Gdybym za sprawą czarodziejskiej różdżki mogła zmienić jedną, ale tylko jedną rzecz w polskim prawie… Wybór początkowo nie wydawał się prosty, ale chyba już wiem. 

Jednego byłam pewna – korzystając ze swojej supermocy, powinnam wprowadzić regulację, która możliwie kompleksowo odmieni kraj na lepsze. Najpierw myślałam o likwidowaniu rozmaitych absurdów, przyciśnięciu do odpowiedzialności urzędników, upraszczaniu procedur odnośnie prowadzenia firmy. Ale tutaj skuteczność zmian byłaby marginalna, na dodatek często bezsensowna, ponieważ i tak musiałoby się skończyć na szerokich regulacjach. A te pewnie wykraczałby poza mój niecodzienny dar, no i nadal nie mogłabym być pewna ostatecznego efektu.

I wtedy wymyśliłam. Mając tak ograniczoną, ale potężną moc, nie ma się co siłować z przepisami. Trzeba zmienić tych, którzy to prawo tworzą, a najlepiej zmienić… suwerena. Niekoniecznie personalnie, choć środowiska zachodniej Europy zdają się to robić. Zaczęłabym od zmiany mentalności. Dlatego gdybym mogła zmienić jedną rzecz w polskim prawie

pracodawcy wypłacaliby pracownikowi pensję brutto

Nie zmieniałabym nawet promila w obecnych stawkach, niczego bym nie obniżała, cięła, upraszczała – jedyna zmiana dotyczyłaby osoby płatnika.

I to na pracowniku spoczywałby obowiązek zapłaty podatku, a także opłacenia sobie ZUS-owskich składek. Oczywiście do jego rąk trafiałoby całe umówione wynagrodzenie, ale to on by nim dysponował. Coś mi podpowiada, że w ciągu 3 lat dokonałaby nam się prawdziwa społeczna rewolucja, a o prymat w polskim Parlamencie biliby się Janusz Korwin-Mikke z Ryszardem Petru licytując na to kto jest bardziej wolnorynkowy.

No bo jak to tak? „Ćwierć pensji mam płacić na jakiś tam ZUS?! Przecież w mojej przychodni na USG najbliżej mogę liczyć za półtora roku, nigdy w życiu nie byłem u publicznego dentysty czy okulisty! Jeszcze dorzucają mi jakiś podatek bankowy i podatek obrotowy, że niby trzeba inwestować w dzieci, to po jaką cholerę co miesiąc zabierają mi moją krwawicę?!”

„Zaraz, zaraz, to 5 lat studiów wyższych, 4 kolejne na doktoracie, specjalizacja zawodowa, wstaje codziennie o 7.00 rano i jeszcze do 23.00 zdarza mi się siedzieć w biurze i ja mam za to jeszcze płacić jakiś podatek dochodowy? A jak rok temu w końcu dostałem podwyżkę to w ramach uznania od Państwa mam im przelewać 300 złotych haraczu więcej?!”

Oj, zmieniłaby się perspektywa. Szczególnie jestem ciekawa postawy tych wszystkich, którzy przez Państwo czują się porzuceni, a społeczeństwu zarzucają, że jest niesprawiedliwe. Kiedy co miesiąc niemal połowę tego co zarobili, mieliby oddawać na świadczenia, których niekoniecznie są beneficjentami. Czy charyzmatyczny brodacz z Partii Razem nadal wykonywałby takie przelewy do instytucji państwowych z uśmiechem na ustach. Kto wie, może nawet dorzucałby coś od siebie?

Szybko pojawiłyby się głosy na temat tego, że może jednak lepiej zostawić te pieniądze w portfelu, bo przecież sami wydamy je lepiej. Może nawet niektórzy by zrozumieli po co jest Państwo, że wcale nie po to, żeby nas utrzymywać i że wcale nie wszystko nam się od niego należy, a że jak całe życie siedzisz na tyłku oglądając Barwy Szczęścia, to nawet powinieneś jakoś się temu społeczeństwu rewanżować za to, że korzystasz z naszych dróg, naszych chodników czy naszej policji.

Zmienić w prawie tylko jedną rzecz…

A jakby się z takiej zmiany ucieszyli pracodawcy, zamiast liczyć te wszystkie stawki, ryczałty, faktury i podatki po godzinach w obawie, że pomyłka o kilka groszy usadzi im w razie kontroli firmę na długie miesiące doprowadzając w rezultacie do jej bankructwa. Widzę już oczyma wyobraźni tańczących ze szczęścia przedsiębiorców, którzy wiele lat się przygotowywali do tego, by mieć takie kompetencje i możliwość, teraz każdego dnia ryzykują ogromne pieniądze, by zatrudniać ludzi, a o których wielu polityków potrafi mówić tylko w charakterze drobnych cwaniaczków czy wręcz kryminalistów.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

I to by była dobra zmiana. Oczywiście dalej najgłośniej krzyczeliby ci, co podatku i składek nie płacą wcale. Tylko, że wtedy zostaliby zakrzyczani przez 95% społeczeństwa, które wreszcie by zrozumiało, że ich praca kosztuje, a ogromną dolę od niej – często zupełnie sobie na to nie zasługując – pobiera Państwo, w dużej mierze wydaje je na bzdury, a resztę marnuje.