W Karpaczu chcą zorganizować referendum w sprawie… respektowania obostrzeń. Bo uważają je za niekonstytucyjne

Prawo Społeczeństwo dołącz do dyskusji (289) 05.01.2021
W Karpaczu chcą zorganizować referendum w sprawie… respektowania obostrzeń. Bo uważają je za niekonstytucyjne

Maciej Bąk

Referendum w sprawie obostrzeń. To pomysł grupy mieszkańców Karpacza, sprzeciwiających się ograniczeniom nałożonym na nich w związku z pandemią koronawirusa. Lokalny plebiscyt ma stać się podstawą do powszechnego sprzeciwu wobec nakazów, zakazów i ograniczeń stosowanych przez rząd. Ciekawy pomysł, choć z prawnego punktu widzenia dość abstrakcyjny.

Referendum w sprawie obostrzeń

Pytanie, jakie mieszkańcom Karpacza chcą zadać inicjatorzy referendum brzmi:

Czy zgadzasz się na respektowanie nakazów, zakazów i ograniczeń praw i wolności obywatelskich wprowadzonych wbrew ustawom i Konstytucji RP poprzez rozporządzenia Rady Ministrów w związku ze stanem epidemii?

Formalnie procedura referendalna już ruszyła. Jak piszą Nowiny Jeleniogórskie, grupa inicjatorów plebiscytu zgłosiła w ratuszu swoją inicjatywę i zaczęła zbierać podpisy. Na zebranie pięciuset mają 60 dni, ale planują je skompletować już w pierwszej połowie stycznia.

Jak mówi Nowinom Jeleniogórskim jedna z inicjatorek referendum, chcą oni „by Karpacz stał się taką gminną autonomią pod względem praworządności”. Ich zdaniem bowiem, jeśli mieszkańcy gminy w większości negatywnie odpowiedzą na zadane w referendum pytanie, to będą oni mieli podstawę do masowego nierespektowania obostrzeń. Takich jak zakaz nocowania w hotelach.

Ciekawy, choć raczej symboliczny pomysł

Inicjatywa mieszkańców Karpacza jest słuszna pod tym względem, że – co udowadnialiśmy wielokrotnie na łamach Bezprawnika – mnóstwo obostrzeń na przedsiębiorców rząd nałożył nielegalnie. Całe branże zamykane są poprzez pojedyncze rozporządzenia, nie wprowadzono – choć powinno – stanu klęski żywiołowej, który dawałby podstawę właścicielom biznesów do roszczeń odszkodowawczych. Trudno się więc dziwić, że kolejne restrykcje wywołują wściekłość u ludzi, których biznesy stanęły nad przepaścią. Dziś, gdy trwają ferie zimowe, dotyczy to najbardziej akurat mieszkańców górskich miejscowości, ale negatywny efekt lockdownu obejmuje całą Polskę.

Niestety, to jednak nie oznacza że referendum w sprawie obostrzeń mogłoby w jakikolwiek sposób namieszać w porządku prawnym. Ustawa o referendum lokalnym mówi, że można je zwołać, by mieszkańcy wyrazili swoją wolę:

  1. w sprawie odwołania organu stanowiącego tej jednostki;
  2. co do sposobu rozstrzygania sprawy dotyczącej tej wspólnoty, mieszczącej się w zakresie zadań i kompetencji organów danej jednostki;
  3. w innych istotnych sprawach, dotyczących społecznych, gospodarczych lub kulturowych więzi łączących tę wspólnotę.

I teoretycznie pod ten ostatni punkt można by podpiąć inicjatywę z Karpacza. Ale miałaby ona tylko i wyłącznie charakter oświadczenia. Rząd bowiem będzie twierdził, że nałożone przez nich obostrzenia są obowiązującym prawem, a w referendum nie można sprzeciwić się obowiązywaniu któregoś z przepisów. Wyobrażam sobie, że rządzący mogliby użyć choćby argumentu mówiącego o tym, że „w takim razie każda gmina mogłaby w referendum sprzeciwić się karaniu złodziei”. I poniekąd mieliby rację. Ale tylko poniekąd.

