Kiedy miasteczko się wyludnia, a burmistrz chce to powstrzymać, powstają nawet najdziwniejsze prawa, w tym zakazujące śmierci.

Tytuł tego artykułu mógłby równie dobrze być początkiem recenzji książki science fiction. Jest to jednak jak najbardziej opis realnej sytuacji. Zgadza się więc powiedzenie, że w życiu pewne są tylko śmierć i podatki. Nie spodziewałem się jednak, że te dwa elementy da się aż tak dosłownie połączyć.

Kilka niemal bliźniaczych sytuacji opisuje The Guardian. Najświeższa z nich to prawo, które weszło w życie w zeszłym miesiącu. We włoskim mieście Sellia od kilku dekad następuje stopniowe wyludnienie. Choć obecnie zamieszkuje je dokładnie 537 mieszkańców, jeszcze w roku 1960 było ich trzykrotnie więcej.

W związku z tym, burmistrz Sellii, Davide Zicchinella postanowił działać w myśl idei ochrony ludzkiego życia. Z ogłoszonych przez niego praw wynika, że śmierć jest wręcz nielegalna. Jak jednak podkreśla sam pomysłodawca regulacji, nie można oczywiście zabronić umierania. Ma on jednak nadzieję, że wprowadzane przepisy zachęcą do dbałości o własne zdrowie.

Najistotniejszym z przepisów jest płacenie większego podatku za nie dbanie o własne zdrowie. „Chorobowe” nabiera więc nowego znaczenia. Każdy z mieszkańców ma regularnie stawiać się na badania lekarskie, które pomogą odpowiednio wcześnie wykryć schorzenia. Kto tego nie zrobi, w każdym roku uiści 10 euro do budżetu miasta. Podobną kwotę wyłoży ten, kto będzie regularnie decydował się na używki szkodzące zdrowiu.

Biorąc pod uwagę, że większość mieszkańców Sellii ukończyła już 65 lat, prawdopodobnie diagnoz będzie sporo. Jeśli jednak chociaż jedna osoba zyska na tym procederze, nie jest to chyba taki zły pomysł. Tym bardziej, że 10 euro to kwota dość symboliczna. A może powinno być właśnie odwrotnie – może mieszkańcy powinni musieć płacić po 1000 euro, tak żeby chodzenie na badania było wręcz nieuniknione?

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Pomysł Zicchinellego nie jest wcale rewolucyjny. To już szóste miasto na świecie, w którym w pewien sposób następuje penalizacja śmierci czy chorób. Wcześniej miało to miejsce we Francji, Brazylii i Hiszpanii. Czasami nie z powodów przedłużenia życia, a… braku wolnych miejsc na cmentarzu. Pamiętajmy też chociażby o Malezji, gdzie próba samobójcza jest karana pobytem w więzieniu do roku i grzywną.

Absurdalne prawo czy może walka w ochronie życia? Ograniczanie swobody obywateli czy wskazywanie im najlepszej dla nich ścieżki? Prawdopodobnie gdyby tego typu pomysły pojawiły się w polskich miastach i wsiach, rozpoczęłaby się burzliwa dyskusja. Być może kiedyś się o tym przekonamy – w końcu tego typu prawa nie powstają w odległych nam geograficznie i kulturowo państwach, tylko nieopodal, w dobrze rozwiniętych krajach europejskich.