W Gdyni w szkole fizyki uczy ksiądz. I jest to dość specyficzna fizyka

Codzienne Gorące tematy Na wesoło Społeczeństwo dołącz do dyskusji (518) 13.01.2021
W Gdyni w szkole fizyki uczy ksiądz. I jest to dość specyficzna fizyka

Jerzy Wilczek

Minister Przemysław Czarnek ogłosił niedawno pomysł, by młodzież uczyła się przedsiębiorczości, a nawet seksualności z… encyklik papieskich. Wyglądało to jak zapowiedź rewolucji. Ale okazuje się, że rewolucja już się odbywa w naszych szkołach. W Gdyni na przykład ksiądz uczy fizyki.

W dużych miastach coraz więcej uczniów wypisuje się z religii w szkole. Jednak jak wiadomo, Kościół nigdy nie poddaje się łatwo. Skoro więc uczniowie nie chcą chodzić na katechezę, to katecheza może do nich przyjść podczas… lekcji fizyki.

To wcale nie abstrakcja, a rzeczywistość w Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 2 w Gdyni. Na zdalnych lekcjach ksiądz pojawia się w koloratce, na tle obrazów Jezusa Chrystusa oraz Maryi. Tak przynajmniej sprawę opisuje trójmiejska „Gazeta Wyborcza”.

Ksiądz uczy fizyki. Gdynia nie widzi problemu

Jak się dowiadujemy z „GW”, lekcje fizyki z księdzem wyglądają… dość specyficznie. Ksiądz bowiem ponoć chętnie opowiada o swoich pielgrzymkach i rzuca religijnymi tekstami.

No dobrze, ale jak to w ogóle możliwe, żeby ksiądz uczył fizyki? Szkołę prowadzi miasto Gdynia. Władze jednak tłumaczą, że ksiądz może uczyć fizyki, bo ma odpowiednie „świeckie wykształcenie”.

„Ma wszelkie kompetencje, by uczyć fizyki. Ukończył studia inżynierskie i magisterskie z fizyki na Politechnice Gdańskiej oraz kurs dla nauczycieli w Ośrodku Usług Pedagogicznych i Socjalnych ZNP” – mówi „GW” Agata Grzegorczyk, rzeczniczka urzędu miasta.

I tłumaczy, że szkoła po prostu szukała nauczyciela fizyki i akurat zgłosił się ksiądz. A że jest księdzem? Władze Gdyni tłumaczą, że nie może być dyskryminacji religijnej i nie można odmówić nauczania księdzu tylko dlatego, że jest księdzem.

Problemu nie widzi też dyrekcja. Co innego rodzice uczniów. Wielu z nich nie podobają się dyskusje o pielgrzymkach na fizyce, nie podoba im się często również to, że osoba w koloratce prowadzi świecki przedmiot. No i powitania „Szczęść Boże” przed zwykłą lekcją też, co tu ukrywać, mogą wywoływać kontrowersje.

Wygląda jednak na to, że trzeba się przyzwyczajać to nowej rzeczywistości. Raz, centralnym władzom bardzo zależy na bardziej „religijnej” otoczce świeckich przedmiotów. A dwa, nauczycieli po prostu brakuje. Więc jak znajdzie się ksiądz ze „świeckim” wykształceniem, to władze szkół mogą się chętnie na niego zdecydować.

518 odpowiedzi na “W Gdyni w szkole fizyki uczy ksiądz. I jest to dość specyficzna fizyka”

  1. Czy ksiądz uczy fizyki arystotelesowskiej w duchu tomizmu, czy też może dowiedział się już o rehabilitacji Galileusza? (Newtona i Einsteina pomijam, bo odpowiednio heretyk i żyd).

    • A co cię to obchodzi? I czy jest to dobre miejsce do zadania takiego pytania? Napisz do tego księdza zamiast zadawać tu głupie pytania.

      • KLER nie powinien mieć wstępu do szkoły: raz ze względu na zagrożenie p__e_filią, która wśród tych Panów jest bardzo wysoka, dwa, że szkoła nie jest miejscem do propagowania mitologii – czy to katolickiej, czy prawosławnej, czy muzułmańskiej, a zwyczajnie służy do nauki.

        • Ale masz jakieś potwierdzenie w rzetelnych badaniach naukowych, że w grupie księży jest większy odsetek pedofilów niż w grupie pozostałych nauczycieli?

          • „W rzetelnych danych z rozbitych siatek pedofilskich w USA i Irlandii”

            Czyli przypadkach często bardzo starych, wykopanych na potrzeby procesowe.

        • Piszesz jak typowe dziecko propagandy. A zapewne nie wiesz że taki np. ks. Heller z Tarnowa jest światowej klasy ekspertem od fizyki i matematyki kosmosu, nagrodzony prestiżowymi nagrodami.

        • Inteligentni księża odkryli podstawy genetyki oraz udowodnili, że do rozmnażania potrzebne są osobniki męskie i żeńskie. Ale oczywiście lepiej wie postępowa Płatek, która odkryła, że geje i lesby mają więcej dzieci niż normalne związki.

          • Oj misiu nie do konca. Prace Mengla zostaly zapomniane na wiele lat dopiero po odkryciu zasad dziedziczenia na nowo sobie prxypomniano ze jakiś pastor kiedys z grochem eksperhmentowal. Ba i nawet nie odnośnie plci tylko dziedziczenia cech czyli yroszkę nie tak jak opisujesz.

          • „Oj misiu nie do konca. Prace Mengla zostaly zapomniane na wiele lat dopiero po odkryciu zasad dziedziczenia na nowo sobie prxypomniano ze jakiś pastor kiedys z grochem eksperhmentowal. Ba i nawet nie odnośnie plci tylko dziedziczenia cech czyli yroszkę nie tak jak opisujesz.”

            Czy w tym akapicie jest jakiś argument, bo go nie widzę?

        • „raz ze względu na zagrożenie p__e_filią, która wśród tych Panów jest bardzo wysoka”

          Źródło: Instytut Danych z D*py

          „szkoła nie jest miejscem do propagowania mitologii – czy to katolickiej, czy prawosławnej, czy muzułmańskiej, a zwyczajnie służy do nauki.”

          Nigdzie w artykule nie znalazłem informacji, że ksiądz naucza podczas zajęć fizyki religii. Poza tym, religia jest częścią ludzkiego poznania, a świecki humanizm opiera się na nieweryfikowalnych dogmatach, tylko w przeciwieństwie do niego religia nie udaje, że dogmatów nie posiada.

          • Opowiada o swoich wycieczkach i wspomina przypowieści religijne czyli naucza mitów katolickich.

    • A wie Pan Gwidon kto jest autorem teorii Wielkiego Wybuchu? Proszę sobie sprawdzić aby poszerzyć wiedzę na temat fizyki. Podpowiem że autor nosił koloratkę:)

    • Ksiądz uczy fizyki klasycznej, tej samej, której uczy się powszechnie na uniwersytetach, które zakładało papiestwo w średniowiecznej Europie jako pierwsze na świecie.

      Model Galileusza był pośledni w stosunku do modelu geocentrycznego, co wiedziałby Pan gdyby poświęcił odrobinę czasu na poszukiwanie informacji zamiast popisywać się w internecie ignorancją.

    • Galileusz był tak ciemiężony, że mieszkał sobie w pałacu, chodził na wolności na spacery i mógł przyjmować gości do woli.

      • Przy teorii Wielkiego Wybuchu największą zagwozdkę mają ateiści, bo odrzucając istnienie Boga muszą stwierdzić, że coś czego nie było, bez żadnej przyczyny samo wybuchło i tak powstał cały wszechświat. Kupy się to nie trzyma, ale cóż tam…

    • A kto powiedział że jest niekompetentny? Ani słowa nie ma o tym w artykule. Problemem jest jak widać koloratka, „szczęść Boże” i pielgrzymki.
      Jedni dyskutują na fizyce o pielgrzymkach inni o marszach równości. Tak to już jest z nauczycielami…
      Nie rozumiem dlaczego to że ktoś jest księdzem ma dyskwalifikować go jako nauczyciela innego przedmiotu niż religia? Niestety wygląda to na dyskryminację…

      • Dlatego mój drogi, że NAUKA i katolicyzm nie przecinają się w ŻADNYM punkcie. Jeżeli ktoś jest tak naiwny, że wierzy w „chodzenie po wodzie”, „wielkie potopy”, zamianki wody i wina, czy Jezusa z in-vitro – albo zapłodnienia przez „dotyk” itd. itd to CHYBA NIE JEST to odpowiednia osoba do nauki przedmiotu ścisłego

        • No ciekawe ciekawe. Najciekawsze jest to, że gdyby nie zakładane przez katolicki kościół szkoły i uniwersytety nie mielibyśmy gdzie i czego uczyć.
          Warto czasem coś zgłębić a nie opowiadać bzdury na bazie nagłówków newsów z netu ;)

          • To szkół nie było przed KK. Biedny cały sytny świat i biedna większość ludzkości nie znająca KK jak oni żyją?

        • Rozum podpowiada że wiedza jest bardzo ograniczona i wycinkowa. A żyć trzeba tu i teraz. Warto zatem zgodzić się że w sprawach mi nie znanych opieram się o wiarę, przypuszczenia, prawdopodobieństwo, itp. Jeśli tego nie robisz to żyjesz w bardzo ciasnym kręgu własnej wiedzy. Nie zazdroszczę Ci.

          • W przypadku nauki niestety ale Twoje podejście (jeśli chodzi o wiarę) jest niedopuszczalne. A fizyka tak to ma, że jest nauką, a tam nie należy wierzyć, trzeba wiedzieć.
            Przypuszczenia i prawdopodobieństwo itd.: owszem, na tym można się opierać, tylko przez bardzo krótki wycinek czasu i ten wycinek czasu poświęcić trzeba na znalezienie większej ilości szczegółów potwierdzających/obalających przypuszczenia i stwierdzających, że to prawdopodobieństwo/korelacja faktycznie wskazuje na ciąg przyczynowo-skutkowy lub nie.
            To, że nauka nie potrafi jeszcze odpowiedzieć na wszystkie stawiane pytania (i pewnie tak się nie stanie nigdy) nie oznacza wcale, że można luki uzupełniać czymkolwiek, co tylko sobie wymyślimy, bo jeszcze na to odpowiedzi nie ma.
            Lepiej jest odpowiedzieć po prostu: nie wiem.

        • Nauka i wiara nie mają ze sobą nic wspólnego.
          Niemniej nie jest tak, że 100% księży wplata elementy religijne do fizyki. Nie każdy nauczyciel będący księdzem jest fundamentalistą, a sądzę że spokojnie znajdziemy tych, co potrafią oddzielić elementy religijne od naukowych. (Oprócz wspomnianego księdza z Tarnowa mamy innych księży-naukowców, głównie historycznie: Kopernik, Mendel, trochę jest matematyków, astronomów obecnie żyjących…) Zatem samo bycie księdzem nie dyskwalifikuje z nauczania przedmiotów ścisłych i przyrodniczych. Ksiądz-naukowiec to nie oksymoron.

          Inna sprawa, z tekstu wynika, że ksiądz na lekcji fizyki prowadzi lekcję religii i chyba coś próbuje przecisnąć z nauczania religijnego, a nie fizyki, więc za to zwolnienie się należy. Ale za samo „Szczęść Boże” czy noszenie sutanny nie powinno się tego robić.

          • Proszę czy mógłbyś wskazać mi gdzie można znaleźć te relacje dzieci z których jakoby „wynika, że ksiądz na lekcji fizyki prowadzi lekcję religii, a nie fizyki” bo znam te dzieci i jakoś nic mi na ten temat nie wiadomo. Z góry dziękuje.

          • Rodzice reprezentują dzieci, ależ w jakiś sposób rodzice do informacji docierają. Raczej nie chodzą sami na lekcje.
            Stricte, czysto formalnie to tak, to relacje rodziców. nie dzieci; jednakże takich szczegółów rodzice nie mogliby w całości uzyskać bez informacji na ten temat od ich dzieci. Stąd pewien skrót myślowy i mogę całkiem spokojnie założyć, że są to relacje dzieci, które przekazywane są dalej przez rodziców.

            EDIT: Podziwiam 5 godzin wolnego czasu na słuchanie lekcji szkolnych.

          • Ta cała afera jest spowodowana nie skargami rodziców tylko skargą jednego rodzica (23 na 24 nigdy nie zauważyła niczego niewłaściwego) która w żaden sposób się nie potwierdziła.
            A jeśli chodzi o info na temat co się dzieje na lekcji to muszę ci przypomnieć że mamy zdalne nauczanie i każdy z rodziców może oglądać zajęcia dzieci (i nauczycieli jednocześnie) do woli. No i tu nasuwa się ważna kwestia… Skoro ten ksiądz robi coś nie tak (używa niewłaściwych słów, mówi nie o fizyce, czy tez inne niedorzeczne zarzuty) to czemu Pani A. nie nagrała tego przez ostatnie pół roku ani razu (a fizykę maja 2 razy w tygodniu więc było ku temu wiele okazji)? Zastanów się i sam sobie odpowiedz.
            Bo nigdy nic takiego nie miało miejsca! Proste jak drut.

          • Jeśli masz takie informacje i faktycznie żadnych problemów w rzeczywistości nie ma, a Pani A. ma po prostu uczulenie na religię (może antyteizm), to pisz do redakcji czasopism i prostuj te informacje. Zrób też nagranie, by obalić tezę tej pani. Jeśli swoje lekcje nagrywał, poproś o przesłanie nagrania.
            Tutaj komentarze autorzy czytają, ale bardzo rzadko, więc tylko zbierz grupę rodziców i informacje prostuj. Innego wyjścia nie widzę.

            PS. Zapytaj się księdza o wykorzystanie jego wizerunku, na wszelki wypadek.

          • Dziękuję za rady ale fakt jest taki że to nie my (rodzice) jesteśmy pokrzywdzeni tylko ten nauczyciel. Pisałem do „Redakcji” GW ale brak odpowiedzi a sprawy nie ma gdzie zgłosić (oni są sprytni pisząc kłamstwa bo zasłaniają się prawem cytatu a cytują kłamliwe komentarze a nie sami kłamią). Takie czasy. Mogę tylko poświęcić dziś wieczór i w jego obronie przedstawiać na różnych forach moją (prawdziwą) wersje wydarzeń. Nie mogę nawet opublikować listy podpisanego przez resztę rodziców (podpisali się wszyscy poza Panią A.) bo nie mam kontaktu z wszystkimi a jest RODO i w ogóle wiadomo że nie mogę bez ich zgody.
            Również serdecznie pozdrawiam

          • Akurat fora to trochę jednak marnowanie czasu na donoszenie takich rzeczy, co zresztą widzisz (widzę, że masz go trochę, ale lepiej spożytkować na coś lepszego). Dowolny anon może tu napisać cokolwiek bądź i nic z tego nie będzie, i zresztą podejście to jest słuszne – narracja Wyborczej będzie miała większy autorytet niż narracja komentującego.

            Zrobić zawsze coś można, to nie musi być Wyborcza – nie odpowiedziała – ich problem. Publikuj list osób, które znasz i które dadzą zgodę na RODO ASAP, póki sprawa jeszcze żyje. A to że pokrzywdzony jest ksiądz, nie oznacza, że nie można stanąć w jego obronie – jak najbardziej można. Jeśli to nie będzie cała klasa – nie musi być. Dziennik Bałtycki, Trójmiasto .pl itd. – może zacznij lokalnie, a tam może podchwycą media na skalę państwa. Tylko błagam, nie media uważane za prawicowe, bo czytelnicy takiej Wyborczej na pewno po nie nie sięgną – po lokalne już prędzej, bo one zazwyczaj nie mają większych preferencji politycznych.
            I spamuj – naprawdę. Jeśli Ci zależy na tym, by Twoja wiadomość dotarła, rób rozsyłkę – i na tym lepiej spędź wieczór.

            Powodzenia i pozdrawiam.

          • Ale jakby przeciwko jakiemuś nauczycielowi ateiście zaprotestowało 5 katolików, to byśmy słyszeli, że nie można narzucać większości poglądów 5 oszołomów.

          • „Nauka i wiara nie mają ze sobą nic wspólnego.”

            Nauka zaczęła się od religijnego dogmatu, że wszechświat stworzony przez Boga jest doskonale uporządkowany i że można go opisać matematycznie.

          • To nie jest tak, że nigdy nie miały, ale teraz nie mają. Wiarą/religią nie można uzasadniać nauki ani odwrotnie.

            W tamtych czasach, pragnę przypomnieć, niewierzenie w Boga czy odosobnienie którejkolwiek dziedziny od woli Boga/bogów było czymś totalnie niewyobrażalnym, co i dotyczyło nauki w tamtym czasie. Zwłaszcza że zdecydowaną większość naukowców stanowili wówczas właśnie księża albo zakonnicy, bo klasztory i monastery służyły ośrodkami kształcenia i to właściwie do pewnego momentu tylko tam można było uzyskać jakkolwiek normalną edukację.

            Dodajmy do tego, że do XV wieku to właściwie tylko w ośrodkach kościelnych powielano książki i zajmowało to tygodnie pracy wielu ludzi piśmiennych (rzadkość!), jeśli nie miesiące. Kto by chciał angażować tyle siły i cennej kadry (w większości głęboko wierzącej) bez autopromocji – że to wszystko zrobił Bóg, więc wierzcie w niego, bo taki dobry?

            Stąd religijny dogmat był przyjmowany trochę ze względu na wszechobecność religii w życiu ówczesnego mieszkańca, a trochę też dobrowolnie-przymusowo (pod groźbą niewydania dzieła). I nie, istnienie religijnego dogmatu x stuleci wcześniej nie uzasadnia tego, że teraz nauka ma cokolwiek z wiarą wspólnego.

          • Miałem na myśli uniwersytety, gdzie kształcenie na księdza/teologa było tylko jedną z dróg kariery.

            Nauka zajmuje się przede wszystkim światem materialnym i empirią. Religia zajmuje się filozofią i metafizyką. To trochę inne rzeczy, ale biorąc pod uwagę, że filozofię traktujemy jako naukę, mówienie, że religia nie ma z nauką nic wspólnego jest mocno nieuczciwe.

          • No właśnie to, czy filozofia jest nauką, to bardzo sporne pytanie. Nie ma jednoznacznej opinii na ten temat, o czym zresztą możesz przekonać się tu:
            https://www*.quora*.com/Is-philosophy-a-science (mieszane)
            https://www*.youtube*.com/watch?v=hA_ROI60U-8 (punkt filozofa, mówi, że tak)
            https://opinionator*.blogs*.nytimes*.com/2012/04/05/philosophy-is-not-a-science/ (punkt filozofa, mówi że nie, z grubsza dla niego filozofia i nauka mają się tak jak BIOS i Windows)
            http://www*.kulturaswiecka*.pl/node/69 (kolejny, gdzie nie, tu już figuruje koncepcja, że filozofia ma to do nauki co Windows do Linuxa)
            wreszcie to:
            https://philosophy*.stackexchange*.com/questions/34438/are-philosophy-and-science-mergeable-today, gdzie stwierdza się, że to nie filozofia jest nauką, a nauka filozofią, a zdecydowana większość naukowców to ignoranci (jak miłe :)).

            Moim skromnym zdaniem najbardziej mnie przekonuje argument NYT (i zgodzę się, że nie każdy przedmiot na uniwersytecie to przedmiot naukowy), ale na ten temat trwają długie spory i akurat nie będę je toczył tutaj, bo to jest spór czysto akademicki – filozofia kuźwa.

            W każdym razie na pewno nie można wiary ani religii uzasadniać nauką.

        • > Jeżeli ktoś jest tak naiwny, że wierzy w „chodzenie po wodzie”, „wielkie potopy”, zamianki wody i wina,

          Dodaj do tego „zbawienie” za zmawianie paciorków, niezależnie od tego co robi w życiu

        • „Dlatego mój drogi, że NAUKA i katolicyzm nie przecinają się w ŻADNYM punkcie. Jeżeli ktoś jest tak naiwny, że wierzy w „chodzenie po wodzie”, „wielkie potopy”, zamianki wody i wina, czy Jezusa z in-vitro – albo zapłodnienia przez „dotyk” itd. itd to CHYBA NIE JEST to odpowiednia osoba do nauki przedmiotu ścisłego”

          Katolicy nie wierzą w chodzenie po wodzie. Katolicy wierzą, że Jezus chodził po wodzie.

          Biblia jest zarówno źródłem historycznym jak i literackim. Niektóre rzeczy trzeba traktować niedosłownie.

          Transsubstancjacja jak i niepokalane poczęcie Boga w ludzkiej postaci dwa tysiące lat temu są nieweryfikowalne empirycznie i nie są w konflikcie z nauką.

        • A jak ktoś wierzy, że coś czego nie ma, może samo wybuchnąć bez żadnej przyczyny i z tego powstanie coś, to jest odpowiednią osobą do nauki przedmiotów ścisłych czy nie?

          Albo ktoś kto wierzy, że odpowiednio długo potrząsając wiadrem z klockami Lego zbudujesz z tych klocków samochód?

          • Ad. 1. Nie możemy powiedzieć, czy to coś było, czy nie było, bo wg teorii (która nie żeby była dowiedziona, ale działa bardzo dobrze i dane na to wskazują) przed Wielkim Wybuchem nie było niczego (Kononowicz zadowolony). Stąd nie można mówić, że było sobie coś ani że czegoś nie było. A być może coś tam było, ale tego nie mamy jak zbadać.

            Ad. 2. Wbrew pozorom tak właśnie zadziałała abiogeneza i działa ewolucja. Kluczem jest wyraz „odpowiednio długo”. To nie musi nawet trwać rok, to może trwać tysiąclecia…

          • Ad. 1
            Mnie na fizyce uczyli, że w fizyce nic się nie dzieje bez przyczyny. Piłka leżąca na ziemi sama nie podskoczy, jak ją nie dmuchnie wiatr lub ktoś nie kopnie.

            Ad. 2
            Potwierdźmy eksperymentalnie tą teorię. Weź 10 klocków LEGO i trząś tak długo wiadrem, aż te 10 klocków się połączy w całość. Skoro to tylko 10 klocków to ten proces powinien trwać odpowiednio krótko. Ewentualnie jak nie masz czasu to zmniejsz liczbę klocków do 5.

          • A swoją drogą, to skoro wg teorii nie da się powiedzieć, czy przed Wielkim Wybuchem coś było czy nie, więc tym bardziej nie da się powiedzieć, że to coś niewiadomego wybuchło.

      • Ciekawe, że kuria nie widzi problemu. A przecież bycie nauczycielem to nie tylko 4 godziny dziennie na lekcjach, również sprawdzanie klasówek, spotkania z rodzicami, rady pedagogiczne i inne obowiązki. Jak to się ma do roli księdza jako duszpasterza?

      • W tekście jest „Ksiądz bowiem ponoć chętnie opowiada o swoich pielgrzymkach i rzuca religijnymi tekstami”. Domyślam się, że robi to w czasie lekcji, kiedy powinien uczyć fizyki. Czyli nie wywiązuje się z tego obowiązku.

        • Ksiądz faktycznie na pierwszej lekcji zapoznawczej wspominał (przez ok 2min) o pielgrzymkach (mówiąc o sobie) czy to takie straszne?
          Dodatkowo na pierwszej lekcji wyraźnie zaznaczył, że można do niego mówić wg. WŁASNEGO uznania albo „proszę Pana” albo „proszę Księdza” a witać i żegnać się z nim mogą również wg. WŁASNEGO uznania albo „dzień dobry/ do widzenia” albo „szczęść boże”. TYLE I NIC WIĘCEJ. Słuchałem ponad 5 godzin jego lekcji i nic nie stwierdziłem (22 z 23 pozostałych rodziców również. Tylko jedna Pani ma z tym problem i wypisuje do gazet te bzdury które GW opublikowała (a reszta z nimi nie sprawdzając jak wygląda sprawa w rzeczywistości

          • W normalny. Moja córka ma z nim zajęcia więc jak wyszła ta sprawa na początku roku szkolnego poświęciłem czas podczas pracy zdalnej i słuchałem lekcji fizyki w kótrej uczestniczyła moja córka. O tak. A czy Ksiądz wiedział? Oczywiście że nie bo sprawdzenie nie miało by sensu

    • Problemem jest to, że udaje księdza na lekcjach fizyki. Może być kimkolwiek chce, nawet czcicielem Słońca, ale poza swoją klasą. Bo w takim razie jak ja uczę fizyki, a mam wykształcenie również humanistyczne to mogę na fizyce uczyć poprawnego wyrażania się i znajomości literatury? Nie? To nauczyciel fizyki nie może opowiadać o religii.

      • „Problemem jest to, że udaje księdza na lekcjach fizyki. Może być kimkolwiek chce, nawet czcicielem Słońca, ale poza swoją klasą. Bo w takim razie jak ja uczę fizyki, a mam wykształcenie również humanistyczne to mogę na fizyce uczyć poprawnego wyrażania się i znajomości literatury? Nie? To nauczyciel fizyki nie może opowiadać o religii.”

        Nauka i religia są częściami ludzkiego poznania: nauka zajmuje się światem materialnym i empirią, religia zajmuje się sferą duchową, świadomością, moralnością i sensem życia (także sensem nauki).

