Pierwsza randka to stres porównywalny co najmniej z egzaminem na prawo jazdy, chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości. Do tanga trzeba dwojga, więc często zdarza się, że to pierwsze spotkanie nie należy do udanych. Czasem uda się zatrzeć pierwsze złe wrażenie na kolejnych randkach, lecz równie często nie ma z czego zbierać. Do podobnego wniosku doszedł pewien Amerykanin, który po nieudanej randce… pozwał partnerkę.

Gdyby ta historia wydarzyła się w Polsce, to pierwsze co bym pomyślał, to że chłopak na randkę trafił bezpośrednio po zdanym egzaminie z cywila. Sami wiecie, co mówią o studentach prawa. Wychodzi na to, że facet był mocno zdesperowany, skoro na koniec sięgnął po takie rozwiązanie. Myślicie pewnie, co mogło się stać? Może go obrażała albo źle odczytała jakiś jego sygnał i strzeliła mu po pysku? Nie. Dziewczyna całą randkę pisała smsy. Nie były to smsy do niego, rzecz jasna.

Chłopak całą randkę zaplanował klasycznie, zapraszając dziewczynę do kina. Okazja była ku temu świetna, bo właśnie do kin wchodzi świetny film, jakim bez wątpienia jest druga część Strażników Galaktyki. Już 15 minut po rozpoczęciu seansu dziewczyna wyciągnęła telefon i zaczęła pisać. Niewątpliwie miała dużo spraw na głowie, bowiem jak sam chłopak zauważył, do czasu aż nie zwrócił jej uwagi, to wysłała co najmniej 20 wiadomości. Gdy to nie poskutkowało, ten nie wytrzymał i poprosił partnerkę, aby wyszła z kina i pisała smsy na zewnątrz. Oczywiście kobieta nie czekała na niego pod salą i nigdy więcej się nie zobaczyli.

Niczym Karol, typowy student prawa

Ktoś widocznie nie lubi porażek i chce kontynuować podryw na znaną każdemu studentowi prawa metodę, jaką jest metoda na pozew. Dla zainteresowanych:

Podoba Ci się jakaś dziewczyna, ale wstydzisz się zagadać? Chciałbyś się z nią umówić, a nie wiesz jak to zrobić? Wykorzystaj prawo w służbie miłości. Pozwij ją. Pozwij ją do sądu. Będzie musiała przyjść na rozprawę. Ładnie ubrana, już nie taka pewna siebie. Jak na widelcu. A ty wtedy wycofujesz pozew. Ona płacze. Płacze ze szczęścia. Ocierasz jej łzy. Patrzysz w oczy. Całujecie się. Zdobyłeś jej miłość. Dzięki polskiemu prawu cywilnemu.

Tak, chłopak pozwał dziewczynę, z którą był na randce. Uznał, że jej zachowanie to, uwaga, zagrożenia dla cywilizowanego społeczeństwa. Domaga się zwrotu 17 dolarów i 31 centów za bilety, które postawił dziewczynie. Swoją historię opisał dziennikarzom, którym już udało się skontaktować z kobietą, która poprosiła o zachowanie anonimowości. Ta określiła całą sytuację mianem szaleństwa, a smsów wysłała nie 20 a 2. Całą kuriozalną randkę skwitował również reżyser Strażników, który po tym jak o niej usłyszał powiedział:

Dlaczego ograniczać się do pozwu o odszkodowanie? Ona zasłużyła na więzienie!

Pozew za nieudaną randkę

Cała ta historia wydaje się zabawna na pierwszy rzut oka. W trakcie pisania doszedłem jednak do wniosku, że dziewczyna dobrze zrobiła, uciekając od gościa, który wydaje się nie mieć jakiejś klepki. Smsy jako zagrożenie dla cywilizowanego społeczeństwa? Dajcie spokój. Ciekawe co by było na drugiej randce?