Wchodzi Sylwester Wardęga do banku, a tam totalna olewka. Prankstera osobiście przepraszał sam prezes BGŻ BNP Paribas

Finanse Gorące tematy Na wesoło dołącz do dyskusji (103) 23.03.2018
Wchodzi Sylwester Wardęga do banku, a tam totalna olewka. Prankstera osobiście przepraszał sam prezes BGŻ BNP Paribas

Udostępnij

Tomasz Laba

O wyjątkowym pechu może mówić pracownik banku BGŻ BNP Paribas, który miał obsługiwać klientów poza kolejnością. Na swoją kolejkę do okienka czekał akurat popularny youtuber, który potem całą sytuację opisał na facebookowym profilu banku. Coś musi być na rzeczy, skoro odpisał mu sam prezes. 

Sylwester Wardęga, bo o nim mowa, umówił się na spotkanie z pracownikiem tego konkretnego banku, w celu podpisania umowy na korzystanie z ich usług. Nie chodziło o prowadzenie kampanii reklamowej na rzecz banku, a rzeczy bardziej prozaiczne, czyli prowadzenie rachunku bankowego. Niektórzy mogą być tym faktem zdziwieni, ale znani ludzie też korzystają z normalnych usług świadczonych przez banki. Youtuber był wcześniej umówiony na konkretną godzinę, a wszelkie formalności miały być już uprzednio załatwione. Pozostała jedynie ostatnia formalność, a więc podpisanie wszystkich umów. Tu jednak spotkała go niemiła niespodzianka. Nie chodzi o to, że domagał się traktowania jak VIP. Oto, w jaki sposób opisał swoją wizytę w banku.

Sylwester Wardęga punktuje obsługę w banku, a odpowiada mu sam prezes

Można by powiedzieć, że sytuacja całkowicie normalna. W końcu do urzędu (a umówmy się – banki to też takie specyficzne urzędy) chodzi się nie po to, żeby załatwić jakąś sprawę, lecz po to, aby swoje odstać w kolejce. Zupełnie nienaturalną wydawałaby się sytuacja, w której sprawę dało się załatwić w ciągu kilku minut. A jeszcze, gdyby obsługujący nas był w dobrym humorze? Marzenia ściętej głowy. W końcu stare porzekadło mówi – jak nie odstoisz, to nie załatwisz. Do tego jeszcze dochodzi takie traktowanie klientów, jakie spotkało youtubera. Skoro przyszedł, to znaczy, że mu zależy. Skoro mu zależy – to postoi. W końcu 5 czy 10 minut nikogo jeszcze nie zbawiło.

Niech podniesie rękę ten, kto nie był kiedykolwiek potraktowany w sposób podobny do Sylwestra Wardęgi. Różnica jest jednak taka, że opisanie swojego niezadowolenia czy nawet frustracji na facebookowym profilu firmy pozostaje raczej niezauważona. Sylwester Wardęga może jednak pochwalić się sporymi zasięgami i chcąc czy nie chcąc, taka opinia nie pozostaje bez odzewu. Przyznajcie sami – ile z Waszych uwag na profilach marki zostało skomentowanych przez jej prezesa?

Oczywiście reakcję prezesa można opisać jednym słowem – wzorowa. Nie ma zbędnego tłumaczenia ani wodolejstwa. Zamiast tego konkretne posypanie głowy popiołem i zaproszenie do działania. Ciekawe, czy główny zainteresowany da bankowi drugą szansę. Mówi się, że pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz.