Mandat za zderzenie z hulajnogą elektryczną. Otrzymała go… kobieta stojąca na chodniku

Technologie Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (98) 19.04.2019
Mandat za zderzenie z hulajnogą elektryczną. Otrzymała go… kobieta stojąca na chodniku

Udostępnij

Edyta Wara-Wąsowska

Mandat za zderzenie z hulajnogą elektryczną? Wiele osób mogłoby pomyśleć, że jeśli takie zdarzenie miało miejsce, to mandat otrzymała osoba poruszająca się hulajnogą. Okazuje się, że niekoniecznie, o czym przekonała się kobieta stojąca w środę na chodniku Krakowskiego Przedmieścia. 

Mandat za zderzenie z hulajnogą elektryczną

Do zdarzenia doszło w środę, przed godz. 16. Miejsce – Krakowskie Przedmieście w Warszawie. Po chodniku poruszała się na hulajnogach elektrycznych grupa trzech chłopców w wieku 14 lat. Jeden z nich zderzył się z kobietą znajdującą się na chodniku. 49-latka trafiła do szpitala, bo miała rozciętą głowę.

Policja zdecydowała się wystawić mandat za zderzenie z hulajnogą elektryczną. Tyle, że kobiecie. Funkcjonariusze twierdzili, że to kobieta była sprawcą zdarzenia, bo to ona wpadła na hulajnogę. Jak ustalili policjanci, „nagle zmieniła pozycję”, co miało uniemożliwić poruszającemu się hulajnogą jakąkolwiek reakcję.

Podstawą prawną w tym wypadku miał być art. 86 par. 1 Kodeksu wykroczeń:

Kto na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, nie zachowując należytej ostrożności, powoduje zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, podlega karze grzywny.

Jak donosi TVN24 Warszawa, zanim policjanci wystawili mandat, rozmawiali ze świadkami zdarzenia, usiłując dowiedzieć się, jak wyglądało całe zajście. Do ustalenia przebiegu zajścia wykorzystali także monitoring miejski. Nie można więc powiedzieć, że funkcjonariusze działali pochopnie i wystawili mandat według własnego widzimisię lub na podstawie relacji wyłącznie samego sprawcy. Ostatecznie funkcjonariusze okazało się, że kobieta najpierw stała na chodniku (prawdopodobnie pozując do zdjęcia), a następnie wykonała gwałtowny krok w bok, tuż przed nadjeżdżającego chłopca, który znajdował się już praktycznie obok niej. Kobieta okazała się obywatelką Czech. Przyjęła mandat w wysokości 50 zł.

Dziurawe prawo

Mandat za zderzenie z hulajnogą elektryczną wystawiony kobiecie wydaje się być zatem w pełni uzasadniony. Prawdziwych przyczyn problemu należy szukać w dziurawym prawie. Do tej pory nie uregulowano w pełni statusu hulajnóg elektrycznych. Mimo że osoby, które się nimi poruszają, mogą rozpędzić się nawet do 25 km/h, to w świetle polskiego prawa nadal pozostają pieszymi. Ba – nie mogą się poruszać hulajnogami np. po ścieżkach rowerowych, które na pierwszy rzut oka wydają się odpowiedniejszym miejscem na jazdę hulajnogą elektryczną.

W rezultacie mamy obecnie sytuację, w której piesi i osoby poruszające się na hulajnodze elektrycznej mogą (a nawet powinni) poruszać się po tym samym chodniku. W praktyce jest to czasem niezwykle męczące dla obu stron. Dobrym przykładem może być chociażby wspomniane Krakowskie Przedmieście. Po chodnikach znajdujących się po obu stronie jezdni porusza się zazwyczaj mnóstwo turystów i studentów. W takich warunkach, przy takim zagęszczeniu osób na konkretnej przestrzeni, nietrudno o wypadek. Zarówno z winy osoby idącej jak i poruszającej się na hulajnodze. Z tego względu ustawodawca powinien mocno rozważyć zmianę prawa na takie, które lepiej regulowałoby zasady poruszania się za pomocą nowoczesnych urządzeń.