- Bezprawnik -
- Społeczeństwo -
- Były pracownik Lidla zdradza, co dzieje się na zapleczu. Pracował w Lidlu 4 lata. Mówi, czego klienci nie widzą, a powinni
Były pracownik Lidla zdradza, co dzieje się na zapleczu. Pracował w Lidlu 4 lata. Mówi, czego klienci nie widzą, a powinni
Relacje o warunkach pracy osób, które w przeszłości były zatrudnione w Lidlu, często są ogólnikowe. Stąd nagrane już dłuższy czas temu wideo przez Piotrka Parkinga bardzo się wyróżnia — to drobiazgowy opis tego, co dzieje się za kulisami dyskontu, z którego niewielu byłych pracowników zdecydowało się otwarcie opowiedzieć.
Strach przed mówieniem o zatrudnieniu w dyskoncie
Autor materiału wspomina w nagraniu, że przepracował w znanej sieci 4 lata. Dłuższa wypowiedź na ten temat stanowi dla niego formę definitywnego pożegnania się z przeszłością, do której nie chce wracać. Choć nie mówi wprost, o jaką firmę chodzi, łatwo wywnioskować, że był nią Lidl. To kolejny już przypadek, w którym były pracownik Lidla ujawnia prawdę o sklepie — tym razem jednak z perspektywy znacznie bardziej szczegółowej.
Skąd wiadomo, że chodzi o Lidl
Świadczą o tym takie elementy, jak np. wymienione działy sieci, model pracy z asystentem kas samoobsługowych czy wykorzystywanie w niej słuchawek. Informacja o tym, że Piotrek Parking był zatrudniony w Lidlu, występuje w jego innych materiałach.
Warto podkreślić, że podobnych relacji w internecie jest bardzo mało. Unikatowość narracji bohatera tekstu polega na jej drobiazgowości i wyjaśnieniu mechanizmów sklepu, które nie są szerzej znane.
Agresywni klienci i bezsilność personelu
Klienci dyskontu odzwierciedlają nasze społeczeństwo. Pojawiają się w nim więc i uprzejme osoby, i agresywne. Z relacji Piotrka Parkinga wynika, że właśnie ta druga grupa bywa bardzo problematyczna.
Nawet jeśli w sklepie pojawia się podejrzany człowiek, np. rzucający w ludzi produktami, zgodnie z procedurami pracownik nie może go spacyfikować. W takiej sytuacji powinien włączyć alarm i poczekać na pomoc. Jeśli postąpi inaczej, może otrzymać naganę. Co ciekawe, w świetle przepisów wyrzucenie awanturującego się klienta ze sklepu jest jak najbardziej legalne — problem w tym, że wewnętrzne procedury sieci handlowych skutecznie wiążą personelowi ręce.
Upokarzające plakaty na zapleczu
Jak wspomina Piotrek Parking, w Lidlu, w którym pracował, w pomieszczeniach socjalnych wyeksponowane były niepokojące plakaty, stanowiące element wewnętrznej grywalizacji w pracy.
Przedstawiały one m.in. wymagającą klientkę Genowefę, wytykającą personelowi wszelkie niedociągnięcia, jak chociażby kurz czy źle zważone pomidory. Zgodnie z informacjami na tych materiałach celem pracowników miało być sprostanie jej oczekiwaniom.
Lepiej nie robić zakupów przed zamknięciem
Zmorą pracowników Lidla, w którym zatrudnił się autor nagrania, byli klienci zaopatrujący się tam na ostatnią chwilę. Jako grupa często nie uwzględniają oni tego, że skasowanie zakupów jest wtedy niezwykle problematyczne. Personel przed zamknięciem ma bowiem inne obowiązki, jak np. sprzątanie sklepu — a do tego dochodzi jeszcze stres związany z tym, że kradzieże w sklepach a zakupy to w ostatnim czasie zjawisko coraz trudniejsze do upilnowania, szczególnie w godzinach pełnego natężenia ruchu.
Automatyczne blokady utrudniają sprzedaż
Obsługę utrudnia też wówczas gaśnięcie części świateł, nieruchomienie podajników z papierosami oraz taśm kasowych. Blokada następuje automatycznie, a pracownik nie może jej ręcznie wyłączyć.
Są osoby mogące pracować tylko w Lidlu
Piotrek Parking apeluje w swoim nagraniu o większą wyrozumiałość i empatię dla personelu dyskontów, który stanowi najsłabsze ogniwo w strukturze wielkich sieci handlowych.
Argument związany z tym, że jeśli są źle traktowani, to mogą zmienić firmę, kompletnie go nie przekonuje. Realistycznie oceniając rzeczywistość, zwraca on uwagę, że niektórzy mogą mieć wyłącznie taką pracę. To zresztą wpisuje się w szerszy obraz pracy w Lidlu, gdzie niedobór personelu i wysokie tempo to nie wyjątek, a reguła wpisana w model działania sieci.