Bo nie zmienia to wszystko faktu, że osoby karane za łamanie obostrzeń wciąż mają szansę uniknąć kary. Wystarczy, że pójdą ze swoją sprawą do sądu. Wielokrotnie już okazywało się, że sankcje za nieprzestrzeganie obostrzeń są nielegalne (tak było w przypadku niedawnego wyroku WSA w sprawie kary administracyjnej). Oczywiście – skierowanie sprawy do sądu oznacza i poświęcenie czasu, i mimo wszystko ryzyko porażki i poniesienia dodatkowych kosztów. Ale do czasu gdy będziemy funkcjonować w reżimie stanu epidemii i do czasu gdy będziemy mieli nad sobą ten a nie inny rząd, to innych narzędzi w ręku niestety nie mamy.

289 odpowiedzi na “W Karpaczu chcą zorganizować referendum w sprawie… respektowania obostrzeń. Bo uważają je za niekonstytucyjne”

  1. Nie sądzę, aby ktokolwiek chciał odpowiedzieć „nie” na pytanie „Czy chcesz żyć w kraju praworządnym?”, a do tego sprowadza się właściwie sformułowanie tego pytania referendalnego.
    Zważając na to, że do Nowogrodzkiej może i dotrze, to znaczy do ściany pewnego gmachu i prędko się odbije i szybko poleci do Karpacza, to poza pocieszeniem dla organizatorów referendum nie widzę żadnego w ogóle w nim pożytku, nawet o znaczeniu symbolicznym. W szczególności jak pytanie jest tak sformułowane.
    Z kolei istnieje bardzo duże ryzyko tego, że wyniki tego referendum będą wykorzystane przez niektóre środowiska jako wyraz tego, że żadnych ograniczeń wprowadzać się nie powinno, legalne czy nie, „bo to wszystko ściema i w ogóle naukowcy ukrywają całą prawdę”, albo żeby ograniczenia były, ale tak jakby ich nie było (Great Barrington Declaration).

    • Dlaczego „żadnych ograniczeń”? W lecie na przykład ograniczeń było całkiem sporo,ale ludziom pozwolono pracować i zarabiać na życie. I do tego powinniśmy wrócić.

      • Ja generalnie mówiłem o logice co niektórych osób, które twierdzić będą, że to referendum było o tym, czy chcecie ograniczeń czy nie, pomijając istotny fragment tego pytania.

        A propos tego czy możemy wrócić do czasów lipca-sierpnia – na moje wątpię, a teraz w ogóle. Owszem, ograniczenia muszą być w niezbędnym minimum, ale to niezbędne minimum to raczej na chwilę obecną nie to, co się działo w lipcu-sierpniu, a niestety coś większego.
        300 a 10000 to trochę różnica, i to z tym, że badano wówczas wszystkie osoby, a nie tylko z objawami. Mamy nowy szczep, który wg licznych prac naukowych rozprzestrzenia się o ok. połowę szybciej. Mamy też szczepionki, ale 40K osób zaszczepionych to wciąż kropla w morzu, zwłaszcza jeśli faktycznie szczepionki nie zapobiegają transmisji. Jesteśmy gotowi przyjmować więcej pacjentów, ale luzowanie obostrzeń kosztem setek, a może i tysięcy żyć rodzi wątpliwości natury etycznej – prościej wyemitować 50 mld zł długu, rozdać przedsiębiorcom i powiedzieć „jakoś to będzie” (takie w sumie podejście przysługuje większości krajów) niż tłumaczyć się z tego, dlaczego nie uchroniono życia.

        Rządy pod tym względem mają przesrane – są naciski środowisk medycznych, są naciski przedsiębiorców, i wolnościowców, i tych, którzy wolą rozwiązać po chińsku. (Nie tylko w Polsce).

        • Ale kiedyś te obostrzenia trzeba będzie poluzować. Nie da się bez końca żyć na kredyt. Kredyty mają tą przykrą cechę, że kiedyś w końcu trzeba je spłacać…

  2. Inicjatywa bardzo mi się podoba, a zdecydowana porażka rządu mogłaby być bardzo interesującym faktem – zupełnie nie wiem jednak, co by z tego miało wynikać? Już teraz obostrzenia powinny być wprowadzane zgodnie z prawem i też nic z tego nie wynika.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *