ACTA 2: Już od 10 dni pani Agnieszka Burzyńska nie chce wyjaśnić jak Google i Facebook karmią się jej artykułami

Technologie dołącz do dyskusji (190) 05.04.2019
ACTA 2: Już od 10 dni pani Agnieszka Burzyńska nie chce wyjaśnić jak Google i Facebook karmią się jej artykułami

Jakub Kralka

Pani Agnieszka Burzyńska to dziennikarka, którą zapewne kojarzy część internautów i czytelników prasy codziennej. Niegdyś związana z Wprost i RMF FM, obecnie czołowa twarz Faktu (Ringier Axel Springer Polska), goszcząca też regularnie w programach wideo np. Onetu (również Ringier Axel Springer Polska).

Jak zapewne wiecie, jestem przeciwnikiem dyrektywy w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym (w Polsce, błędnie, przyjęło się określać ją mianem ACTA 2). W moim odczuciu jest to leczenie grypy chemioterapią. Pod pretekstem walki o ochronę praw twórców, które faktycznie często są naruszane, wprowadza się rozwiązania wymierzone głównie w amerykańskich gigantów technologicznych oraz media niezależne od wielkich wydawnictw, które w ostatnich latach były beneficjentami np. mechanizmów Google czy Facebooka (blogerzy, instagramerzy, youtuberzy itd.).

Prym w tej walce wiodły zachodnie wydawnictwa prasy, na lobbing wydano spore pieniądze, pokrzywdzonych artystów hurtem zwożono do Strasburga, gazety w rozpaczliwych apelach drukowały puste okładki, a w tle politycy dobijali nawet targów typu ACTA 2 za Nord Stream 2. Niezły wysiłek jak na dyrektywkę o prawie autorskim, którym na co dzień – umówmy się – nikt z rządzących się za specjalnie nie przejmuje. Co innego dyrektywa o wielkim medialnym biznesie.

Agnieszka Burzyńska i stare media a ACTA 2

Generalnie media podzieliły się na dwie grupy. Pierwsze, należąca do dużych wydawców prasy, stanowczo zaangażowały się w walkę o ACTA 2, argumentując tym, że prawa autorskie i pokrewne dziennikarzy nie były dotąd w sieci dostatecznie szanowane. Próby dyskutowania i doprecyzowywania o tym w jaki dokładnie sposób, co szło nie tak, wykazywały moim zdaniem niepokojącą tendencję: dziennikarze nie wiedzą skąd się bierze ruch w internecie. Nie potrafią go budować, są beneficjentami tego co wrzuci im staż, renoma i budżet wielkiego wydawnictwa, ale samodzielnie na współczesnym rynku medialnym nie przetrwaliby kwartału.

Druga grupa zagorzałych przeciwników ACTA 2 to na ogół osoby, w stosunku do których dyskusyjne jest w ogóle określenie „dziennikarze” (choć nie zawsze). Natomiast są mistrzami budowania ruchu w sieci. Doskonale rozumieją mechanizmy internetu. Wiedzą jak napisać tekst, o czym powinien być, jaki dać mu tytuł pod wyszukiwarkę internetową, a jaki pod Facebooka.

Moim zdaniem dziennikarze starej daty nie zdali społecznego egzaminu i z medialnej frustracji wybrali takie 500+ dla prasy, czyli kuszeni wizją dodatkowej gotówki kompletnie przestali zważać na konsekwencję. Świadomie lub mniej świadomie opowiadali się za inicjatywą popierającą oligarchizację mediów, jednocześnie na wielu płaszczyznach wykazując, że nie rozumieją ich współczesnych (sieciowych) mechanizmów.

Na przykład pani Agnieszka Burzyńska na swoim koncie w serwisie Twitter zamieściła 10 dni temu tweeta o takiej oto treści:

Piszę artykuł. Mój pracodawca za to płaci. Giganci jak Google czy Facebook karmią się tymi treściami za darmo. Ilu dziennikarzy zatrudnia Google?

Analogia pani redaktor jest oczywiście kompletnie nietrafiona. Próbowałem zresztą jeszcze w marcu dociec co Agnieszka Burzyńska rozumie przez to, że Google i Facebook „karmią się jej treściami za darmo”. Niestety nie uzyskałem odpowiedzi. Internauci wobec tego ciągu myślowego pozostawali raczej krytyczni:

Karmienie się treściami przez Google i Facebooka jest mitem często powtarzanym w tej debacie przez dziennikarzy z wielkich wydawnictw prasowych, ale brak tutaj jakiegoś zauważalnego ciągu logicznego, skoro Google i Facebook tych treści przecież u siebie nie publikują, a jedynie publikują odesłania do witryn je zawierających. Każda witryna w sieci zabiega o jak najlepszą ekspozycję w Google i Facebooku, a akurat większość wydawnictw opowiadających się za ACTA 2 zabiega szczególnie.

Idąc tropem rozumowania redaktor Burzyńskiej taka np. książka telefoniczna… Albo nie, pozostańmy w realiach branżowych. Właśnie skończyłem produkować serial telewizyjny, a TVN zapłaci mi za jego emisję. Giganci jak TeleTydzień czy Tele Świat karmią się tymi treściami za darmo. Ilu producentów telewizyjnych zatrudnia TeleTydzień? Co dalej, nowe opłaty reprograficzne dla Apple, bo na ich telefonach i komputerach czytamy wydawnictwa Axel Springer w sieci?

Google News jak TeleTydzień

Nie ma to sensu, prawda? Tyle, że właśnie w ten sposób działają usługi wyszukiwarki Google, Facebooka czy Google News. Jedyne czego możemy się z nich dowiedzieć, to że strona x zamieściła artykuł o takim nagłówku, a po kliknięciu przenosimy się do tej strony.

Pani Burzyńska rzuciła sobie taką chyba niezbyt celną refleksją. W końcu Google nie tylko trudno zarzucić, że sobie za darmo korzysta z Faktu, ale to raczej Faktowi można zarzucać, że jego artykuły i inne podstrony w nieprzyzwoitym stopniu optymalizowane są tak, by jak najczęściej wyświetlać się w Google.

Dwukrotnie próbowałem ustalić co redaktor Burzyńska rozumie przez karmienie się treściami za darmo przez Google i Facebooka. Za pierwszym razem nie dostałem odpowiedzi, za drugim razem nie tylko nie dostałem odpowiedzi, ale straciłem też możliwość dalszego obserwowania redaktor Burzyńskiej na twitterze (tzw. ban).

I właśnie takiej rzeczywistości boję się po wejściu w życie ACTA 2. Wielkie wydawnictwa rękami dziennikarzy będą sobie kreślić swoją wizję świata (a jakie to są wizje świata, to wystarczy pójść do kiosku, na ogół dwie różne w odwiecznej świętej wojnie przeciwko sobie), a dźwięk polemiki nie będzie słyszalny. Dziś to poczucie wolności dają nam w internecie amerykańscy giganci, pełni zresztą swoich własnych wad, z Facebookiem i Google na czele. Jeśli chcemy ustawowo przymusić ich do oddawania nam swoich pieniędzy („bez wątpienia stać je na to, by dzielić się pieniędzmi z europejskimi twórcami treści” jak argumentował swoje poparcie dla dyrektywy jeden z dziennikarzy wiodących mediów ekonomicznych – logiczne, jak stać, niech płacą), to z przyzwoitości wypadałoby nie wycierać sobie buzi prawem autorskim.

190 odpowiedzi na “ACTA 2: Już od 10 dni pani Agnieszka Burzyńska nie chce wyjaśnić jak Google i Facebook karmią się jej artykułami”

  1. Z drugiej strony komunikować się z dziennikarzem Faktu czy innej fejkniusiarni to raczej przegrana sprawa. Brakowało jakiegoś forum na którym obie strony mogłyby ze sobą porozmawiać, tylko że stronie która reprezentuje średniowiecze na tym nie zależało. Trzeba powtarzać te same głupoty non stop a oponenta nie dopuszczać do głosu.

    • Tylko że ich rozmowa nie obchodzi. Zachowują się jak fanatycy zapatrzeni w jakiś mit.

      Oczywiście są wyjątki, ale…

  2. Ta Burzyńska to wielka obrończyni rzekomego prawa autorskiego wycelowanego w Google, a pracuje w korporacji, która na potęgę korzysta z ich mechanizmów.. No hipokryzja na poziomie olimpijskich. A merytoryczne zapytanie i prośba o wyjaśnienie kończy się banem, bo się nie ma bladego pojęcia co odpowiedzieć? Nie chce czytać takich jednostek.
    I tak na koniec, to nie wyobrażam sobie świata bez Google, za to bez Onetu i Faktu jak najbardziej.

    • Świat bez Google jest możliwy, poprawić algorytmy i masz kilka innych wyszukiwarek. Na inne usługi też są alternatywy. Inna kwestia, że to by tej wojny nie przerwali bo wyszukiwarki… Są od wyszukiwania treści…

      • Ale jaki problem umieścić plik robots.txt i już strona się nie indeksuje w Google, ani w Yahoo, ani w DuckDuckGo itd.

        Zrozum, im nie chodzi o to że „złe Google nas zaindeksowało”, im chodzi o to, że Google ma im płacić za to że łaskawie mają stronę www – która często ma dodatkowo płatne materiały, zarabiają na reklamach i materiałach sponsorowanych. Chęć zbierania nienależnego szmalu jest uber-wielka.

        • Sorki, dopiero teraz przeczytałem ten komentarz.
          Ale jak pisałeś, skończy się na tym, że dostaną czego chcą, brak indeksowania. A Google i reszta dalej będą robić co robiły ale na wyraźną prośbę.. Czyli płatna umowa, albo… Zwykły formularz ze zgodą.

  3. Ciekawe ile Jej tekstów jest „reprodukcją” cudzych i co zrobi jak ktoś upomni się o to co mu ACTA2 daje.
    na razie to Fakt jej płaci za tego typu bzdury, ale ciekawe czy stanie za panią redaktor jak przyjdzie pozew

    • Według dyrektywy Fakt będzie odpowiadał za jej naruszenia i jeśli nie dołoży wszelkich starań by je wyeliminować zanim się pojawią to może być zaorany. Jeśli dobrze się zaimplementuje dyrektywę to ten miecz może nawet nie być obosieczny tylko ugrzęznąć w pewnej części ciała koncernów medialnych na stałe.

  4. Znowu jojczenie na acta 2 :)
    Weźcie się przenieście na wschód, tam na pewno będzie wam lepiej – wszak kto tam patrzy na acta jakieś :D

    • A u was biją murzynów !

      Ze względu na to,że Związku Sowieckiego nie ma – przenieś się proszę do Korei Północnej albo do Wenezueli.Ewentualnie na Kubę.Wraz z resztą „towarzyszy”…

  5. Tak się zastanawiam czy nie zadziała tu wszystko odwrotnie od zamierzeń. O co mi chodzi. Wielkie wydawnictwa będą bardzo pilnowały aby nikt nie linkował i nie udostępniał ich treści. Jak same mówią, nie będą karmiły wielkich amerykańskich koncernów cyfrowych treściami. Ale przecież nikt nie pozwoli aby kanały wiadomości były puste! Niezależni dziennikarze, platformy blogowe będąc właścicielami swoich treści mogą zadbać o szerokie udostępnianie tych treści. Facebook czy Google chcąc zapełnić lukę będzie puchł od tych treści i siłą rzeczy je promował. Reklamy na stronach z tymi artykułami zyskają większą oglądalność. Oznacza to większy strumień pieniędzy. Czy może się myślę? Czy mój tok rozumowania jest błędny? Dostrzegam tu także zagrożenie. Do głosu dojdą małe, nierzetelne, nieprofesjonalne platformy produkujące newsy nie sprawdzone, fakenewsy i ogólnie po sieci może się rozlać dziennikarstwo niskich lotów.

    • Fakt i onet jako przeciwwaga pełna sprawdzonych, rzetelnych artykułów, pisanych przez dziennikarzy wysokich lotów. Dobre :)

      A efekty, które przewidujesz, dostrzega każdy kto rozumie jak działa internet i wyszukiwarki. Archaiczne wydawnictwa na tym stracą, zwłaszcza jeśli amerykańscy giganci choć trochę się postarają żeby pogorszyć pozycjonowanie lub całkowicie zablokować linki do takich europejskich wydawnictw, które robią im problemy. Co nie jest przesadnie skomplikowane.

      • Tylko zastanawiam sie skoro to takie proste to o co jest wojna? Mój wpis był raczej rodzajem zapytania. Nie jestem prawnikiem, nie śledzę tego tematu aż tak wnikliwie. Ale wydaje mi się, że tu jest gdzieś drugie dno. Przecież nie byli by aż takimi idiotami? A może chcą aby to wszystko było linkowane a potem po prostu przyjdą po haracz wymierzony arbitralnie? Ale przecież wtedy dalej google czy fejsbuk może po prostu wszystkie takie portale zablokować. Tylko co wtedy jak posypią się pozwy i w konsekwencji np niekorzystne wyroki. Czyli koncerny mają zostać takimi zakładnikami, niewolnikami. Mają umożliwić linkowanie na takiej zasadzie każdemu a potem płacić za każde udostępnienie treści?

        • To wygląda tak…
          1. Stare wydawnictwo publikuje jakieś czasopismo.
          2. Szef narzeka że nie ma klientów.
          3. Reklamują się np na swojej stronie.
          4. Google indeksuje.
          5. Ruch gwałtownie wzrasta, częściowo też sprzedaż.
          6. Szef widząc link w Google wyzywa że im kradnie treść.
          7. Link znika z Google.
          8. Ruch spada gwałtownie.
          9. Szef wyzywa że to Google ukradł mu wszystkich klientów…
          Pamiętaj że piszemy o osobach które nie mają pojęcia jak to działa i skąd ludzie o nich wiedzą.

          • Punkt 7 nie jest założeniem po wejściu „acta2” – tylko pewnikiem.

            Google się dostosuje – tylko jeszcze nie wiadomo jak bardzo. Równie dobrze po skardze może zniknąć jeden link jak i cała domena albo wszystkie domeny z pod-domenami.

            Nie wykluczony jest także wielki klaps w którym cała UE znika – a kto z koncernów i firm chce w ogóle się znaleźć w wyszukiwarce… musi zapłacić ;D A dla osób prywatnych za darmo.

            I to by był piękny kop w dupe głupkom którzy głosowali za „acta2”

          • „a kto z koncernów i firm chce w ogóle się znaleźć w wyszukiwarce… musi zapłacić”
            I tak to chyba powinno wyglądać. Z jednej strony jestem temu przeciwny, ale z drugiej jak są indeksowani to wyzywają. Do tego każde konto/strona powinna mieć jakiś wpis czy chce być indeksowania, np coś w stylu „index_search=true/false”. Te dwie kwestie by chyba rozwiązały wszystkie problemy.

      • Taki przełącznik jest od początku. To deklaracja noindex w nagłówku stronu. Jakoś nie ma jej na stronach zwolenników acta2…

  6. Moim zdaniem czas „sieciowego pseudo-dziennikarstwa” powoli się kończy. Owszem, jeszcze sieciowym bajkopisarzom zostało trochę czasu, ale era paplaniny nastawionej na generację ruchu zamiast na rzetelność informacji już zamiera, a ACTA-killer jeszcze w tym pomoże. Czego prawdziwym dziennikarzom z całego serca życzę.

    • Oznaczałoby to koniec niezależnych mediów. A w samym ACTA problem jest, przez niepoprawne (na pewno przypadkiem) artykuły, które uniemożliwią używania YouTube i Google w UE. Duże media chcą upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, a najpewniej obie się przypalą.

  7. Dlaczego dziennikarz i jego praca mają być inaczej traktowani niż piosenkarze?
    Kiedy ściągasz muzę (legalnie) – płacisz.
    Kiedy słuchasz muzy ze Spotify lub innym apple music – płacisz.
    Za każdym razem twórca dostaje swoją działkę.
    I oto chodzi dziennikarzom. Dzisiaj za rozpowszechnianie ich twórczości kasują tylko wielcy, a dokładniej to dwóch wielkich, reszta się nie liczy.
    To trochę tak, jakbyśmy mieli na całym świecie tylko dwóch wydawców, którzy karmiliby nas tylko tymi treściami, które uważają za słuszne lub dające największe przychody.

    Nie zastanawia Was, że mimo całej wolności internetu to jesteśmy zamknięci w złotej klatce?
    Kto steruje wynikami wyszukiwarki?

    • No tak, a czy płacisz za przeczytanie listy przebojów? Czy magazyn muzyczny płaci za możliwość jej sporządzenia?

      Nie płacisz, nie płaci, bo to byłoby głupie. Tymczasem Google News to taka lista przebojów, nie da się czytać newsów w Google News, usługa przenosi na strony wydawców.

      Nikt nie rozpowszechnia twórczości dziennikarzy na facebooku i google news, tam się pojawia tylko link do artykułu.

      „Kto steruje wynikami wyszukiwarki?”
      Np. Axel Springer i jego serwisy, w których wkładana jest tytaniczna praca, by artykuły pojawiały się jak najwyżej w wynikach wyszukiwarki.

    • O Panie… kto steruje wynikami wyszukiwarki? Za to się płaci pieniądze aby być wysoko i to nie googlom ale zewnętrznym firmą, które stają na głowie aby wynik pojawiał się jak najwyżej. Jeśli jakiś wydawca chce być czytany to musi się o to postarać. Sprawa druga, link odsyła bezpośrednio do źródła. Nie czytasz w google tych treści tylko na stronie. To tak jak byś sprzedawał gazetę i chciał pieniędzy od sklepu w którym te gazety są za samo wystawienie tych gazet. Bez względu na to, czy ktoś tą gazetę kupi czy nie.

      • Rozumiem, że w przypadku komercyjnych zapytań, kasa steruje wynikami. A jeśli nie pytam o rower tylko sytuację gospodarczą w Nigerii? Jak powstaje lista stron z szukanymi frazami? Wyobrażam sobie sytuację, kiedy pewne strony nie są indeksowane…
        Wydawcom nie chodzi o sytuację, kiedy klikasz linka i przechodzisz na stronę artykułu. Tu sprawa jest czysta.
        A co jeśli nie ma linka, tekst jest wklejony bez podania źródła? Kto wówczas czerpie zyski z ruchu na danej stronie?

      • Dokładniej mówiąc, wynikami WYSZUKIWANIA sterują 3 mechanizmy główne
        – historia, profilowanie, geolokalizacja.
        – sam internet oraz strona – jej popularność, linkowanie do niej,
        – jakość strony (optymalizacja, mobilna wersja, https), zawartość, metatagi.
        Wszystko po trochu. Płatne pozycjonowanie o którym czasami przychodzi spam to w chwili obecnej MIT bo może wpłynąć jedynie na część drugiego punktu..

        Natomiast kasa steruje linkami sponsorowanymi w wynikach, przy wynikach, lub obok.

      • Panie Kralka,nie wiem czy oni są głupi czy zadaniowi,ale na horyzoncie kolejny debilizm – TERREG. W ramach tej regulacji będzie Pan musiał monitorować treści na Bezprawniku 24/7 bo jak się coś eurokratom nie spodoba i pan nie usunie to więzienie.

        W kolejce też obowiązkowe odciski palca do dowodu zarzadzone przez UE. Czy raczej już oficjalnie : Związek Socjalistycznych Republik Europejskich/IV Rzeszę Niemiecko-Francuską.

        Foliarstwo ? Plotę bzdury ? A chciałbym,chciałbym – tymczasem o tych pomysłach aż huczy. Odsyłam do Twittera Niemieckiej Europosłanki Julii Redy (linki disquis mi u Państwa tradycyjnie wycina)

  8. Za pierwszym razem nie dostałem odpowiedzi, za drugim razem nie tylko nie dostałem odpowiedzi, ale straciłem też możliwość dalszego obserwowania redaktor Burzyńskiej na twitterze (tzw. ban).

    O jak PSZYKRO. Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Ja mam bana na TT od Kralki i – automatycznie – od Bezprawnika. Zabawne xD

    • Nie mam problemu z banowaniem na twitterze, sam sobie odsiewam interesujących użytkowników od mniej i banuję nawet osoby, które nie wiedza o moim istnieniu (żeby przypadkiem się nie dowiedziały). Odbieram to natomiast jako kapitulację w dyskusji.

      • to wkleję dwa razy mój komentarz, bo ginie:

        to ja odpowiem a
        przynajmniej się postaram, by nie było, ze autorowi nikt nie odpowie „Na
        początku zaznaczę: dyrektywa nie wprowadza opłat za linki, linkowanie
        jest wyłączone z dyrektywy, linki nie są przedmiotem prawa autorskiego,
        po implementowaniu dyrektywy będzie można linkować dowolnie.
        To,
        że GAFA już jest bardziej cywilizowana to efekt nacisków, właścicieli
        praw. Dyrektywa zaś wyrównuje siły w internecie, znosi przewagę
        platform, którą dawała im zasada „braku odpowiedzialności”.
        Problem
        jest taki, że nie każdy użytkownik internetu linkuje, wielu robi zrzuty
        z ekranu, zdjęcia, skany tekstów w gazecie i udostępnia publicznie w
        internecie. Wielu użytkowników internetu nie wie co to cytat i po prostu
        metodą kopiuj/wklej rozpowszechnia
        teksty/zdjęcia/infografiki/publikacje prasowe. Google/FB monetyzuje
        ruch, który jest skutkiem tych publikacji i każdy właściciel platformy
        udostępniania treści online powinien podzielić sie tymi pieniędzmi.
        Dyrektywa nie zmienia zasad prawa autorskiego, uszczelnia wyłącznie jego
        egzekwowanie w sieci. Kto chce zarabiać na cudzej pracy, powinien
        wykupić licencje (tylko tyle)
        Musimy nauczyć się
        cytować, korzystać z dozwolonego użytku. Częściej wciskać „udostępnij”
        „podaj dalej”, a nie „kopiuj/wklej” Pamiętajmy prawo cytatu wiąże się z
        podaniem imienia i nazwiska autora cytowanego utworu. Panie Kubo zna pan
        jakieś memy z oznaczonymi autorami fotografii? Musimy nauczyć się być
        fair w internecie.
        Oburzające jest zdanie o
        dziennikarzach tradycyjnych mediów „są beneficjentami tego co wrzuci im
        staż, renoma i budżet wielkiego wydawnictwa, ale samodzielnie na
        współczesnym rynku medialnym nie przetrwaliby kwartału.” Czy pan
        pracował, choć chwilę kiedyś w redakcji profesjonalnej. Rozglądał się
        pan? Dziennikarzom nie płaci się pokazywanie tyłka w lustrze, tego co
        jedzą, tworzenie chwytliwych fejkniusów lub bredzenie od rzeczy, czy
        kontrowersyjnie. Choć już wielu wydawców podchwyciło to ściganie się z
        nowymi mediami, pauperyzacja zawodu dziennikarskiego postępuje i dla
        dobra nas wszystkich powinniśmy powstrzymać to odmóżdżanie.
        Dziennikarzom płci się za zbieranie informacji, sprawdzanie informacji,
        redagowanie i pisanie w zrozumiały sposób, poprawnym językiem. To jest
        czasochłonne (nie da się tego zrobię dwoma kliknięciami) i kosztowne. To
        fotoreporterzy w mrozie, deszczu, skwarze i po wielogodzinnym
        oczekiwaniu robią zdjęcia, które przetwarzane, robią ruch w internecie,
        na którym zarabiają platformy internetowe. Dlaczego maja nie mieć za co
        kupić sobie aparatu, obiadu i nie spłacić kredytów? Nie mogę już czytać
        tych bzdur o biednych blogerach, którym wytną materiały z internetu.
        Czyli co, ci co tak piszą informują mnie, że większość tych
        blogerów/youtuberów robiących zasięgi, kradnie pracę profesjonalistów,
        nie umieją iść do archiwum, na ulicę? nie umieją cytować? Znam kilku
        dziennikarzy, którzy zrobili ważny wywiad (Magdalena Rigamonti),
        napisali ważny reportaż (Katarzyna Włodkowska), przeprowadzili
        dziennikarskie śledztwo (Karolina Baca- Pogorzelska), wszystkich z
        mediów tradycyjnych. Nie znam takich sukcesów nowych mediów, ale może
        Pan Panie Kubo mnie oświeci? Broni pan kopiowania? kto będzie pisał
        oryginały do kopiowania, jak już wyślemy profesjonalistów do innych
        zawodów. Naprawdę dziennikarstwo reklamowe to gwarancje wolności mediów i
        wolności wypowiedzi?

  9. Doszliśmy do patologii kiedy to wydawnictwa ZA DARMO korzystają z promocji i jeszcze śmią za to żądać zapłaty. To jakby firma produkująca proszek do prania żądała zapłaty od TVN za możliwość zamieszczenia reklamy owego proszku…
    Oczywiście jakby wybrać polityków, którzy byli by konsekwentni w dążeniu do spacyfikowania tej dyrektywy to w jej myśl da się wybić żeby wielkim koncernom medialnym i dziennikarzom na ich usługach, a panu Guntherowi Oettignerowi te żeby wepchnąć w odbyt. Trzeba jednak samozaparcia i inteligencji.

  10. Na początku zaznaczę: dyrektywa nie wprowadza opłat za linki, linkowanie jest wyłączone z dyrektywy, linki nie są przedmiotem prawa autorskiego, po implementowaniu dyrektywy będzie można linkować dowolnie.

    To, że GAFA już jest bardziej cywilizowana to efekt nacisków, właścicieli praw. Dyrektywa zaś wyrównuje siły w internecie, znosi przewagę platform, którą dawała im zasada „braku odpowiedzialności”.

    Problem jest taki, że nie każdy użytkownik internetu linkuje, wielu robi zrzuty z ekranu, zdjęcia, skany tekstów w gazecie i udostępnia publicznie w internecie. Wielu użytkowników internetu nie wie co to cytat i po prostu metodą kopiuj/wklej rozpowszechnia teksty/zdjęcia/infografiki/publikacje prasowe. Google/FB monetyzuje ruch, który jest skutkiem tych publikacji i każdy właściciel platformy udostępniania treści online powinien podzielić sie tymi pieniędzmi. Dyrektywa nie zmienia zasad prawa autorskiego, uszczelnia wyłącznie jego egzekwowanie w sieci. Kto chce zarabiać na cudzej pracy, powinien wykupić licencje (tylko tyle)

    Musimy nauczyć się cytować, korzystać z dozwolonego użytku. Częściej wciskać „udostępnij” „podaj dalej”, a nie „kopiuj/wklej” Pamiętajmy prawo cytatu wiąże się z podaniem imienia i nazwiska autora cytowanego utworu. Panie Kubo zna pan jakieś memy z oznaczonymi autorami fotografii? Musimy nauczyć się być fair w internecie.

    Oburzające jest zdanie o dziennikarzach tradycyjnych mediów „są beneficjentami tego co wrzuci im staż, renoma i budżet wielkiego wydawnictwa, ale samodzielnie na współczesnym rynku medialnym nie przetrwaliby kwartału.” Czy pan pracował, choć chwilę kiedyś w redakcji profesjonalnej. Rozglądał się pan? Dziennikarzom nie płaci się pokazywanie tyłka w lustrze, tego co jedzą, tworzenie chwytliwych fejkniusów lub bredzenie od rzeczy, czy kontrowersyjnie. Choć już wielu wydawców podchwyciło to ściganie się z nowymi mediami, pauperyzacja zawodu dziennikarskiego postępuje i dla dobra nas wszystkich powinniśmy powstrzymać to odmóżdżanie. Dziennikarzom płci się za zbieranie informacji, sprawdzanie informacji, redagowanie i pisanie w zrozumiały sposób, poprawnym językiem. To jest czasochłonne (nie da się tego zrobię dwoma kliknięciami) i kosztowne. To fotoreporterzy w mrozie, deszczu, skwarze i po wielogodzinnym oczekiwaniu robią zdjęcia, które przetwarzane, robią ruch w internecie, na którym zarabiają platformy internetowe. Dlaczego maja nie mieć za co kupić sobie aparatu, obiadu i nie spłacić kredytów? Nie mogę już czytać tych bzdur o biednych blogerach, którym wytną materiały z internetu. Czyli co, ci co tak piszą informują mnie, że większość tych blogerów/youtuberów robiących zasięgi, kradnie pracę profesjonalistów, nie umieją iść do archiwum, na ulicę? nie umieją cytować? Znam kilku dziennikarzy, którzy zrobili ważny wywiad (Magdalena Rigamonti), napisali ważny reportaż (Katarzyna Włodkowska), przeprowadzili dziennikarskie śledztwo (Karolina Baca- Pogorzelska), wszystkich z mediów tradycyjnych. Nie znam takich sukcesów nowych mediów, ale może Pan Panie Kubo mnie oświeci? Broni pan kopiowania? kto będzie pisał oryginały do kopiowania, jak już wyślemy profesjonalistów do innych zawodów. Naprawdę dziennikarstwo reklamowe to gwarancje wolności mediów i wolności wypowiedzi?

  11. Bardzo dobry artykuł, który wreszcie wyjaśnia mechanizmy działania dziennikarzy „broniących praw autorskich”. Ci sami nie rozumieją jak działają algorytmy google czy Facebooka i jak to wielką korzyścią jest znalezienie się w wynikach wyszukiwania. Ludzie płacą agencjom za to by pomogły znaleźć się jak najwyżej w google a oni chca by to Google im płaciło. Google powinien wyłączyć ich z rankingu i ciekawe co wtedy zrobia gdy ruch im spadnie.

  12. to ja odpowiem a przynajmniej się postaram, by nie było, ze autorowi nikt nie odpowie „Na
    początku zaznaczę: dyrektywa nie wprowadza opłat za linki, linkowanie jest wyłączone z dyrektywy, linki nie są przedmiotem prawa autorskiego, po implementowaniu dyrektywy będzie można linkować dowolnie.
    To, że GAFA już jest bardziej cywilizowana to efekt nacisków, właścicieli praw. Dyrektywa zaś wyrównuje siły w internecie, znosi przewagę platform, którą dawała im zasada „braku odpowiedzialności”.
    Problem jest taki, że nie każdy użytkownik internetu linkuje, wielu robi zrzuty z ekranu, zdjęcia, skany tekstów w gazecie i udostępnia publicznie w internecie. Wielu użytkowników internetu nie wie co to cytat i po prostu metodą kopiuj/wklej rozpowszechnia teksty/zdjęcia/infografiki/publikacje prasowe. Google/FB monetyzuje ruch, który jest skutkiem tych publikacji i każdy właściciel platformy udostępniania treści online powinien podzielić sie tymi pieniędzmi.
    Dyrektywa nie zmienia zasad prawa autorskiego, uszczelnia wyłącznie jego egzekwowanie w sieci. Kto chce zarabiać na cudzej pracy, powinien wykupić licencje (tylko tyle)
    Musimy nauczyć się cytować, korzystać z dozwolonego użytku. Częściej wciskać „udostępnij” „podaj dalej”, a nie „kopiuj/wklej” Pamiętajmy prawo cytatu wiąże się z podaniem imienia i nazwiska autora cytowanego utworu. Panie Kubo zna pan jakieś memy z oznaczonymi autorami fotografii? Musimy nauczyć się być fair w internecie.
    Oburzające jest zdanie o dziennikarzach tradycyjnych mediów „są beneficjentami tego co wrzuci im staż, renoma i budżet wielkiego wydawnictwa, ale samodzielnie na współczesnym rynku medialnym nie przetrwaliby kwartału.” Czy pan pracował, choć chwilę kiedyś w redakcji profesjonalnej. Rozglądał się pan? Dziennikarzom nie płaci się pokazywanie tyłka w lustrze, tego co jedzą, tworzenie chwytliwych fejkniusów lub bredzenie od rzeczy, czy
    kontrowersyjnie. Choć już wielu wydawców podchwyciło to ściganie się z nowymi mediami, pauperyzacja zawodu dziennikarskiego postępuje i dla dobra nas wszystkich powinniśmy powstrzymać to odmóżdżanie.
    Dziennikarzom płci się za zbieranie informacji, sprawdzanie informacji, redagowanie i pisanie w zrozumiały sposób, poprawnym językiem. To jest czasochłonne (nie da się tego zrobię dwoma kliknięciami) i kosztowne. To fotoreporterzy w mrozie, deszczu, skwarze i po wielogodzinnym oczekiwaniu robią zdjęcia, które przetwarzane, robią ruch w internecie,
    na którym zarabiają platformy internetowe. Dlaczego maja nie mieć za co kupić sobie aparatu, obiadu i nie spłacić kredytów? Nie mogę już czytać tych bzdur o biednych blogerach, którym wytną materiały z internetu.
    Czyli co, ci co tak piszą informują mnie, że większość tych blogerów/youtuberów robiących zasięgi, kradnie pracę profesjonalistów, nie umieją iść do archiwum, na ulicę? nie umieją cytować? Znam kilku dziennikarzy, którzy zrobili ważny wywiad (Magdalena Rigamonti),
    napisali ważny reportaż (Katarzyna Włodkowska), przeprowadzili dziennikarskie śledztwo (Karolina Baca- Pogorzelska), wszystkich z mediów tradycyjnych. Nie znam takich sukcesów nowych mediów, ale może Pan Panie Kubo mnie oświeci? Broni pan kopiowania? kto będzie pisał oryginały do kopiowania, jak już wyślemy profesjonalistów do innych
    zawodów. Naprawdę dziennikarstwo reklamowe to gwarancje wolności mediów i
    wolności wypowiedzi?

  13. to ja odpowiem a
    przynajmniej się postaram, by nie było, ze autorowi nikt nie odpowie „Na
    początku zaznaczę: dyrektywa nie wprowadza opłat za linki, linkowanie
    jest wyłączone z dyrektywy, linki nie są przedmiotem prawa autorskiego,
    po implementowaniu dyrektywy będzie można linkować dowolnie.
    To,
    że GAFA już jest bardziej cywilizowana to efekt nacisków, właścicieli
    praw. Dyrektywa zaś wyrównuje siły w internecie, znosi przewagę
    platform, którą dawała im zasada „braku odpowiedzialności”.
    Problem
    jest taki, że nie każdy użytkownik internetu linkuje, wielu robi zrzuty
    z ekranu, zdjęcia, skany tekstów w gazecie i udostępnia publicznie w
    internecie. Wielu użytkowników internetu nie wie co to cytat i po prostu
    metodą kopiuj/wklej rozpowszechnia
    teksty/zdjęcia/infografiki/publikacje prasowe. Google/FB monetyzuje
    ruch, który jest skutkiem tych publikacji i każdy właściciel platformy
    udostępniania treści online powinien podzielić sie tymi pieniędzmi.
    Dyrektywa nie zmienia zasad prawa autorskiego, uszczelnia wyłącznie jego
    egzekwowanie w sieci. Kto chce zarabiać na cudzej pracy, powinien
    wykupić licencje (tylko tyle)
    Musimy nauczyć się
    cytować, korzystać z dozwolonego użytku. Częściej wciskać „udostępnij”
    „podaj dalej”, a nie „kopiuj/wklej” Pamiętajmy prawo cytatu wiąże się z
    podaniem imienia i nazwiska autora cytowanego utworu. Panie Kubo zna pan
    jakieś memy z oznaczonymi autorami fotografii? Musimy nauczyć się być
    fair w internecie.
    Oburzające jest zdanie o
    dziennikarzach tradycyjnych mediów „są beneficjentami tego co wrzuci im
    staż, renoma i budżet wielkiego wydawnictwa, ale samodzielnie na
    współczesnym rynku medialnym nie przetrwaliby kwartału.” Czy pan
    pracował, choć chwilę kiedyś w redakcji profesjonalnej. Rozglądał się
    pan? Dziennikarzom nie płaci się pokazywanie tyłka w lustrze, tego co
    jedzą, tworzenie chwytliwych fejkniusów lub bredzenie od rzeczy, czy
    kontrowersyjnie. Choć już wielu wydawców podchwyciło to ściganie się z
    nowymi mediami, pauperyzacja zawodu dziennikarskiego postępuje i dla
    dobra nas wszystkich powinniśmy powstrzymać to odmóżdżanie.
    Dziennikarzom płci się za zbieranie informacji, sprawdzanie informacji,
    redagowanie i pisanie w zrozumiały sposób, poprawnym językiem. To jest
    czasochłonne (nie da się tego zrobię dwoma kliknięciami) i kosztowne. To
    fotoreporterzy w mrozie, deszczu, skwarze i po wielogodzinnym
    oczekiwaniu robią zdjęcia, które przetwarzane, robią ruch w internecie,
    na którym zarabiają platformy internetowe. Dlaczego maja nie mieć za co
    kupić sobie aparatu, obiadu i nie spłacić kredytów? Nie mogę już czytać
    tych bzdur o biednych blogerach, którym wytną materiały z internetu.
    Czyli co, ci co tak piszą informują mnie, że większość tych
    blogerów/youtuberów robiących zasięgi, kradnie pracę profesjonalistów,
    nie umieją iść do archiwum, na ulicę? nie umieją cytować? Znam kilku
    dziennikarzy, którzy zrobili ważny wywiad (Magdalena Rigamonti),
    napisali ważny reportaż (Katarzyna Włodkowska), przeprowadzili
    dziennikarskie śledztwo (Karolina Baca- Pogorzelska), wszystkich z
    mediów tradycyjnych. Nie znam takich sukcesów nowych mediów, ale może
    Pan Panie Kubo mnie oświeci? Broni pan kopiowania? kto będzie pisał
    oryginały do kopiowania, jak już wyślemy profesjonalistów do innych
    zawodów. Naprawdę dziennikarstwo reklamowe to gwarancje wolności mediów i
    wolności wypowiedzi?

