Można założyć bloga o swoim życiu, a następnie wszystko wrzucać w koszty. Fiskus jednak nie jest naiwny

Finanse Firma Podatki dołącz do dyskusji (65) 12.09.2019
Można założyć bloga o swoim życiu, a następnie wszystko wrzucać w koszty. Fiskus jednak nie jest naiwny

Udostępnij

Edyta Wara-Wąsowska

Jeszcze kilka lat temu założenie bloga o swoim życiu było postrzegane jako genialny pomysł na wrzucenie w koszty firmowe… właściwie wszystkiego. W ten sposób można byłoby zaoszczędzić mnóstwo pieniędzy, a w dodatku jeszcze zarabiać (m.in. na współpracy z reklamodawcami). Czy faktycznie jest to metoda na łatwy i przyjemny zarobek, w dodatku w zgodzie z fiskusem?

Założenie bloga o swoim życiu jako pomysł na przechytrzenie fiskusa?

Jeszcze kilka lat temu założenie bloga (powiedzmy, lifestyle’owego), miało być równoznaczne z możliwością wliczenia w koszty uzyskania przychodu wielu wydatków. I zresztą było, bo fiskus faktycznie zgadzał się z tym, że np. wydatki na podróże, restauracje czy stylizacje można wrzucić w koszty firmowe. Ba – nawet wydatki na kosmetyki. Warunek był taki, że wszystko musi być na blogu opisane. To z kolei pomagało (i nadal zresztą pomaga) pozyskać reklamodawców, czyli – zarabiać na całym przedsięwzięciu. Osiąganie przychodów natomiast (lub działania zmierzające do ich utrzymania) pozwala na wrzucanie wydatków w koszty firmowe.

Tyle, że to było kilka lat temu. Obecnie fiskus nie jest już taki skory do zaliczania każdego wydatku proponowanego przez przedsiębiorcę jako koszt uzyskania przychodu.

Fiskus baczniej obserwuje blogerów i youtuberów

Fiskus najwidoczniej jednak bardzo szybko zrozumiał, że pozwalanie blogerom na wliczanie całego szeregu wydatków w koszty firmowe jest przez wiele osób po prostu nadużywane. Nagle okazało się, że wiele wydatków ma również charakter prywatny, osobisty, a nie wyłącznie „zawodowy”. W przypadku wielu blogerów jest to bardzo trudne do rozgraniczenia. Załóżmy na przykład, że bloger (a coraz częściej po prostu: influencer) zostaje ambasadorem danej marki, np. Samsunga czy Huawei. Logiczne jest, że jako ambasador powinien używać telefonu zawsze wtedy, gdy np. na oficjalnym wydarzeniu marki itd. Używanie telefonu w takich sytuacjach z jednej strony może być zobowiązaniem zapisanym w umowie. Z drugiej – przecież bloger jednocześnie używa telefonu do celów prywatnych, takich jak rozmowa z kimś czy przejrzenie mediów społecznościowych.

Całkiem niedawno okazało się zresztą, że fiskus uniemożliwia np. zaliczenie wydatków poniesionych na tzw. unboxing do kosztów firmowych (pisałam o tym w tekście „Film o charakterze recenzji to „osobiste spostrzeżenia blogera”, więc niemożliwe jest wliczenie poniesionych wydatków w koszty firmowe„).

Fiskus zresztą poszedł o krok dalej i stwierdził również, że to, czym bloger dzieli się ze swoimi czytelnikami na blogu, jest jego „osobistymi spostrzeżeniami” i nie przyczynia się do powstania przychodu. Z czego wynika już, że to, co jeszcze trzy lata temu dla fiskusa było oczywiste, dziś już nie jest. Nie można mieć też wątpliwości, że obecny trend jest raczej taki, że jeśli fiskus będzie mógł zakwestionować jakieś wydatki jakiegokolwiek przedsiębiorcy, to po prostu to zrobi.

Fiskus nie nadąża za postępem technologicznym, co jest złą wiadomością dla przedsiębiorców. Wszystkich

Obecnie można zatem stwierdzić, że założenie bloga na pewno nie będzie w oczach fiskusa usprawiedliwiać wielu wydatków. I to nawet, jeżeli blog będzie przynosić zyski i będzie prowadzony regularnie. To na pewno nie jest z kolei dobra wiadomość dla tych, którzy zamierzają otworzyć jakikolwiek e-biznes. Osoby te mogą spodziewać się, że w ich przypadku fiskus będzie podejrzliwie odnosił się do wliczania niektórych wydatków w koszty firmowe. Postęp technologiczny nie idzie bowiem w parze z interpretacją istniejących przepisów i tworzeniem innych, bardziej odpowiadających rzeczywistości.