityków do ponownego przyjrzenia się temu, jak poszczególne mocarstwa podchodzą do złota. Amerykanie bronią historycznego statusu quo, Niemcy toczą publiczną debatę o repatriacji sztab z Nowego Jorku, a Chiny po cichu budują nowe rezerwowe imperium, traktując kruszec jako broń w wojnie o pozycję juana.

W tle tej gry mocarstw niespodziewanie pojawia się Polska, która w ciągu kilku lat z monetarnego średniaka stała się jednym z najbardziej „złotocentrycznych” krajów świata. Warto zestawić cztery strategie, bo widać w nich cztery różne wizje tego, czym w XXI wieku ma być bank centralny.
Stany Zjednoczone: największy skarbiec świata, ale strategia w stanie zawieszenia
Na papierze Amerykanie wciąż grają w ligę, do której nikt inny nie ma wstępu. Oficjalne rezerwy Stanów Zjednoczonych to 8133,5 tony złota — mniej więcej tyle, ile posiadają Niemcy, Włochy, Francja i Rosja razem wzięte. Kruszec ten jest przechowywany głównie w skarbcach należących do Departamentu Skarbu i Mennicy USA — przede wszystkim w Fort Knox w stanie Kentucky, West Point w stanie Nowy Jork oraz Denver w stanie Kolorado. Nowojorski oddział Rezerwy Federalnej to natomiast instytucja o innej roli — służy przede wszystkim jako depozytariusz dla obcych banków centralnych i instytucji międzynarodowych, a amerykańskich rezerw trzyma tam tylko niewielki ułamek.
Paradoks polega na tym, że USA od dekad nie kupują i nie sprzedają złota w ramach swojej polityki rezerwowej. Washington po prostu siedzi na górze kruszcu, której wartość gwałtownie urosła dzięki wzrostowi cen — nie dzięki aktywnym decyzjom zakupowym. Amerykańska strategia to w istocie strategia „niewidzialnej ręki historii”: korzystam z tego, co zgromadzili moi poprzednicy, i milczę.
Dolar jako złoto Ameryki
Przyczyna jest strukturalna. Dopóki dolar jest główną walutą rezerwową świata, Amerykanie nie potrzebują złota w ten sam sposób, w jaki potrzebują go inni. Obce banki centralne same finansują amerykański deficyt, kupując obligacje skarbowe USA. Fed może natomiast drukować walutę, którą reszta świata akceptuje bez szemrania. To „wygórowany przywilej”, o którym mówił jeszcze Valéry Giscard d’Estaing — i wyjątkowy komfort, którego nie ma żadne inne państwo.
Ten komfort w ostatnich miesiącach zaczął się jednak kruszyć. Napięcia między Białym Domem a Fed, śledztwo prokuratury wobec Jerome’a Powella w sprawie kosztów renowacji siedziby banku centralnego i otwarte sugestie Donalda Trumpa, że prezes Fed powinien bez oporów obniżać stopy procentowe, podkopują fundament amerykańskiej strategii. W marcu 2026 r. sędzia federalny James Boasberg zablokował to śledztwo, wprost stwierdzając w uzasadnieniu, że wezwania prokuratury miały wywrzeć presję na Powella, a nie realnie zbadać przestępstwo. Sądowy hamulec jest istotny, ale sygnał, jaki poszedł do rynków, został już odczytany: niezależność Fed wisi na włosku, a następcą Powella ma być Kevin Warsh — nominowany przez Trumpa i oceniany jako osoba wyraźnie bardziej uległa Białemu Domowi. W mojej ocenie to właśnie ten splot wydarzeń — a nie sama wygrana Trumpa — kieruje dziś rynki na kurs kolizyjny ze starym porządkiem monetarnym.
Niemcy: trauma historyczna i polityczna debata o repatriacji
Drugi największy posiadacz kruszcu na świecie — Bundesbank — ma 3350 ton złota. Około 1710 ton leży we Frankfurcie, 1236 ton w Nowym Jorku i 404–405 ton w Londynie. Taka lokalizacja to pozostałość po zimnej wojnie, gdy niemieckie rezerwy miały być „szybko wymienialne na dolary” w razie wojny z ZSRR.
Już w latach 2013–2017 Bundesbank sprowadził do Frankfurtu 674 tony — kruszec trafił do Niemiec z Nowego Jorku i Paryża. Co ciekawe, zasoby przechowywane we francuskim Banque de France sprowadzono do zera: skoro Niemcy i Francja używają tej samej waluty, utrzymywanie niemieckiego złota w Paryżu jako zabezpieczenia wymiany walutowej przestało mieć sens. Operacja na tamtym etapie została ogłoszona jako zakończona — do momentu, gdy Donald Trump ponownie wszedł do Białego Domu.
AfD, Zieloni i niemiecki Związek Podatników w jednym chórze
Dziś o szybszą repatriację dopomina się niemal cała scena polityczna RFN. AfD mówi o „geopolitycznym ryzyku”. Zieloni cytują, że złoto nie może być „pionkiem w sporach geopolitycznych”. Nawet Niemiecki Związek Podatników wysłał do Bundesbanku listy z żądaniem zwrotu kruszcu. Prezes Bundesbanku Joachim Nagel uspokaja publicznie, że „niemieckie złoto jest bezpieczne”, ale jego słowa brzmią coraz mniej przekonująco — a głównym problemem są już dziś nie Londyn czy Paryż, lecz właśnie 1236 ton w nowojorskim Fed.
