Zamrożone inwestycje, podwyżki biletów, a nawet… wyłączanie lamp ulicznych. Samorządy i ich wyjątkowo skromny budżet na 2020 rok

Finanse Gorące tematy Państwo Podatki dołącz do dyskusji (68) 24.12.2019
Zamrożone inwestycje, podwyżki biletów, a nawet… wyłączanie lamp ulicznych. Samorządy i ich wyjątkowo skromny budżet na 2020 rok

Maciej Bąk

Podczas gdy rząd dwoi się i troi by spełnić swoje propagandowe marzenie o nazwie „budżet bez deficytu”, samorządowcy pokazują całkowicie odmienną rzeczywistość. Prezydenci niemal wszystkich większych miast przyznają: nasz budżet na 2020 rok to budżet na trudne czasy. A podobno i tak zestawienia dochodów i wydatków są dużo bardziej obfite niż te, które czekają nas w 2021. Dlaczego tak się dzieje?

Warszawa i jej budżet na 2020 rok

Najdłuższą listę inwestycji, które muszą trafić do zamrażarki znajdziemy w stolicy. Do miejskiej kasy w 2020 roku wpłynie ponad miliard złotych mniej niż w 2019. Oznacza to cięcia w wydatkach (choć nie aż tak drastyczne) i wzrost zadłużenia. Prezydent Trzaskowski prezentując budżet musiał więc skupić się także na tym, czego mieszkańcy się nie doczekają. A są to:
– obwodnica Pragi
– przedłużenie Trasy Świętokrzyskiej
– budowa siedziby orkiestry Sinfonia Varsovia
– budowa Teatru Rozmaitości
To oczywiście tylko te największe inwestycje z dużo dłuższej listy zawierającej to, co w budżecie się nie zmieściło.

Budżet na 2020 rok w Poznaniu również pesymistyczny

Niewiele dobrych wieści miał też podczas prezentacji budżetu prezydent Poznania. Miasto co prawda nie zdecydowało się na tak spektakularne cięcia w dużych inwestycjach jak Warszawa, ale za to musi sięgnąć do kieszeni mieszkańców. Dlatego po raz pierwszy od siedmiu lat Poznań podwyższy ceny biletów komunikacji miejskiej. W 2020 roku zdrożeją też opłaty za zostawienie auta w strefie płatnego parkowania. Władze miasta oszczędności szukają tam, gdzie – z bólem serca, ale jednak – znaleźć je najłatwiej. Czyli w sporcie i kulturze. Z tej drugiej dziedziny zabrano milion złotych. Najwięcej pieniędzy Poznań wyda na oświatę – aż 572 miliony złotych. Dla porównania w 2015 roku te wydatki wynosiły niecałe 300 milionów.

Wrocław: budżet na 2020 rok zrównoważony, ale paru rzeczy w nim brakuje

Wrocław wypada lepiej niż inne duże miasta. Deficyt wyniesie relatywnie mało – 321 milionów złotych, a ratusz nie wycofa się z kilka zaplanowanych większych inwestycji. Zrealizowane będą więc trasy na Nowy Dwór i Popowice, dokończona zostanie też obwodnica Leśnicy. Miasto dalej będzie dopłacać do wymiany pieców, ma też uruchamiać kolejne gabinety stomatologiczne w szkołach. Ale radni opozycji proponowali w budżecie uwzględnić jeszcze inne projekty, między innymi budowę fragmentu obwodnicy śródmiejskiej czy rozbudowę ośrodka szkolno-wychowawczego. Na to już pieniędzy jednak nie starczy.

Trójmiasto – ostre cięcia w Sopocie, a Gdańsk chce… wyłączać lampy

500 milionów złotych. Aż tyle wyniesie w 2020 roku deficyt budżetowy Gdańska. Miasto przyznaje, że przygotowując budżet przygotowano się na zaciskanie pasa, głównie dlatego że stale rosną wydatki na edukację. Trzeba bowiem na przeróżne zadania oświatowe wydać aż miliard złotych. Dlatego przesądzona jest już podwyżka cen biletów komunikacji miejskiej, poszerzane będą też strefy płatnego parkowania. Urzędnicy odgrażali się też, że jeśli w ciągu roku pojawią się dodatkowe wydatki, być może trzeba będzie czasowo wyłączać oświetlenie ulic. Ta zapowiedź odbiła się szerokim echem, choć wydaje się że aż tak mocno kryzysowej sytuacji nie będzie.

Położony po sąsiedzku Sopot w 2020 roku wyda aż 11 milionów złotych mniej na inwestycje. To kwota imponująca, zważywszy na to że to niewielkie, 33-tysięczne miasto. Mieszkańcy nie doczekają się więc kilku wyczekiwanych remontów ścieżek rowerowych, budowy nowych mieszkań komunalnych czy zagospodarowania terenów przy SKM Kamienny Potok.

Kto winny?

W każdym mieście słychać to samo: to rząd doprowadził do tego, że musimy zaciskać pasa. Samorządowcy wskazują kilka powodów. Pierwszy i najważniejszy to wprowadzenie zerowego PIT-u dla młodych i obniżenie tego podatku dla reszty o 1%. Poznań wyliczył, że straci przez to rocznie 175 milionów złotych. Drugi problem, dostrzegalny szczególnie w stolicy, to rosnące wydatki na „Janosikowe”. Warszawa w 2020 roku wesprze biedniejsze gminy kwotą o 158 milionów złotych wyższą niż do tej pory. Trzeci powód, o którym wspominałem już wyżej, to przerzucenie na samorządy wielu zadań związanych z oświatą. Jest ich więcej, a subwencja wcale nie rośnie, więc na przykład podwyżki dla nauczycieli muszą zostać sfinansowane z kasy urzędów miast i gmin.

Rząd umywa ręce

Politycy partii rządzącej z rozbawieniem przyjmują żale wylewane przez samorządowców. I pokazują wyliczenia mówiące, że wpływy z podatków w miastach rosną z roku na rok, i dziwią się jak można w takim wypadku mówić o kryzysowych czasach. Zapominają jednak o tym, że koszty wszystkich praktycznie usług rosną (co szczególnie widać w branży inwestycyjnej), więc miasta muszą dostosowywać się do rynku. Co roku nie było z tym problemu, bo nowi mieszkańcy i nowe firmy zapewniały odpowiednie wpływy. Teraz, gdy państwo obniżyło podatki, samorządy są zostawione same sobie. Pieniędzy co prawda mają więcej, ale nie na tyle, by skonsumować podwyżkę cen i zrealizować coraz to nowe zadania publiczne.

Oczywiście nie w każdym mieście słychać narzekania. Prezydent Stalowej Woli na przykład oświadczył, że nie obcina żadnych wydatków, budżet jest rewelacyjny i że absurdem jest oskarżanie rządu o jakiekolwiek cięcia. Dziwnym jednak trafem prezydent Stalowej Woli jest jednym z niewielu włodarzy miast wywodzących się… z Prawa i Sprawiedliwości. Na końcu więc zawsze o wszystkim decyduje polityka.