  14. to ja odpowiem a
    przynajmniej się postaram, by nie było, ze autorowi nikt nie odpowie „Na
    początku zaznaczę: dyrektywa nie wprowadza opłat za linki, linkowanie
    jest wyłączone z dyrektywy, linki nie są przedmiotem prawa autorskiego,
    po implementowaniu dyrektywy będzie można linkować dowolnie.
    To,
    że GAFA już jest bardziej cywilizowana to efekt nacisków, właścicieli
    praw. Dyrektywa zaś wyrównuje siły w internecie, znosi przewagę
    platform, którą dawała im zasada „braku odpowiedzialności”.
    Problem
    jest taki, że nie każdy użytkownik internetu linkuje, wielu robi zrzuty
    z ekranu, zdjęcia, skany tekstów w gazecie i udostępnia publicznie w
    internecie. Wielu użytkowników internetu nie wie co to cytat i po prostu
    metodą kopiuj/wklej rozpowszechnia
    teksty/zdjęcia/infografiki/publikacje prasowe. Google/FB monetyzuje
    ruch, który jest skutkiem tych publikacji i każdy właściciel platformy
    udostępniania treści online powinien podzielić sie tymi pieniędzmi.
    Dyrektywa nie zmienia zasad prawa autorskiego, uszczelnia wyłącznie jego
    egzekwowanie w sieci. Kto chce zarabiać na cudzej pracy, powinien
    wykupić licencje (tylko tyle)
    Musimy nauczyć się
    cytować, korzystać z dozwolonego użytku. Częściej wciskać „udostępnij”
    „podaj dalej”, a nie „kopiuj/wklej” Pamiętajmy prawo cytatu wiąże się z
    podaniem imienia i nazwiska autora cytowanego utworu. Panie Kubo zna pan
    jakieś memy z oznaczonymi autorami fotografii? Musimy nauczyć się być
    fair w internecie.
    Oburzające jest zdanie o
    dziennikarzach tradycyjnych mediów „są beneficjentami tego co wrzuci im
    staż, renoma i budżet wielkiego wydawnictwa, ale samodzielnie na
    współczesnym rynku medialnym nie przetrwaliby kwartału.” Czy pan
    pracował, choć chwilę kiedyś w redakcji profesjonalnej. Rozglądał się
    pan? Dziennikarzom nie płaci się pokazywanie tyłka w lustrze, tego co
    jedzą, tworzenie chwytliwych fejkniusów lub bredzenie od rzeczy, czy
    kontrowersyjnie. Choć już wielu wydawców podchwyciło to ściganie się z
    nowymi mediami, pauperyzacja zawodu dziennikarskiego postępuje i dla
    dobra nas wszystkich powinniśmy powstrzymać to odmóżdżanie.
    Dziennikarzom płci się za zbieranie informacji, sprawdzanie informacji,
    redagowanie i pisanie w zrozumiały sposób, poprawnym językiem. To jest
    czasochłonne (nie da się tego zrobię dwoma kliknięciami) i kosztowne. To
    fotoreporterzy w mrozie, deszczu, skwarze i po wielogodzinnym
    oczekiwaniu robią zdjęcia, które przetwarzane, robią ruch w internecie,
    na którym zarabiają platformy internetowe. Dlaczego maja nie mieć za co
    kupić sobie aparatu, obiadu i nie spłacić kredytów? Nie mogę już czytać
    tych bzdur o biednych blogerach, którym wytną materiały z internetu.
    Czyli co, ci co tak piszą informują mnie, że większość tych
    blogerów/youtuberów robiących zasięgi, kradnie pracę profesjonalistów,
    nie umieją iść do archiwum, na ulicę? nie umieją cytować? Znam kilku
    dziennikarzy, którzy zrobili ważny wywiad (Magdalena Rigamonti),
    napisali ważny reportaż (Katarzyna Włodkowska), przeprowadzili
    dziennikarskie śledztwo (Karolina Baca- Pogorzelska), wszystkich z
    mediów tradycyjnych. Nie znam takich sukcesów nowych mediów, ale może
    Pan Panie Kubo mnie oświeci? Broni pan kopiowania? kto będzie pisał
    oryginały do kopiowania, jak już wyślemy profesjonalistów do innych
    zawodów. Naprawdę dziennikarstwo reklamowe to gwarancje wolności mediów i
    wolności wypowiedzi?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *