Udostępnij

Justyna Bieniek

Jak ubrać się do sądu to zapytanie, które w wyszukiwarce internetowej pojawia się tyko odrobinę wyżej od pytania, jakie buty ubrać do sądu. Cóż, obie kwestie są dość istotne. I nie dziwię się, że dla niektórych problematyczne. Najważniejsza zasada jest jednak prosta, nie należy dać się ponieść fantazji – sąd to w końcu instytucja dość poważna. Dlatego nasz strój powinien z tą powagą licować.

W gronie pełnomocników nieustanie przewija się pytanie, czy wypada pouczać swoich klientów i ich świadków co do tego, jak powinni ubrać się na rozprawę. Pół biedy, jeżeli sami o to zapytają. A pytają dość często. Gorzej, jeżeli takie pytanie nie padnie, a już po wizytach w kancelarii widać, że jest, mówiąc delikatnie, kolorowo.

Dress code w sądzie. Zwracać, czy nie zwracać uwagi?

Generalna i niepisana zasada mówi, że o stroju napomina się delikatnie, omawiając strategię przed rozprawą. Ma to swoje logiczne uzasadnienie, między poszczególnym argumentami pełnomocnik wspomina, że „do sądu przychodzimy schludnie ubrani”, część klientów puszcza tę uwagę mimo uszu, druga dopytuje o szczegóły. Ta uwaga zwykle jednak zapala lampkę w głowie większości osób i wyczula ich na dobór stroju w dniu rozprawy. Gorzej, jeżeli dojdzie do pewnego nieporozumienia, bo dla niektórych schludnie znaczy… na bogato.

Prawdziwy problem zaczyna się jednak kiedy mamy do czynienia ze świadkami. Często są to osoby postronne i niekoniecznie związane z klientem. A ich strój potrafi zadziwić.

Niestety zdarza się też tak, że oprócz zdziwienia wywołuje również irytację. Sama byłam świadkiem rozpraw na których sędzia zwracał uwagę świadkom na ich strój.

Jak ubrać się do sądu?

Zasada ubioru jest w tym zakresie dość prosta, sąd jako instytucja ceni sobie (jeżeli można to tak określić) ubiór dość formalny i klasyczny. Kolory powinny być stonowane, ubrania całe, a większość części ciała zakryta. W ten sposób nie tylko jako klienci sądu uszanujemy jego powagę i nobliwość, ale również wywrzemy dobre wrażenie, o które w końcu również chodzi.

Zachowanie wstrzemięźliwości jest w tym przypadku dość opłacalne. W końcu znane powiedzenie mówi: jak cię widzą, tak cię piszą. Warto więc dać opisać się na poziomie i odstawić na bok poczucie wolności manifestowane w krzykliwych fasonach.