The Eagles pozwali Hotel California. Czy można wykorzystać tytuł piosenki do nazwy własnej firmy?

Technologie dołącz do dyskusji (14) 21.01.2018
The Eagles pozwali Hotel California. Czy można wykorzystać tytuł piosenki do nazwy własnej firmy?

Udostępnij

Mateusz Madejski

„Welcome to the Hotel California, such a lovely place…”. Na pewno znacie ten utwór. Zainspirował miliony ludzi na całym świecie. Prawnicy The Eagles uznali, że zainspirował też meksykański hotel. I The Eagles pozwali Hotel California. Czy można wykorzystać tytuł piosenki?

Czy The Eagles mieli problem z tym, że hotel nazywa się po prostu „California”? Jak utrzymuje zespół – wcale nie o to chodziło. Przedstawiciele legendarnej grupy tłumaczą, że meksykański hotel, zlokalizowany w Todos Santos w Meksyku, dawał gościom do zrozumienia, że był inspiracją dla amerykańskich muzyków – ponieważ puszczał między innymi muzykę The Eagles w hotelowym lobby oraz sprzedawał pamiątki, nawiązujące do zespołu. A to nieprawda – to nie o tym hotelu śpiewali muzycy.

Gdzie jest oryginalny Hotel California?

Jednak jak przekonuje Thomas Jirgal, prawnik zespołu, to wcale nie to jednak przelało czarę goryczy. Hotel California po prostu postanowił zarejestrować swój znak towarowy w USA – a na to The Eagles już pozwolić nie mogli. Jirgal twierdzi, że hotel zapewnił muzyków, że wcale nie mieli zamiaru oszukiwać swoich klientów. Sprawa zakończyła się ugodą po tym, jak Meksykanie wycofali swoją aplikację, mającą zastrzec nazwę. Zatem wygląda na to, że Hotel California pozostanie w Todos Santos, ale nie można mieć wątpliwości – to nie ten Hotel California.

Skoro nie w Meksyku, to gdzie jest ten oryginalny Hotel California? Don Henley, autor tekstów grupy, tłumaczył kiedyś w wywiadzie, że nie chodziło wcale o konkretny hotel. Hotel California miał być raczej metaforą stanu amerykańskiego ducha.

„Hotel California” to chyba najbardziej znany utwór The Eagles. Dotarł na szczyt listy Biilboardu w 1977 roku i uzyskał w tym samym roku nagrodę Grammy za najlepszy utwór.

Czy można wykorzystać tytuł piosenki?

Prawa autorskie to zawsze skomplikowana sprawa, zwłaszcza jeśli chce się wykorzystać tytuł albo nawet wers ze znanej piosenki. Przekonał się o tym też niegdyś polski dziennikarz – Piotr Miączyński z Gazety Wyborczej. Prowadzi on (bardzo zresztą ciekawy) blog supermarket.blox.pl. Niegdyś miał on podtytuł „Konsument mówi, że je aby jeść”, który pochodził z utworu Kultu „Konsument”. Pewnego dnia odezwała się do niego kancelaria Kazika Staszewskiego i poinformowała, że takie wykorzystanie tekstu łamie „prawa autorskie, majątkowe i osobiste” Kazika Staszewskiego. Kancelaria wezwała też dziennikarza do ujawnienia statystyk bloga. Czy sam muzyk wiedział o pozwie przed jego wysłaniem, to nie jest do końca jasne. Szybko jednak stwierdził, że Miączyńskiemu „odpuszcza”.

Choć w sumie nie było czego, bo autor bloga szybko zmienił tytuł na „Towar niezgodny z umową”.

Co nie ziemia sprawy, że kwestia jest niezmiernie skomplikowana. Bo w końcu mało co tak inspiruje ludzi do działania, jak muzyka. A tu się okazuje, że można się inspirować, ale nie za bardzo, bo przecież prawa autorskie… O tym jak wrażliwa jest to materia, przekonali się niedawno amerykańscy blogerzy, którzy jedynie zalinkowali archiwum zdjęć Playboya.