Hore curki i ich rodzice. Temat rzeka. Zrzutki na wybudowanie domu „bo tak”, to tylko wierzchołek góry lodowej, ale prawdziwe dramaty rozgrywają się w skali mikro – na przykład rachunków telefonicznych. 

Część naszego społeczeństwa ma bardzo duże problemy z ponoszeniem odpowiedzialności za konsekwencje swoich decyzji, działań i zaniedbań. Z jednej strony każdy domaga się przywilejów i praw wyborczych, ale niech tylko coś się popsuje. Od razu pada kluczowe pytanie: dlaczego Państwo niczego z tym nie robi? Albo, tradycyjne, staropolskie wyzywanie od złodziei.

Najświeższy przykład? Prosto z Facebooka od jednego z naszych czytelników, które relacjonuje przygody pani Joanny z siecią Play. Pani Joanna za pośrednictwem swojego facebookowego profilu wyraża między innymi bardzo poważną deklarację polityczną w postaci wsparcia dla uchodźców, a jednocześnie nie jest chyba w stanie zapanować nawet nad własnymi dziećmi.

Oto post z przestrogą, która dziś od rana rozbawiła wielu internautów wyczulonych – instynktownie lub po ostatnim tekście Majki na Bezprawniku – na temat pokolenia rodziców „horych curek”.

Pani Joanna szuka dziennikarza, który się tym zajmie. Ja to tylko skromny prawnik i bloger, ale temat jak najbardziej wydał mi się fascynujący. Otóż w mojej ocenie daleko idącą przesadą jest mówienie o szwindlach w sytuacji, gdy warsztat wychowawczy i kontrola nad poczynaniami własnych pociech kuleje.

Wypowiedziałeś umowę w Play? Co z tego, sieć dalej twardo wysyła faktury, a nawet windykatorów!

Rodzic musi myśleć za siebie i za dziecko

Niezbyt winny w całej sytuacji operator telefoniczny udostępnia narzędzie do dokonywania zakupów za pośrednictwem Google Play (zbieżność nazw z operatorem – Play – oczywiście przypadkowa). Od kilku lat jest to jedna z powszechnych metod płatności za aplikacje – nie musimy posiadać karty kredytowej, za to nasze zakupy są doliczane do rachunku. Dla wielu osób jest to bardzo wygodne rozwiązanie.

Wyjątkiem jest jednak sytuacja, gdy smartfon dajemy naszym pociechom. Smartfon dla dziecka? To dopiero „temat rzeka”. Ileż rodzic się musi napocić, by uchronić pociechę i siebie od problemów związanych z samodzielnym korzystaniem przez kilkulatka z tego przybytku technologii… I tak też stało się w przypadku Pani Joanny, której dziecko wpadło w spiralę mikropłatności. I jest to sytuacja nie do pozazdroszczenia, bo przecież wielu z nas ma dzieci i nikt chyba nie chciałby się spotkać z podobnym scenariuszem – a niestety, czasem tak się zdarza.

Dziecko kupiło aplikacje w Google Play – rachunek zwala z nóg

Czego jednak nie rozumiem? Szaleńczego wręcz ataku na sieć Play, która przecież jest wyłącznie usługodawcą w tej sytuacji. To rodzic zawalił sprawę, a obecnie obraża operatora, rzuca insynuacjami i doszukuje się spisków. Niedopatrzenie znajduje się po stronie rodzica, który nie skorzystał z blokady rodzicielskiej lub – po prostu – nie zablokował możliwości płacenia za aplikacje i zakupy w aplikacjach za pośrednictwem rachunku telefonicznego.

Proszę nam zbudować wielki dom za 300 tys. zł mamy horom curke

Niepoważne wydaje się też żądanie wydania pieniędzy od operatora Play, ponieważ i tak ich zdecydowana większość powędrowała do Google oraz producentów aplikacji.

Czytelnik Michał całą sprawę na Facebooku komentuje słowami:

Gdy kupisz dziecku karabin, załadujesz go amunicją i dasz do zabawy…a dziecko kogoś zastrzeli. Czy jesteś wtedy złym rodzicem, czy też rodzicem wkurzonym na producenta karabinu?