Niemiecka strategia to więc strategia ostrożnego wahadła: instytucja finansowa broni status quo, a rosnąca presja polityczna popycha ją w stronę kolejnej operacji repatriacyjnej. Koszty takiej operacji — szacowane przez sam Bundesbank na 89–112 mln euro — są argumentem przeciwko pochopnym ruchom. Ale jeżeli kolejne starcia między Trumpem a Fedem rzeczywiście nadszarpną niezależność amerykańskiego banku centralnego, Berlin może zostać zmuszony do decyzji, której unikał przez dekady.
Chiny: strategiczna nieprzejrzystość i budowa alternatywnego systemu
Chiny grają zupełnie inaczej niż Waszyngton i Berlin. Ludowy Bank Chin oficjalnie przyznaje się do nieco ponad 2300 ton, a seria miesięcznych zakupów trwa nieprzerwanie od listopada 2024 r. Część analityków uważa jednak, że oficjalne dane nie oddają pełnej skali akumulacji. Société Générale, opierając się na modelach przepływów handlowych, szacuje realne zakupy nawet na 250 ton rocznie. Plenum Research sugeruje, że luka między chińską produkcją, importem i zakupami detalicznymi w 2023 r. sięgała 1350 ton. To wciąż są inferencje, a nie twarde dane — ale sama skala rozbieżności mówi sama za siebie.
Dedolaryzacja jako długofalowy plan
Cele Pekinu są trzy. Po pierwsze — dedolaryzacja: stopniowe zastępowanie amerykańskich obligacji aktywem, którego nie da się zamrozić sankcjami. Po drugie — budowa wiarygodności juana jako potencjalnej waluty rezerwowej. Po trzecie — eksport chińskiej infrastruktury finansowej. Szanghajska Giełda Złota, w odróżnieniu od London Bullion Market, stawia na fizyczne dostawy. Strefa wolnocłowa w Shenzhen oferuje zagranicznym bankom centralnym przechowywanie kruszcu — z pierwszej oferty skorzystała już Kambodża, rozliczając zakupy w renminbi.
Chińska strategia to strategia pająka budującego sieć — powoli, cierpliwie, poza polem widzenia zachodnich analityków. Tempo jest inne niż w Waszyngtonie czy Berlinie, ale kierunek przemyślany na dekady do przodu.
Polska: ciche mistrzostwo świata w zakupach
Na tym tle pozycja NBP wygląda jak zjawisko wręcz anomalne. W 2018 r. Polska dysponowała 103 tonami. Na koniec lutego 2026 r. — 570,4 tony o wartości 339,8 mld zł, a udział złota w oficjalnych aktywach rezerwowych sięgnął już 31 proc. Zarząd banku centralnego w styczniu 2026 r. wydał zgodę na dalszy wzrost do 700 ton, a sam prezes Glapiński przyznał, że faktyczne rezerwy mogą być nawet wyższe i sięgają w okolicach 580 ton. Tekst „NBP skupuje złoto jak szalony, ile naprawdę mamy w rezerwach i po co aż tyle” analizował tę skalę jeszcze przed przebiciem granicy 500 ton — dziś rekordy trzeba pisać od nowa praktycznie co miesiąc.
Papierowy zysk i spór o Polski Fundusz Inwestycji Obronnych
Rewaluacja sprawiła, że niezrealizowane różnice z wyceny rezerw złota w bilansie NBP są szacowane przez bank centralny na niemal 200 mld zł. Kolejne rekordowe prognozy kursu złota 2025 okazały się zresztą w praktyce za ostrożne — ceny z końcówki ubiegłego i początku tego roku przebiły najbardziej optymistyczne scenariusze. Ten „papierowy” zysk stał się jednak przedmiotem sporu o Polski Fundusz Inwestycji Obronnych: projekt prezydencki zakłada, że NBP miałby przekazać go na finansowanie zbrojeń.
Problem w tym, że papierowego zysku nie da się po prostu przelać do budżetu czy funduszu. Zgodnie z zasadami rachunkowości NBP (wzorowanymi na wytycznych EBC), wzrost wyceny kruszcu księgowany jest jako kapitał własny, a nie wynik finansowy. Żeby operacja miała ekonomiczny sens, NBP musiałby sprzedać część złota w Londynie za dolary — realizując tym samym zysk — wpłacić środki do PFIO, a następnie po jakimś czasie odkupić tyle samo kruszcu po bieżących cenach rynkowych. Taki scenariusz NBP nakreślił w marcu 2026 r. Krytycy wskazują, że to inżynieria księgowa obarczona ryzykiem: cena odkupu może być wyższa od ceny sprzedaży, a operacja budzi uzasadnione wątpliwości prawne co do zakazu finansowania deficytu przez bank centralny.
Repatriacja jako element szerszej strategii
Polski model różni się od wszystkich trzech powyższych. USA nie kupują nic. Niemcy tylko dyskutują o lokalizacji. Chiny kupują w ukryciu. NBP — przeciwnie — kupuje jawnie i na dodatek już raz przeprowadził spektakularną operację sprowadzenia kruszcu do kraju. To wtedy polskie złoto po raz pierwszy w tak dużej ilości trafiło do warszawskich skarbców z Londynu. Według ostatnich zapowiedzi prof. Adama Glapińskiego zorganizowany zostanie drugi duży transport, tak by kruszec rozłożył się mniej więcej równo między Polskę, Wielką Brytanię i USA — a NBP wyśle nawet specjalną ekipę kontrolną do Nowego Jorku i Londynu, by fizycznie zweryfikować stan sztab.
Ważne zastrzeżenie: trudno mówić o czystym rozróżnieniu „NBP nie działa pod presją strachu, Bundesbank działa”. Polska strategia również ma wyraźny komponent geopolityczny — po inwazji Rosji na Ukrainę tempo akumulacji kruszcu wyraźnie wzrosło, a sam Glapiński nieraz argumentował, że Polska jako kraj graniczący ze strefą wojny potrzebuje większych rezerw niż wynikałoby to z międzynarodowych standardów. Różnica między Warszawą a Berlinem jest raczej instytucjonalna: NBP prowadzi repatriację w ramach długoterminowego planu dywersyfikacji geograficznej, a w Niemczech temat wraca dziś pod presją bieżącej debaty politycznej. Skala zakupów z ostatnich lat jest tak duża, że nawet krytycy prezesa zaczynają przyznawać, że jako Adam Glapiński złoto zostawił w Polsce w ilości, którą jeszcze niedawno trudno było sobie wyobrazić.
Cztery strategie, cztery kalendarze, jeden metal
Porównanie tych czterech podejść pokazuje, że złoto przestało być reliktem z podręczników ekonomii. USA grają w obronie pozycji uzyskanej w poprzednim stuleciu. Niemcy balansują między instytucjonalnym spokojem a polityczną paniką. Chiny budują alternatywę dla zachodniego porządku monetarnego. Polska — najmniejszy z tych graczy — paradoksalnie wykonuje najbardziej zdecydowane ruchy zakupowe pod względem ton posiadanego złota i odpowiednio skaluje strukturę geograficzną ich przechowywania.
Można powiedzieć, że każda z tych strategii jest odpowiedzią na inne pytanie. Amerykanie pytają: „jak nic nie stracić?”. Niemcy: „jak się ubezpieczyć?”. Chińczycy: „jak zdetronizować dolara?”. Polacy: „jak wzmocnić wiarygodność kraju średniej wielkości?”. Wspólny mianownik jest jeden — w świecie, w którym drukarki pieniądza pracują coraz szybciej, a sankcje finansowe stają się standardowym narzędziem geopolityki, złoto wraca do łask jako jedyne aktywo, które nie jest niczyim długiem. A to oznacza, że kolejne miesiące przyniosą jeszcze więcej ruchów na rynku, którego mapa dopiero się formuje.

USA, Niemcy, Chiny – trzy różne strategie dot. złota. Na tle Pekinu, Berlina i Waszyngtonu polskie zakupy NBP wyglądają coraz ciekawiej
21.04.2026 20:31, Filip Dąbrowski
21.04.2026 16:01, Joanna Świba
21.04.2026 15:07, Aleksandra Smusz
21.04.2026 13:33, Piotr Janus
21.04.2026 13:00, Edyta Wara-Wąsowska
21.04.2026 12:31, Marcin Szermański
21.04.2026 11:43, Mateusz Krakowski
21.04.2026 11:19, Edyta Wara-Wąsowska
21.04.2026 10:39, Rafał Chabasiński
21.04.2026 9:52, Mateusz Krakowski
21.04.2026 9:11, Edyta Wara-Wąsowska
21.04.2026 8:27, Marcin Szermański
21.04.2026 7:50, Rafał Chabasiński
21.04.2026 7:03, Aleksandra Smusz
20.04.2026 20:20, Mariusz Lewandowski
20.04.2026 16:19, Rafał Chabasiński
20.04.2026 15:33, Aleksandra Smusz

Co drugi młody szuka napoju o „lepszym składzie". Rynek wód funkcjonalnych rośnie jak na drożdżach, a producenci obiecują cuda w butelce
20.04.2026 15:06, Mariusz Lewandowski
20.04.2026 14:42, Marek Śmigielski
20.04.2026 13:57, Mateusz Krakowski

Trump ma jedyną szansę, żeby historia zapamiętała go inaczej niż szaleńca. Musi być spełniony "tylko" jeden warunek: UFO musi istnieć
20.04.2026 13:07, Marcin Szermański
20.04.2026 12:29, Piotr Janus
20.04.2026 12:01, Aleksandra Smusz
20.04.2026 11:42, Marek Śmigielski
20.04.2026 10:59, Edyta Wara-Wąsowska
20.04.2026 10:42, Marcin Szermański
20.04.2026 9:51, Edyta Wara-Wąsowska


