  2. A co to za różnica czy fizyki uczy świecki, ksiądz, pop czy mnich buddyjski? Problemem jest współcześnie raczej fakt, że wszyscy chcą i czują się być specjalistami we wszystkich dziedzinach – i byle tak skomentować, żeby się przyczepić, wbić szpilę i narobić szumu… Rzetelność dziennikarska jest na tak żałosnym poziomie, że brakuje słów.

    • Taka ze w czasie lekcji opowiada o swoich pielgrzymkach i rzuca tekstami religijnymi znaczy prowadzi lekcje religii na fizyce.

      • Ksiądz faktycznie na pierwszej lekcji zapoznawczej wspominał (przez ok 2min) o pielgrzymkach (mówiąc o sobie) czy to takie straszne?
        Dodatkowo na pierwszej lekcji wyraźnie zaznaczył, że można do niego mówić wg. WŁASNEGO uznania albo „proszę Pana” albo „proszę Księdza” a witać i żegnać się z nim mogą również wg. WŁASNEGO uznania albo „dzień dobry/ do widzenia” albo „szczęść boże”. TYLE I NIC WIĘCEJ. Słuchałem ponad 5 godzin jego lekcji i nic nie stwierdziłem (22 z 23 pozostałych rodziców również. Tylko jedna Pani ma z tym problem i wypisuje do gazet te bzdury które GW opublikowała (a reszta z nimi nie sprawdzając jak wygląda sprawa w rzeczywistości

          • Co ty możesz wiedzieć o wierze? (i nie chodzi o wysoki budynek – wieża).
            Ja swojej córce wierzę bo nie miała powodu mnie okłamywać (co się działo na pierwszej lekcji). a resztę sprawdziłem sam. Ty mi nie musisz wierzyć. tylko po prostu nie pisz, że tak było skoro nie wiesz jak było/jest. Proste.

          • A może córeczka boi się donieść na księdza bo ktoś jej wbił do głowy ze będzie się potem palić w piekle?

  3. Brawo, brawo…. za nieudolne zdolności dziennikarskie, tak właśnie wygląda brak chęci sprawdzenia wiarygodności źródła informacji. Proponuje najpierw zapoznać się z całą sytuacją, a nie opinią jednego rodzica, który zamiast zainteresować się własnym dzieckiem próbuje stworzyć chorą sensacje. Oskarżenia zawarte w artykule są fałszywe. Lekcja fizyki jest przeprowadzana bez odniesień do wiary. Oskarżenie typu „to katecheza może do nich przyjść podczas… lekcji fizyki” są fałszywe. Dzięki zdalnym lekcjo była wielokrotnie światkiem jak były przeprowadzane lekcje, na których nauczyciel nie tylko przekazuje program nauczania z danego przedmiotu, ale również widać jego starania aby dzieci zaciekawić fizyką (gdzie wiadomo jest to przedmiot trudny) poprzez doświadczenia.

    • Po ortografii widać, że nie jesteś osobą godną tego aby twoje spostrzeżenia brać na poważnie. Nie dziwię się, że fizyka wydaje ci się „trudnym przedmiotem” jeśli języka polskiego nie ogarniasz. Weź się pomódl lepiej zamiast pisać bzdury i wkurzać ludzi.

      • Bzdury to wypisuje osoba, która czyta artykuł i łyka wszystkie informacje jak leci bez weryfikacji wiarygodności źródła. Szkoda że chęć i próba przedstawienia prawdy spotyka się z krytyką. Obrażanie mnie nie sprawi, że wypowiedź będzie bardziej wartościowa. Szkoda, że ludzi wkurza prawda.

  4. Problemu nie widzą, bo żadnego problemu nie ma, a przynajmniej w powyższym artykule żadnego nie wskazano. Jeżeli ksiądz ma do tego kompetencje, to nie ma żadnego powodu, dla którego nie mógłby uczyć fizyki. Istnieją na świecie księżą będący jednocześnie naukowcami i niczego dziwnego w tym nie ma.

      • NIE GADA. Słuchałem ponad 5h i nic na temat religii nie było (nie licząc tego że niektóre dzieci wg. własnego uznania używają zwrotów „proszę Księdza” i „szczęść Boże” ale co w tym złego? PS, o pielgrzymkach mówił przez 2min podczas pierwszej lekcji („zapoznawczej’) gdy opowiadał krótko o sobie (jak spędził minione właśnie wakacje). I nie jest tak że część rodziców ma z tym problem bo ma z tym problem tylko jedna osoba (z 23 na 24 nigdy nic nie zarzucała księdzu a nawet podpisali się na piśmie dementującym tą całą „aferę”).

    • Fizyka jest przedmiotem OBOWIĄZKOWYM, co oznacza, że każdy uczeń musi na niego przyjść, pojawić się. Religia jest tylko dla zapisanych. Już to jest, w świetle faktów o których tu wspomniano, bulwersujące. Szkoda, że rodzice tego nie rejestrują, zgłaszają do mediów. Bo warto się zastanowić nad jednym. Czy owy nauczyciel – ksiądz wykonuje podstawę programową? Czy wykonuje to co miałby wykonywać jeśli byłby zwykłym nauczycielem świeckim? Bo nic tutaj nie wspomniano o tej kwestii, a ona jest ważna. Są uczniowie, którzy potem mogą iść na studia techniczne, gdzie fizyka jest ważnym elementem nauczania? I jak taki delikwent ma znać podstawy tego przedmiotu, skoro nauczyciele opowiada o kwestiach religijnych?

      • Drogi dnc pozwól, że jako rodzic jednego z tych dzieci odpowiem na Twoje pytania:

        „Szkoda, że rodzice tego nie rejestrują, zgłaszają do mediów”

        – mianowicie jako rodzic zaniepokojony zgłoszeniem Pani A. (nastąpiło 2 Września 2020) jakoby nauczyciel fizyki (będący zarazem księdzem katolickim) niewłaściwie prowadził zajęcia z fizyki spędziłem ponad 5 godzin oglądając jego zajęcia (podczas gdy moja Córka w nich uczestniczyła) i stwierdzam (podobnie jak wszyscy rodzice pozostałych dzieci z klasy mojej córki czyli łącznie 23 pary rodziców) że te zarzuty są NIEPRAWDZIWE. Gdyby były na to dowody to ta Pani A. na pewno to nagrała (tak jak zrobiła zdjęcia) ale nie nagrała bo nie ma czego. Uwierz mi, że nie pozwoliłbym (sam jestem absolwentem technicznej uczelni PG) aby lekcje fizyki nie były prowadzone jak lekcje fizyki bo jestem zwolennikiem jak największej liczby przedmiotów ścisłych (nawet kosztem religii, plastyki czy muzyki).

        „Czy owy nauczyciel – ksiądz wykonuje podstawę programową?”

        – Tak wykonuje (sprawdzam wiedzę mojej córki na bieżąco).

        Mam nadzieje, że pomogłem Ci ukazując obraz sytuacji ze strony osoby znającej temat „od środka”. Denerwuje mnie już ten niesłuszny hejt na tego właśnie księdza (sprawa ciągnie się od 2 Września 2020).

      • A jakie są podstawy do podejrzewania, że nie wykonuje podstawy programowej? Fakt, że jest księdzem, taką podstawą nie jest.

        • @Jarek Nafejsbuku wyjaśnił tutaj jak to wyglądało. Mam nadzieję, że nas tu nie robi w trabkę.
          Ja nie twierdzę tylko pytam? Bo tutaj spotykają się różne teorie i warto je omówić.

    • Rozumiem, że wy towarzyszu leninowcu najchętniej całkiem zabronilibyście wyznawania religii, a wszystkich wierzących zamknęlibyście w łagrach albo w obozach koncentracyjnych typy Dachau dla księży. A może od razu rozstrzeliwanie jak w Katyniu.

      • Misu calkowicie zakazalbym jakiejkolwiek religii w szkole, nauczac mozna jej w kosciele lub salkach katechetycznych. Szkola to nie miejsce dla religii. Przy okazji obozy w Dahau prowadzili zagozali chrzescijanie mordujacy z napisem „Bog jest po naszej stronie” potem tych mordercow KK masowo wysylal do Argentyny.

        • O ile dobrze pamiętam, dewiza o której mówisz to „Góry mit uns” i tłumaczy się ją raczej jako „Bóg (jest) z nami”. Była to także dewiza Prus od XVIII w. Wydaję mi się, że należy jej użycie w Wermachcie traktować bardziej jako przywiązanie do tradycji pruskiej niż symbol szczególnej religijności. Chociaż w sumie chrześcijanie mają długą i bogatą historię zapominania o przykazaniu miłości bliźniego.

    • Program prowadzony od czasów Kopernika (był członkiem KK), poprzez księdza który ukuł teorię Wielkiego Wybuchu, po dziś dzień. Tak to widzisz drogi Burkoslawie?
      Czy jednak te łagry miałeś na myśli (o których pisze Dariusz_Grudzień)?

      • Kopernik zostal czlonkiem KK tylko by nie splonac na stosie a i tak bal się swoją księgę opublikować. Ba posiadal nawet oficjalnie kochankę

        • A Gregor Johann Mendel był pewnie kobietą a nie księdzem (bo o Koperniku to już słyszałem z ust lewicowych oszołomów).
          A Georges Lemaître pewnie trans i czarny był i w ogóle to nie o Wielki Wybuch mu chodziło tylko wprowadzał Albert Einsteina w program ŚWIATA WYZNANIOWEGO:)
          Co ty za bzdury piszesz próbując usprawiedliwić swoją DYSKRYMINACJĘ do Księży Katolickich

  5. Lewactwo dostało szału, bo ksiądz powiedział zakazane słowa „Szczęść Boże”. Wzorem postępowej Lempart powinien mówić „wypier…”. Ale gdyby to nowoczesna Lempart opowiadała o wyczynach seksualnych z Suchanow i Margotem to wszystko byłoby cudownie. Niech jeszcze opowiada o usuwaniu ciąży, w którą nigdy nie zajdzie bez faceta.

  6. Ale rozumiem, że problemem tu jest, że jest to ksiądz, bo jakby świecki nauczyciel wplatał wszędzie swoje, niezwiązane z tematem lekcji, przemyślenia to byłoby w porządku?

    Dopiero co było narzekanie na rządowy atak na nauczycieli wypowiadających się pozytywnie o protestach, ale teraz jak GW narzeka na nauczyciela wypowiadającego się pozytywnie o religii to jest problem?

  7. Ale żaden problem. Niech tylko dla równowagi matematyki uczą Mormoni i czynią to w duchu swojej religii. Oj, niemożliwe? A dlaczego?

  8. Jak pewien znajomy zaczynał uczyć w szkole (rok 1993) dochodzący księża katecheci nie brali żadnych pensji. Robili to w ramach ”posługi kapłańskiej”. No, oczywiście trzeba było znaleźć jakieś miejsce na lekcje religii w planach nauczania, ale to drobiazg był – choć zapytajcie o ten drobiazg dyrektorów szkół, którzy zgrzytając zębami musieli kombinować jak łyse konie pod górkę. W dwa lata później już się księżom odmieniło. Szli do szkolnej kasy jak wszyscy inni. No, oczywiście gdzieniegdzie trzeba było zwolnić jakiegoś belfra, bo budżet jaki był, taki pozostał, ale co tam.

  9. A jakby zamiast Szczęść Boże. mówił wypie….ać to by było dobrze, nie budziloby zgorszenia?!?! hipokryci!!!! czyżby Ksiądz wzbudzał w Was wyrzuty sumienia że nie chodźicie do kościoła że porzuciliscie wiarę Ojców
    ..ale tak się składa że na łożu śmierci wszyscy chcą do Boga, chcą księdza …

    • „..ale tak się składa że na łożu śmierci wszyscy chcą do Boga, chcą księdza …”

      To akurat Twoje urojenie.

  10. Cóż, myślę, że warto by sprostować trochę ten artykuł, bo i tu na forum, i na facebooku, a także z informacji dzienników regionalnych, wynika, że te informacje pochodzą od jednego rodzica, który znacząco mija się z prawdą i zdaje się kierować pobudkami ideologicznymi, a nie rzetelną oceną. Pozostali rodzice w ogóle nie potwierdzili tych uwag, wręcz przeciwnie, wzięli księdza w obronę uważają, że zachowuje się bardzo w porządku i oddziela religię od nauki.

    Szkoda tracić renomę Bezprawnika na takie niezweryfikowane rewelacje. Niestety, widać, że autor w zasadzie sparafrazował jeden artykuł, nie szukając odpowiedzi w nawet powszechnie dostępnych źródłach, które wskazałem wyżej, nie mówiąc o próbach pytania szkoły, czy innych rodziców z klasy o ich opinie. Bezprawnik jako portal poruszający kwestie prawne nie powinien sobie pozwalać na taką nonszalancję.

    • A czymże różni się od wiary w cokolwiek innego? Czym rózni się teologia od ideologii?
      Niczym. Ludzkość od zawsze uzupełniała niemożność objęcia czegoś rozumem poprzez zastępowanie tego wiarą. W sumie to naturalne w sieciach neuronowuych i algorytmach SI więc i w naturze też nie jest niczym dziwnym. To optymalizacja systemu.

      • „Teologia [gr. theós ‘Bóg’, lógos ‘słowo’, ‘nauka’], uporządkowana wiedza religijna.
        Ideologia [fr. idéologie < gr. idéa ‘kształt’, ‘postać’, ‘przedstawienie’, ‘pojęcie’; lógos ‘słowo’, ‘nauka’], pojęcie występujące w filozofii i naukach społecznych oraz politycznych, które określa zbiory poglądów służących do całościowego interpretowania i przekształcania świata." Wg encyklopedii PWN. Jeśli dla ciebie to bez różnicy to gratuluję intelektu.

  11. Trochę dyskryminacyjny ten artykuł. Czy można osądzać kogoś, że jest tego wyznania (lub innego) i jest kapłanem? Problemem sporu powinna być jego kompetencja i to czy spełnił wymagania by zostać nauczycielem. Jak umie kształcić, ma papiery i wykształcenie, zna się na tym to w czym problem? Jeśli chodzi o Kościół, to prowadził i prowadzi wiele szkół i uniwersytetów.

  12. Ja słyszałem, że w niektórych korporacjach jako programiści czy informatycy pracują ludzie, którzy z wykształcenia są chemikami albo ekologami.

  13. Czyli w skrócie:

    -problemem NIE jest to, że on jest księdzem lub że nie ma przygotowania (bo je ma),
    -trudno powiedzieć, czy problemem są jego wtrącenia o pielgrzymkach na zajęciach bądź „Szczęść Boże” (aczkolwiek przy witaniu się byłoby jednak dość…schizofreniczne gdyby tę samą osobę witać inaczej na różnych zajęciach…Ale ok, tę część pretensji jestem w stanie zrozumieć), skoro jak czytam, tylko ten jeden rodzic wysuwa takie zarzuty,
    -problemem jest to, że w tle na zajęciach było widać krzyż czy bodaj obraz Maryi. Ok, to mógłby zmienić.

    Pomijam fakt, że nauczycieli (świeckich), którzy na lekcjach wygłaszają prelekcje o swoim życiu zamiast uczyć, jest od groma. I nie ma za bardzo systemu, który pozwalałby takich odsiać. A na studiach? Być może proporcjonalnie jeszcze więcej. Pół biedy, jak można część planu dobrać sobie samemu. Jak profesor wykłada już od lat, to żadne ankiety i żadne opinie studentów go nie ruszą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *