1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Nie ma sposobu, żeby uniknąć wysokich alimentów. Nawet jeżeli nie pracujesz

Nie ma sposobu, żeby uniknąć wysokich alimentów. Nawet jeżeli nie pracujesz

Wysokość alimentów nie zależy wyłącznie od tego, ile ktoś faktycznie zarabia. Tłumaczenie w stylu „nie mam pracy", „mało zarabiam" albo „teraz mi ciężko" zwykle nie wystarcza, by przekonać sąd do niskiego świadczenia. Liczy się bowiem nie tylko miesięczny dochód, ale także to, ile rodzic mógłby zarabiać, gdyby rzeczywiście wykorzystał swoje możliwości.

Joanna Świba21.04.2026 16:01
Prawo

Wysokość alimentów to nie tylko kwestia aktualnej pensji

Wiele osób przy postępowaniach w sprawie alimentów stara się ukrywać swoje dochody. Są naprawdę kreatywni, a powodom ciężko wykazać, że osoba pozwana kłamie. Dobrą wiadomością jest jednak fakt, że zarobki nie mają tutaj kluczowego znaczenia. Sąd bierze pod uwagę dwie podstawowe kwestie — usprawiedliwione potrzeby dziecka oraz możliwości zarobkowe i majątkowe rodzica zobowiązanego do alimentacji.

To właśnie drugie z tych pojęć jest kluczowe. Nie chodzi tylko o faktyczne dochody, ale o możliwości zarobkowe. A więc o to, ile dana osoba realnie mogłaby zarabiać przy pełnym wykorzystaniu swoich sił, kwalifikacji, doświadczenia i dostępnych warunków rynkowych. To bardzo ważne rozróżnienie, bo oznacza, że nie da się łatwo „uciec" od wyższych alimentów wyłącznie przez bierność zawodową albo zaniżanie własnych dochodów. W praktyce wysokość alimentów zależy od możliwości zarobkowych, a nie od tego, co akurat widnieje na pasku wypłaty.

Możliwości zarobkowe rodzica — co bierze pod uwagę sąd

To nie jest martwa zasada, pochodząca z kurzącego się komentarza do kodeksu rodzinnego, a realna przesłanka, którą sądy biorą pod uwagę. Dobrze pokazuje to wyrok Sądu Okręgowego w Sieradzu z 28 grudnia 2020 r., sygn. I Ca 363/20. Sprawa dotyczyła podwyższenia alimentów na rzecz dwóch córek. Ojciec próbował przekonywać, że zasądzone kwoty są zbyt wysokie w stosunku do jego możliwości zarobkowych. Sąd nie podzielił jednak tego stanowiska.

W uzasadnieniu podkreślono coś, co w sprawach alimentacyjnych powraca bardzo często: rodzic ma obowiązek dołożyć należytej staranności, aby podołać obowiązkowi alimentacyjnemu. Innymi słowy — nie wystarczy wykazać, że obecnie zarabia niewiele. Trzeba jeszcze przekonać sąd, że rzeczywiście nie ma realnej możliwości zarabiania więcej.

W tej sprawie sąd zauważył, że pozwany od wielu lat prowadził działalność gospodarczą, a przy ocenie jego możliwości zarobkowych nie można abstrahować od realiów gospodarczych i rynku pracy. Sąd przyjął więc, że skoro przeciętne wynagrodzenia wzrosły, a pozwany ma doświadczenie zawodowe, to może osiągać dochody wyższe niż te, które próbował przedstawiać jako granicę swoich możliwości.

Bezrobocie nie zwalnia z obowiązku alimentacyjnego

To właśnie z tego powodu brak zatrudnienia (albo niskie zarobki) sam w sobie nie załatwia sprawy. Jeżeli ktoś nie pracuje, ale jest zdrowy, ma doświadczenie, kwalifikacje i może podjąć zatrudnienie, sąd może uznać, że jego wysokość alimentów powinna odpowiadać nie temu, co aktualnie wpływa na konto, ale temu, co powinno wpływać przy normalnym, uczciwym wykorzystaniu możliwości zarobkowych. To samo tyczy się sytuacji, w których osoba o wysokich kwalifikacjach pracuje za krajowe minimum. Pytanie, czy osoba bezrobotna musi płacić alimenty, wraca w sądach co chwilę — i odpowiedź zwykle nie jest po myśli pozwanego.

I właśnie dlatego w praktyce nie działa prosty mechanizm: nie pracuję, więc nie mam z czego płacić. Gdyby tak było, obowiązek alimentacyjny dałoby się bardzo łatwo obejść. Wystarczyłoby nie podejmować pracy, oficjalnie wykazywać brak dochodów albo zadowalać się minimalną aktywnością zawodową. Sądy od dawna patrzą na takie sytuacje znacznie szerzej. Jak podkreślił sąd w przytoczonym wyżej wyroku:

Zakres obowiązku alimentacyjnego może i powinien być większy od wynikającego z faktycznych zarobków i dochodów zobowiązanego, jeśli przy pełnym i właściwym wykorzystaniu jego sił i umiejętności zarobki i dochody byłyby większe, a istniejące warunki społeczno-gospodarcze i ważne przyczyny takiemu wykorzystaniu nie stoją na przeszkodzie.

To zamyka dyskusję i daje nadzieję wielu osobom, w przypadku których zobowiązani do świadczeń alimentacyjnych chcą tych świadczeń unikać bądź możliwie maksymalnie je obniżyć.

Rosnące potrzeby dziecka a podwyższenie alimentów

Kluczowe więc nie są zarobki zobowiązanego, a usprawiedliwione potrzeby uprawnionego (w większości przypadków dziecka). A te wraz z wiekiem małoletnich rosną, w związku z czym dochodzi do zmiany sytuacji, która warunkuje możliwość skutecznego podwyższenia obniżenia alimentów. I sądy w takich sprawach zwykle są bezlitosne.

Długi rodzica nie są tarczą przed alimentami

Warto również zwrócić uwagę na fakt, że zadłużenie rodziców również niewiele zmieni. Zdaniem składów orzekających bowiem rodzic powinien tak planować własne wydatki i własne decyzje finansowe, by nie narażać dziecka na brak możliwości zaspokojenia jego elementarnych potrzeb. Dotyczy to również takich zobowiązań jak kredyt a alimenty — raty hipoteki zwykle nie będą argumentem, który przekona sąd do łagodniejszego potraktowania zobowiązanego. To oznacza, że własne długi, nieprzemyślane decyzje czy wcześniejsze błędy życiowe nie są wygodną tarczą przed alimentami. Dziecko nie może ponosić skutków tego, że rodzic źle zarządzał pieniędzmi albo nie wykorzystuje swoich możliwości zarobkowych.

Ostatecznie wysokość alimentów ustalana jest w oparciu o dwa pojęcia z art. 135 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego — usprawiedliwione potrzeby uprawnionego i możliwości zarobkowe zobowiązanego. I żadna z tych przesłanek nie daje się łatwo obejść.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi