1. Bezprawnik -
  2. Podatki -
  3. Za wystawianie dziewczyn na OnlyFans więzienie. Granica jest cienka

Za wystawianie dziewczyn na OnlyFans więzienie. Granica jest cienka

OnlyFans od lat budzi w Polsce ten sam spór: czy publikowanie za pieniądze treści erotycznych to prostytucja, a jeśli tak — to czy platforma i osoby pomagające twórcom nie popełniają przestępstwa z art. 204 Kodeksu karnego? Odpowiedź polskiego prawa jest mniej oczywista, niż wydaje się hejterom w komentarzach, ale też mniej wygodna, niż chcieliby niektórzy twórcy. Sedno sporu sprowadza się do jednego pytania: czy do „uprawiania prostytucji” konieczne jest fizyczne spotkanie stron.

Czym właściwie jest prostytucja w polskim prawie

Polski Kodeks karny — co zaskakujące — nie zawiera definicji prostytucji. Ustawodawca posługuje się tym pojęciem w art. 204 k.k., ale jego znaczenia trzeba szukać w orzecznictwie i doktrynie. Sądy i przedstawiciele nauki prawa od dekad dość zgodnie wskazują trzy elementy konstytutywne: świadczenie usług o charakterze seksualnym, w zamian za korzyść majątkową (najczęściej pieniądze), przy czym kluczowe jest bezpośrednie, fizyczne obcowanie z klientem.

To ostatnie kryterium — bezpośredniość kontaktu — jest punktem zapalnym całej dyskusji o OnlyFans. Twórczynie i twórcy platformy nie spotykają się z „klientami” w żadnym fizycznym sensie. Relacja ogranicza się do wymiany: subskrybent płaci, twórca publikuje zdjęcia lub filmy. Nie ma spotkania, nie ma dotyku, nie ma wspólnej przestrzeni.

Co na to sądy i fiskus

W polskim porządku prawnym istnieje cała linia orzecznicza dotycząca podatkowego traktowania dochodów z tzw. seksbiznesu online. Gdy Naczelny Sąd Administracyjny rozstrzygał sprawę podatku od prostytucji, wyraźnie rozdzielił świadczenie usług seksualnych od innych form zarobku w tej branży. A w głośnych analizach dotyczących platform kamerkowych fiskus poszedł jeszcze dalej — uznał, że osoba pokazująca się nago na ShowUp.tv czy Chaturbate to z punktu widzenia podatku artystka, a nie osoba świadcząca usługi seksualne. Ta kwalifikacja ma ogromne znaczenie, bo pokazuje, że samo państwo traktuje treści erotyczne w sieci jako coś odmiennego od klasycznej prostytucji.

Art. 204 k.k. — kuplerstwo, sutenerstwo, stręczycielstwo

Tu robi się najciekawiej. Art. 204 Kodeksu karnego nie karze samej prostytucji — ta w Polsce jest legalna. Penalizowane jest natomiast trzy zachowania osób trzecich:

  • stręczycielstwo — nakłanianie innej osoby do uprawiania prostytucji w celu osiągnięcia korzyści majątkowej,
  • kuplerstwo — ułatwianie innej osobie uprawiania prostytucji w celu osiągnięcia korzyści majątkowej,
  • sutenerstwo — czerpanie korzyści majątkowej z cudzej prostytucji.

Za każde z tych zachowań grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Jeśli ofiarą jest małoletni, ustawowe zagrożenie rośnie do 10 lat.

Czy OnlyFans ułatwia prostytucję

I tu dochodzimy do sedna. Jeśli przyjmiemy — zgodnie z dominującym poglądem doktryny — że prostytucja wymaga bezpośredniego kontaktu fizycznego, to publikowanie treści erotycznych na OnlyFans w ogóle nie mieści się w tej definicji. A skoro nie ma prostytucji, to nie ma też kuplerstwa, sutenerstwa ani stręczycielstwa. Platforma, agencja zarządzająca kontami twórców, fotograf, edytor wideo — nikt z nich nie odpowiada z art. 204 k.k., bo nie ma czynu bazowego, który mieliby ułatwiać.

Taki sam wniosek wyciągnąć można z prokuratorskiej praktyki wobec klientów serwisów ogłoszeń towarzyskich. W sprawie właścicieli największego polskiego portalu branżowego — omawianej niedawno w kontekście pytania, czy klientom Roksy grozi odpowiedzialność karna — prokuratura celuje w osoby organizujące proceder, a nie w samych usługobiorców. To pokazuje, jak organy ścigania czytają granice art. 204 k.k.: kluczowa jest rola pośrednika w doprowadzaniu do fizycznego spotkania.

Gdzie kończy się OnlyFans, a zaczyna problem

Sprawa nie jest jednak zero-jedynkowa. W praktyce coraz częściej pojawiają się konta, które tylko formalnie są „platformą z treściami”, a w rzeczywistości służą umawianiu płatnych spotkań offline — zdjęcia i filmy są tylko przedsionkiem do realnej usługi seksualnej. W takim układzie prawnokarna kwalifikacja robi gwałtowny zwrot. Jeśli OnlyFans — albo konkretne konto na nim — pełni funkcję tablicy ogłoszeń sprzedających fizyczne spotkania, wówczas osoba czerpiąca z tego korzyści (manager, agencja, osoba prowadząca konto) może wejść w zakres art. 204 k.k.

Podatkowa pułapka i szara strefa

Twórcy OnlyFans powinni też pamiętać, że ucieczka przed podatkiem pod hasłem „to przecież prostytucja, więc nie mogę tego opodatkować” jest drogą donikąd. Zarówno opisywana na łamach Bezprawnika historia influencerki i urzędu skarbowego a prostytucji, jak i szersze analizy zjawiska, w którym działają polscy studenci w seksbiznesie, pokazują to samo: fiskus traktuje dochody z treści online jak każdy inny przychód, a sądy administracyjne nie łykają tłumaczeń o „nieopodatkowanym zawodzie”.

Wnioski dla twórców i odbiorców

Jeśli spojrzeć na całość chłodnym okiem prawnika, wniosek jest następujący: samo prowadzenie konta na OnlyFans i publikowanie tam treści erotycznych nie wypełnia znamion art. 204 k.k. — ani po stronie twórcy, ani osób, które mu pomagają — dopóki nie dochodzi do ułatwiania lub organizowania fizycznych spotkań z klientami. Polskie prawo zatrzymuje się tam, gdzie kończy się ekran, a zaczyna rzeczywistość.

To jednak nie znaczy, że OnlyFans jest prawnym rajem. Pozostają kwestie podatkowe, ochrona wizerunku osób trzecich, prawo autorskie, potencjalne wątki karne przy publikacji wizerunku bez zgody czy obrót treściami z udziałem osób małoletnich (tu polskie prawo jest bezwzględne i szybko dochodzi do zupełnie innych artykułów Kodeksu karnego). Ale teza, że polska twórczyni OnlyFans „uprawia prostytucję w świetle prawa”, a serwis jest kuplerem — w świetle obowiązującego dziś art. 204 k.k. i dominującej wykładni po prostu się nie broni.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi