1. Bezprawnik -
  2. ecommerce -
  3. Jeśli sprzedajesz na Vinted, skarbówka już ma twoje dane. Sprawdź, czy musisz się bać

Jeśli sprzedajesz na Vinted, skarbówka już ma twoje dane. Sprawdź, czy musisz się bać

Zgodnie z unijną dyrektywą DAC7 informacje o sprzedaży na platformie Vinted są raportowane do urzędu skarbowego. Dotyczy to użytkowników, którzy w ciągu roku zrealizowali ponad 30 transakcji lub przekroczyli przychód w wysokości 2000 euro.

Raportowanie danych do US to standardowa procedura, nie wezwanie do zapłaty podatku

Po spełnieniu warunków wysłanie informacji do US to standardowa procedura. Wynika ona z realizowania wymogów dyrektywy DAC7 przez platformę. Samo raportowanie danych do skarbówki, która uruchamia swoje własne Allegro i niebawem w sieci kupisz fanty dłużników, nie oznacza, że np. musimy zapłacić podatek.

Kryterium ponad 30 transakcji w ciągu roku bądź przychód powyżej 2000 euro rocznie (obecnie ok. 8500 zł) spełnia bowiem mnóstwo osób.

Sprzedaż kilkudziesięciu zbędnych przedmiotów rocznie nie jest niczym zaskakującym

Ktoś, kto regularnie robi porządki w domu, może bez problemu sfinalizować tyle zamówień, a liczba ta często jest znacznie wyższa. Gdy sprzedajemy niepotrzebne ubrania, które posiadaliśmy ponad pół roku, nie zapłacimy od tego ani grosza podatku. Warto jednak pamiętać, że konta użytkowników prowadzących wyspecjalizowany handel mogą zostać objęte czystką — opisywaliśmy już masową blokadę kont na Vinted.

Owszem, gdy będziemy mieli pecha, może się okazać, że urzędnicy postanowią wszcząć kontrolę. W takiej sytuacji ich wątpliwości mogą rozstrzygnąć np. nasze dowody zakupów.

Możemy wówczas przedstawić wyciąg z konta (gdy płaciliśmy za produkty kartą), wydruki zamówień z platform sprzedażowych, a nawet prywatne zdjęcia, na których mamy swoje rzeczy.

Wbrew stereotypom urzędnicy podchodzą do wielu kontroli zdroworozsądkowo. Nie oczekują np. tego, że będziemy posiadać paragon dotyczący wyświechtanego plecaka sprzed dekady.

Skutki dyrektywy DAC7 dotyczą osób, które zarabiają na sprzedaży i się z tego nie rozliczają

W przypadku dorabiania sobie na niedużą skalę sprzedawcy mogą wykorzystać do tego nierejestrowaną działalność gospodarczą. Zgodnie z zasadami obowiązującymi od 2026 roku limit przychodu wynosi 10 813,50 zł kwartalnie.

Dopiero po jego przekroczeniu konieczne jest założenie zwykłej DG z wszystkimi tego konsekwencjami, jak np. opłacanie składek ZUS.

To właśnie ci sprzedawcy, którzy faktycznie zarabiają i tego nie zgłaszają, powinni się obawiać raportów DAC7 — bo to, co grozi za ukrywanie dochodów, bywa znacznie poważniejsze niż sama zaległość podatkowa.

Sprzedaż dużej liczby własnych przedmiotów to częsta sytuacja

Wbrew pozorom to częsta sytuacja. Przykładowo miłośnicy mody nierzadko posiadają w domu nawet kilka tysięcy sztuk odzieży — nic dziwnego, że sklepy z odzieżą używaną zawitały już do galerii handlowych. Gdy się przeprowadzają albo pilnie potrzebują gotówki, zdarza się, że muszą sprzedać kolekcję.

Także porządki mogą zaowocować ogromną liczbą transakcji o sporej wartości. Ale przepisy są jednoznaczne. Jeśli zakupiliśmy rzeczy przynajmniej pół roku temu, zbycie ich nie rodzi obowiązków podatkowych.

Dla świętego spokoju warto wcześniej pomyśleć o dokumentacji

Jeśli otrzymujemy za zakupy np. paragony lub faktury, najlepiej utrzymywać w nich porządek i mieć je do wglądu urzędników.

Zdarzało się bowiem, że niektórzy, opróżniając cały dom, finalnie wypracowywali przychód rzędu kilkudziesięciu, a nawet paruset tysięcy złotych.

I nawet jeśli patrzący na to z boku kontrolerzy dopatrywali się w tym działalności gospodarczej, sądy stawały po stronie podatników. Po prostu dostrzegały w tym zbycie własnego, ciężko wypracowanego majątku.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi