1. Bezprawnik -
  2. Moto -
  3. Żużlowiec w śpiączce farmakologicznej, a internet już wie lepiej. Przestańmy pouczać innych, co mają uprawiać i oglądać

Żużlowiec w śpiączce farmakologicznej, a internet już wie lepiej. Przestańmy pouczać innych, co mają uprawiać i oglądać

Po dramatycznym wypadku na stadionie żużlowym w Gnieźnie w niedzielę w internecie jak grzyby po deszczu wyrośli sportowi eksperci. Wspaniale czują się w roli moralizatorów i patrzą z wyższością na innych, którzy interesują się tym „okropnym żużlem".

Jakub Bilski13.05.2026 15:56
Moto

Eksperci od wszystkiego zabierają głos

W niedzielę 10 maja podczas meczu Krajowej Ligi Żużlowej między Startem Gniezno a Śląskiem Świętochłowice, w 12. biegu Patryk Budniak i Leon Szlegiel sczepili się motocyklami, uderzyli w bandę, a pierwszy z nich wyleciał poza tor. Na stadionie wylądował śmigłowiec LPR, zawodnik trafił do szpitala, jest w śpiączce farmakologicznej, w ciężkim stanie, z licznymi urazami.

To są fakty. Drastyczne obrazki, trudne do oglądania, działające na emocje. I właśnie dlatego rozmowa, która zaczyna się po takim wydarzeniu, bardzo szybko przestaje być rozmową o bezpieczeństwie, a zaczyna być przesłuchaniem całej dyscypliny. To nie są żadne dyskusje o tym, czy banda była wystarczająca, czy tory żużlowe powinny mieć lepsze zabezpieczenia, co można poprawić, jakie standardy wprowadzić. Nie, jest inne, absurdalne pytanie – „po co nam żużel?", „co trzeba mieć w głowie, żeby jeździć na żużlu?". Pytają oczywiście osoby, które usłyszały o dyscyplinie maksymalnie piąty raz w życiu.

Nie ma bezpiecznych sportów wyczynowych

Sport wyczynowy ma to do siebie, że my, zwykli śmiertelnicy, nigdy nie zrozumiemy, co mają w głowie ludzie pędzący 100 km/h na motorze bez hamulców. To samo dotyczy skoczków narciarskich latających po 200 metrów i więcej. Nie inaczej jest z kierowcami Formuły 1 pędzącymi 300 km/h na prostych. Podobny zarzut można wystosować w stronę narciarzy alpejskich czy skoczków spadochronowych. Niebezpieczeństwo w sporcie jest zawsze – owszem, są sporty mniej lub bardziej ryzykowne.

Ryzyko istnieje jednak wszędzie – nawet w polu karnym na boisku piłki nożnej, na korcie tenisowym, parkiecie NBA czy stadionie lekkoatletycznym. Ryzyko w sport zawodowy jest wpisane zawsze. Nawet jeśli nie jest wpisane bezpośrednio w kontuzje, to tak poważne kwestie jak kwestie kardiologiczne – z zawałami serca włącznie.

To wybór dorosłego człowieka

Nikt nie neguje ryzyka i niebezpieczeństwa. Trzeba zaakceptować, że tak było, jest i będzie. Nie romantyzować, nie udawać, że tego nie ma, ale też nie robić z dorosłego człowieka kogoś, komu należy odebrać prawo do wyboru tylko dlatego, że nam ten wybór wydaje się nierozsądny.

Tak, żużel jest niebezpieczny. To nie jest kontrowersyjna teza, tylko opis rzeczywistości. Motocykl bez hamulców, krótki tor, kontaktowa walka na łuku, prędkość, bandy, ułamki sekund na reakcję. Ten sport ma w sobie coś pierwotnego i brutalnego. Ale z samego faktu, że coś jest niebezpieczne, nie wynika jeszcze, że jest głupie, niemoralne albo powinno zostać wypchnięte poza granice akceptowalnej rozrywki. Prawo zresztą doskonale to rozumie – nieprzypadkowo wypracowano koncepcję ryzyka sportowego, która wyłącza bezprawność czynu nawet wtedy, gdy w trakcie rywalizacji dochodzi do urazu.

Nie popadajmy w absurdy

Jeśli chcemy być naprawdę konsekwentni i usuwać z życia wszystko, co wiąże się z ryzykiem, przestalibyśmy robić wiele rzeczy. Jak wcześniej wspomniałem, sport wyczynowy z definicji nie jest zdrowy. Piłkarze zrywają więzadła, bokserzy ryzykują urazy neurologiczne, siatkarze niszczą kolana i barki.

Owszem, wypadki żużlowe wyglądają groźniej. Ale czy to powód, aby dawać się ponosić emocjom? Odruch nie jest sam w sobie argumentem. Jest coś ciekawego w tym, że najwięcej żądań wprowadzania regulacji i interwencji pojawia się po pojedynczych, rzadkich zdarzeniach. Film z wypadku obiega internet, ludzie oglądają go kilka razy, komentujący napędzają spiralę paniki i grozy, pisząc, że to wszystko przerażające i należy z tym skończyć.

Panuje wtedy błędne przekonanie, że skoro wszyscy o tym mówią, to problem musi być powszechny i narastający. To nic innego jak złudzenie. Nie oznacza to oczywiście, że problemu nie ma – emocja po wypadku jest po prostu złym momentem na szukanie rozwiązań. Zresztą widzieliśmy już, dokąd prowadzi taka logika w innych dyscyplinach – choćby wtedy, gdy w Poznaniu zamykają tor samochodowy, bo komuś przeszkadza hałas, choć obiekt powstał na długo przed sąsiednią zabudową.

Żużel jest coraz bezpieczniejszy

Polska Wikipedia podaje listę 341 zawodników zmarłych wskutek obrażeń na torze w historii sportu żużlowego, obejmującej ponad sto lat i różne odmiany tej dyscypliny. Tak, to nadal 341 tragedii, a nie „tylko 341 przypadków". Ale ta liczba mówi coś jeszcze – żużel ewoluuje.

To nie jest sport, który mówi „ryzyko to część tego sportu, więc nie róbmy nic". Bezpieczeństwo rośnie, sprzęt się zmienia, tory się zmieniają, procedury medyczne są inne niż w czasach, gdy dyscyplina dopiero raczkowała. Daleko szukać – kiedyś dmuchane bandy nie były czymś często spotykanym, bardzo często był to zwykły płot, a kiedyś… nawet jego brak. Po prostu można było wlecieć motorem w publiczność. Ciekawe czasy to musiały być.

Spójrzmy na te smutne statystyki od 2000 roku – 23 ofiary. Po 2010 na szczęście tylko 10. Wiem, nie zabrzmi to dobrze, bo to nadal tragedie, ale idziemy w lepszym kierunku.

Argumentacja puka w dno od spodu

Ryzyko jednak pozostanie zawsze. Czy można jednak coś zrobić, aby żużel był bezpieczniejszy? Na pewno można. Czy fani czarnego sportu to negują? Nie. Czy trzeba o tym rozmawiać? Oczywiście, ale z poważnymi ludźmi, a nie „ekspertami" próbującymi zwrócić na siebie uwagę.

Ktoś nie rozumie żużla, więc uznaje, że żużel nie ma sensu. A bo to jeżdżenie w kółko, jakieś motory, cały czas to samo. Do tego jeszcze argument, że w sumie to tylko w Polsce ta dyscyplina jakoś się trzyma, więc można ją zaorać. Tym samym językiem można zniszczyć każdy sport czy rozrywkę. Z szachami włącznie, bo… przemoc wobec zwierząt – z przymrużeniem oka.

W wolnym społeczeństwie nie wszystko, co komuś wydaje się głupie, powinno być od razu wypychane poza nawias. Nie lubisz żużla? Nie oglądaj. Uważasz, że to bezsensowne jeżdżenie w kółko? Masz do tego pełne prawo. Ale nie wchodź innym ludziom do głów i nie decyduj, co mają lubić, czym mają się interesować, jak spędzać czas wolny czy pracować. Póki nie krzywdzą innych, oczywiście. To zresztą szersza zasada – tak samo dorosły człowiek może uznać, że jazda bez kasku na rowerze to jego sprawa, choć każdy lekarz powie mu, że to głupota.

Żużlowcy to świadomi ludzie

Dorosły zawodnik wie, czym jest żużel. Wie, że motocykl nie ma hamulców. Wie, że jedzie przy bandzie. Wie, że kontakt z rywalem może skończyć się tragicznie. To nie są ludzie wciągnięci podstępem do nieznanej aktywności. Można się z ich wyborem życiowym nie utożsamiać, ale nie ma powodu, aby traktować ich jak dzieci, którym trzeba zabrać zabawki, bo ktoś z internetu tak uznał.

To samo dotyczy kibiców. Kibic żużla nie idzie na stadion po to, żeby oglądać wypadki. To tak, jakby powiedzieć, że fan boksu czeka wyłącznie na uszkodzenie mózgu zawodnika, a kibic Formuły 1 na kraksę, pożar bolidu czy cokolwiek jeszcze nam przyjdzie do głowy.

Na tym polega wolność

Bo cudza wolność bardzo często polega właśnie na tym, że inni wybierają rzeczy, których my byśmy nie wybrali. Jeden człowiek chce jeździć na żużlu. Drugi chce wspinać się w górach. Trzeci biega ultramaratony, a czwarty ryzykuje wypadek na stoku narciarskim. Łączy ich jedno – wszyscy ryzykują życiem i zdrowiem.

Granica jest gdzie indziej: tam, gdzie ryzyko przerzuca się na osoby trzecie. Jeśli stadion zagraża kibicom – trzeba coś z tym zrobić. Jeśli zabezpieczenia są niewystarczające – trzeba je poprawić. Jeśli ktoś oszczędza na bezpieczeństwie – powinien ponieść konsekwencje. To nie argument przeciwko, a argument za bezpieczniejszym sportem.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi