1. Bezprawnik -
  2. Biznes -
  3. Co drugi młody szuka napoju o „lepszym składzie". Rynek wód funkcjonalnych rośnie jak na drożdżach, a producenci obiecują cuda w butelce

Co drugi młody szuka napoju o „lepszym składzie". Rynek wód funkcjonalnych rośnie jak na drożdżach, a producenci obiecują cuda w butelce

Jeszcze niedawno woda z witaminami kojarzyła się z marketingową fanaberią, dziś jest jedną z najszybciej rosnących kategorii na europejskim rynku napojów. Segment napojów funkcjonalnych notuje nawet 28 proc. wzrostu rocznie, a samą wodę funkcjonalną czeka w ciągu pięciu lat skok wartości z ok. 5 do niemal 7 mld zł. Motorem tej zmiany są młodzi — zwłaszcza pokolenie Z, które coraz rzadziej pyta, co pić, a coraz częściej — co kupowany napój ma „w środku".

Europejski rynek napojów od lat rośnie w miarę stabilnie, na poziomie około 4 proc. rocznie. Kiedy jednak oddzieli się klasyczną półkę z gazowanymi i sokami od nowej kategorii produktów obiecujących „coś więcej niż nawodnienie", okazuje się, że cała dynamika siedzi dziś w jednym segmencie. Produkty funkcjonalne — a więc takie, które oprócz ugaszenia pragnienia mają wspierać koncentrację, energię, regenerację czy odporność — rosną nawet 7 razy szybciej od reszty kategorii.

Woda z witaminami, elektrolitami i obietnicą lepszego dnia

Szczególnie widać to w segmencie wód funkcjonalnych. Według prognoz przygotowanych przez Mordor Intelligence wartość tego rynku w Europie ma wzrosnąć z 1,48 mld USD w 2026 roku do 1,99 mld USD w 2031 roku. Po przeliczeniu na złotówki (kurs NBP z 20 kwietnia 2026 r.) daje to skok z niecałych 5,32 mld zł do blisko 7,15 mld zł. Skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) prognozowany dla tej kategorii to 6,05 proc. — wyraźnie więcej niż dla całego rynku napojów.

Strukturę tego segmentu najłatwiej opisać trzema liczbami. W 2025 roku produkty smakowe odpowiadały za 71,91 proc. kategorii, wody wzbogacone witaminami miały 19,34 proc. udziału, a resztę dzieliły między siebie m.in. wody mineralne i elektrolitowe. Co ciekawe, to właśnie ten ostatni, dziś relatywnie niewielki wycinek rynku, ma przed sobą najlepsze perspektywy: do 2031 roku ma rosnąć w tempie 8,58 proc. rocznie.

Smak ciągle wygrywa z funkcją

Liczby te trochę weryfikują opowieść o tym, że konsumenci kupują wodę funkcjonalną dla witamin, elektrolitów czy cynku. W praktyce na pierwszym miejscu nadal jest smak — i to najczęściej cytrusowy. Z badania przeprowadzonego przez markę Waterdrop w lutym 2026 roku na próbie 2412 konsumentów z pięciu krajów Europy Środkowo-Wschodniej wynika, że w Polsce smaki cytrusowe wybiera 64 proc. ankietowanych, w Czechach 57 proc., w Rumunii 56 proc., a na Słowacji i Węgrzech po 68 proc.

Mówiąc wprost: producenci sprzedają witaminy, ale kupujący głosują portfelem za tym, co dobrze smakuje. Sam fakt, że coś jest „wzbogacone" czy „funkcjonalne", dla kategorii przez lata spychanej na półkę z „zdrowym jedzeniem" oznacza za to jedno — legitymację, by kosztować więcej niż zwykła butelka wody mineralnej.

Pokolenie Z napędza popyt, ale sama umie czytać etykiety

Za gwałtownym rozrostem całej kategorii stoją przede wszystkim millenialsi i — jeszcze bardziej — pokolenie Z. Raport Mordor Intelligence wskazuje, że aż 45 proc. przedstawicieli tej grupy deklaruje chęć wyboru wód o „lepszym składzie" — o 7 punktów procentowych więcej niż rok wcześniej.

To ten sam rynek konsumencki, o którym wiadomo już, jak bardzo potrafi być wymagający i kapryśny. Tyle chcą zarabiać pokolenie Z, a jednocześnie — jak pokazują kolejne raporty — więcej wydaje, niż zarabia. Z jednej strony gotowe wyłożyć dodatkowe kilka złotych za „czystą etykietę" i cynk w butelce, z drugiej — dużo częściej niż pokolenia starsze porównuje skład, czyta tabele wartości odżywczych i reaguje na greenwashing.

Z punktu widzenia samej branży nie jest to wygodna publiczność. Dla Zetek „dobry skład" nie oznacza tego samego, co dla producenta. Obietnica „6 witamin i 4 elektrolitów" brzmi świetnie na etykiecie, ale realne różnice między markami wymagają już uważnej lektury składu. A to ten sam obszar, w którym od lat nie daj się oszukać etykietom spożywczym okazuje się bardzo aktualnym hasłem — zwłaszcza gdy obok nazw witamin pojawiają się aromaty identyczne z naturalnymi i słodziki, których konsument nie spodziewa się w produkcie reklamowanym jako „pure".

Funkcjonalność kontra energetyki

Ciekawie wygląda rozwój kategorii na tle innego segmentu, który wcześniej niemal w pojedynkę napędzał sprzedaż napojów do młodych. Po wprowadzeniu w 2024 roku zakazu sprzedaży energetyków osobom niepełnoletnim oraz przy utrzymującej się dodatkowej opłacie, z której zrobiono podatek od kofeiny i tauryny, rynek szukał nowego pomysłu na młodego klienta. Pseudoenergetyki, izotoniki, wody kokosowe, napoje z elektrolitami — wszystko to próbowało zająć miejsce po klasycznych puszkach.

Kategoria wód funkcjonalnych jest pod tym względem wygodna: nie wpada (przynajmniej na razie) w żadne ograniczenia wiekowe, nie jest obłożona podatkiem cukrowym w takim stopniu, jak mocno słodzone napoje, a dodatek witamin daje producentom prawo do marketingowej narracji o „wsparciu codziennego funkcjonowania". Wcześniej o podobnej strategii marek koncernów próbujących utrzymać młodego konsumenta pisaliśmy przy okazji napojów energetycznych — dziś tę samą grupę docelową przejmują w dużej mierze producenci kapsułek i saszetek rozpuszczanych w wodzie.

Ekologia jako argument sprzedażowy, ale też jako obowiązek

Drugim po funkcjonalności czynnikiem, który w raportach wraca jak mantra, jest zrównoważony rozwój. Z danych MarkWide Research przywoływanych w prognozach dla rynku wynika, że 73 proc. europejskich konsumentów preferuje ekologiczne opakowania i metody produkcji. To przekłada się na konkretne decyzje: wybór marek deklarujących neutralność węglową, rezygnację z jednorazowego plastiku na rzecz butelek wielokrotnego użytku, popularność koncentratów i kapsułek rozpuszczanych w kranówce.

Tyle że „ekologiczne opakowanie" to pojęcie, które można naginać niemal dowolnie. Unijne rozporządzenie o opakowaniach (PPWR) stopniowo zaostrza wymogi dla branży, a polski system kaucyjny — wciąż na etapie wdrażania — ma dopiero pokazać, które deklaracje producentów były szczere, a które sprowadzały się do zmiany grafiki na etykiecie. Konsument, który kieruje się „zielonym" przekazem, powinien raczej patrzeć na kod recyklingowy i zgodność opakowania z systemem zbiórki niż na liczbę liści namalowanych na butelce.

Starzejąca się Europa po drugiej stronie lady

Na kategorię funkcjonalną patrzy się zwykle przez pryzmat młodych, ale statystyki demograficzne mówią, że największe tempo przyrostu mogą zapewnić wcale nie Zetki. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia do 2030 roku co szósty mieszkaniec globu będzie miał 60 lat lub więcej. Produkty „wspierające koncentrację", „układ odpornościowy" czy „kości i stawy" są kierowane formalnie do szerokiego odbiorcy, ale realnie ich docelowym klientem bywa konsument dojrzały, z większą siłą nabywczą i większą skłonnością do wydawania na profilaktykę zdrowotną.

W efekcie rynek wód funkcjonalnych przestaje być niszą fitnessową, a zaczyna funkcjonować jako kategoria premium — z dwoma różnymi segmentami konsumentów: młodym, patrzącym na skład i zrównoważony rozwój, oraz dojrzałym, szukającym produktów o konkretnym wskazaniu.

Co z tego ma konsument — i gdzie zaczyna się ryzyko

Z perspektywy prawa konsumenckiego to obszar, w którym łatwo o nadużycia. Napój z dodatkiem witaminy B6, cynku i magnezu w porcji, która pokrywa np. 15 proc. dziennego zapotrzebowania, nie jest suplementem diety ani lekiem. Jest produktem spożywczym — i podlega przede wszystkim rozporządzeniu 1169/2011 o informowaniu konsumentów o żywności oraz rozporządzeniu 1924/2006, które ściśle reguluje, jakich oświadczeń zdrowotnych i żywieniowych można użyć na opakowaniu.

Sformułowania typu „dla lepszej koncentracji", „dla odporności" czy „wspiera energię" mogą pojawić się na etykiecie tylko wtedy, gdy konkretne składniki są obecne w ilości odpowiadającej dozwolonemu claimowi zdrowotnemu. W praktyce oznacza to, że część hasłowej narracji marketingowej — szczególnie w social mediach — balansuje na granicy tego, co można, a czego nie można komunikować.

Dla kupującego wniosek jest dość pragmatyczny. Woda funkcjonalna bywa zdrowszą alternatywą dla energetyka czy słodzonej coli — ale nie zastąpi zbilansowanej diety ani multiwitaminy zalecanej przez lekarza. W 9 przypadkach na 10 to po prostu lepiej smakująca woda z dodatkiem kilku mikroelementów i kilku złotych dopłaty. I jeżeli ktoś chce ją pić, to jak najbardziej — byle świadomie, z lekturą składu, a nie tylko frontu etykiety.

Eliška Rezníček Dočkalová, General Manager Waterdrop CEE, komentując zmiany na rynku, zauważa: „Zmiany na rynku napojów pokazują, że konsumenci coraz częściej podejmują świadome decyzje zakupowe i oczekują od produktów czegoś więcej niż tylko nawodnienia. To przesunięcie w stronę funkcjonalności wskazuje, jak ważne staje się łączenie dobrego smaku z realnym wsparciem codziennych potrzeb, takich jak energia czy regeneracja".

Teza brzmi spójnie z całą narracją branży. Warto jednak pamiętać, że komunikat o „świadomym konsumencie" jest dziś jedną z najczęściej powtarzanych figur w komunikacji praktycznie każdego producenta żywności — od jogurtów, przez batony białkowe, po wodę w saszetkach. Prawdziwym testem tej świadomości nie są deklaracje w ankiecie, tylko decyzja w sklepie. A ta coraz częściej zależy po prostu od tego, który smak jest w promocji.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji

zobacz więcej:

Najnowsze
Warte Uwagi