1. Bezprawnik -
  2. Gospodarka -
  3. Wojna z Rosją zrujnowałaby Polskę. Eksperci policzyli, że taniej się zbroić i zbroić Ukrainę

Wojna z Rosją zrujnowałaby Polskę. Eksperci policzyli, że taniej się zbroić i zbroić Ukrainę

Wojna z Rosją na pełną skalę zniszczyłaby polską gospodarkę. Bardziej optymistyczne scenariusze zakładają kryzys, jakiego nie widzieliśmy od czasów transformacji ustrojowej. Tylko czy aby na pewno wizje kreślone przez ZPP i Defence Institute są realne?

Tusk ostrzega: rosyjski atak na NATO to kwestia miesięcy, nie lat

Premier Donald Tusk przekonywał niedawno, że rosyjski atak na któregoś członka NATO jest potencjalnie możliwy w ciągu nadchodzących miesięcy, a nie kilku lat. Nie da się ukryć, że potencjalnym celem reżimu Putina może paść także Polska.

Związek Pracodawców Polskich wraz z Defence Institute opublikowały w czwartek raport „Ekonomiczne koszty wojny dla Polski”. Jak sam tytuł wskazuje, policzono w nim, ile kosztowałaby Polskę wojna z Rosją. Autorzy raportu kreślą trzy scenariusze takiego konfliktu. Spoiler: wszystkie kończą się dla nas mniejszą lub większą katastrofą gospodarczą.

Trzy scenariusze wojny z Rosją – każdy oznacza gospodarczą katastrofę

Scenariusz pierwszy: ograniczony konflikt i zniszczenie infrastruktury energetycznej

Pierwszy to ograniczone działania wojenne bez okupacji polskiego terytorium. Rosjanie przeprowadzają ataki w infrastrukturę krytyczną umożliwiającą dostawę surowców energetycznych do naszego kraju. Autorzy sugerują zniszczenie Naftoportu, Rafinerii Gdańskiej oraz terminalu w Małaszewiczach.

Działania wojenne trwają dwa miesiące. Później zostaje zawarte zawieszenie broni. Rosja w zasadzie wygrywa. Uzyskuje zniesienie sankcji i prawo do eksportu węglowodorów do Europy. Zdobywa także kontrolę nad państwami bałtyckimi. Polsce narzucane są ograniczenia w obecności wojsk sojuszniczych we wschodniej części kraju.

Koszt gospodarczy przegranej krótkotrwałej wojny NATO z Rosji wynosi w przypadku Polski ok. 800 mld zł, co niemalże odpowiada rocznym wydatkom budżetowym naszego państwa. Dla porównania: roczne wpływy wynoszą obecnie niecałe 650 mld zł.

Realne PKB spada o 11,2 proc. Inflacja osiąga poziom 80 proc. Inwestycje zagraniczne uciekają z Polski. Transport staje się problemem, podobnie jak dostęp do paliwa.

Scenariusz drugi: Rosjanie wdzierają się w głąb polskiego terytorium

Czy może być gorzej? Jak najbardziej. Drugi scenariusz to wojna z Rosją, w której kremlowskie hordy zdołały wedrzeć się głęboko na polskie terytorium i okupują Podlasie, Warmię i Mazury. Nasze wojsko błyskawicznie ponosi znaczące straty pomimo zdecydowanego oporu.

Tym razem wojna zostaje przegrana szybciej. Po 20 dniach Rosja oferuje upokarzające warunki pokoju sprowadzające się do stopniowego wycofywania się z Polski w zamian za państwa bałtyckie.

PKB w tym scenariuszu spada o 29,4 proc. Inflacja skacze do 160 proc. Koszty transportu międzynarodowego rosną o 90 proc. Jesteśmy odcięci od państw bałtyckich, ale nic nie szkodzi, bo te i tak trafiają pod kontrolę Moskwy. Z zajętych przez wroga województw ucieka ok. 2 mln uchodźców wewnętrznych.

Scenariusz trzeci: pyrrusowe zwycięstwo i 5,5 bln zł na odbudowę

Trzeci scenariusz to wojna na pełną skalę, w której sojusznicy z NATO akurat przychodzą nam na pomoc. Problem w tym, że dopiero po 120 dniach zażartych walk przypominających pod względem przebiegu Wojnę Polsko-Bolszewicką. Zwrot następuje dopiero po zepchnięciu obrońców na linię Wisły i Sanu.

Wygrywamy, ale jakim kosztem? W tym przypadku polska gospodarka zostaje praktycznie zdewastowana. Infrastruktura w odległości 100 km od terenów okupowanych zostaje zniszczona w 80 proc. Bezrobocie rośnie do poziomu 43 proc. Złotówka praktycznie traci wartości, codzienny obrót na ziemiach polskich przechodzi na euro i dolary.

Koszty naprawy zniszczeń w infrastrukturze sięgają 3 bln zł. Łączny koszt odbudowy całej gospodarki mogą zaś wzrosnąć do poziomu 5,5 bln zł. Siłą rzeczy powrót do względnej normalności zająłby nam przynajmniej dwie dekady, jeśli w odbudowę Polski zaangażowaliby się nasi zachodni sojusznicy.

Zbrojenia są dużo tańsze od odbudowy zniszczeń wojennych

ZPP oraz Defence Institute w swoim raporcie przekonują, że wydatki na zbrojenia, zwiększenie liczebności armii i inne elementy przygotowania do obrony Polski są i tak dużo niższe niż ewentualny koszt odbudowy kraju po inwazji. Dotyczy to nawet tych mniej destrukcyjnych scenariuszy.

Nie sposób się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Jeśli ktoś ma co do tego wątpliwości, to może spojrzeć na przykład Ukrainy. PKB tego kraju w pierwszym roku wojny zmalało o 30 proc. Tegoroczne szacunki sugerują, że koszt odbudowy ukraińskiej gospodarki rozłożonej na 10 lat wyniesie ok. 588 mld dolarów, czyli ok. 2,1 bln zł. Już wcześniej pisaliśmy zresztą o tym, ile kosztowałaby odbudowa Ukrainy liczona od pierwszych tygodni rosyjskiej inwazji – i była to kwota rzędu całorocznego budżetu Polski.

Dobrym przykładem jest też sama Rosja, której wskaźniki makroekonomiczne trzymają się dzięki pompowaniu pieniędzy w przemysł zbrojeniowy oraz starym dobrym zakłamywaniu statystyk. Wbrew pierwszym entuzjastycznym prognozom na temat tego, czy Rosja może zbankrutować, gospodarka agresora nie zawaliła się – choć cały czas balansuje na krawędzi.

Czy Putin naprawdę zaatakowałby Polskę? Z jego rozsądkiem jest kiepsko

Nie sposób przy tym nie zadać sobie pytania o to, czy któryś z nakreślonych przez ZPP i Defence Institute scenariuszy jest dzisiaj w ogóle realny. Nie jestem w stanie kategorycznie napisać, że Rosja nie napadnie na Polskę ani nie zaatakuje żadnego kraju NATO. W końcu w lutym 2022 r. byłem przekonany, że tamtejsze władze nie są na tyle głupie, by przeprowadzić inwazję na Ukrainę. Okazało się, że nie doceniłem Władimira Putina i jego dworu.

Równocześnie warto zauważyć, że kremlowska machina wojenna złapała zadyszkę. „Trzydniowa operacja specjalna” trwa już ponad 1500 dni. Moskwa nie osiągnęła żadnego ze swoich celów strategicznych. Nie zajęła całego Donbasu, nie zdobyła Charkowa i Zaporoża, nie wyrąbała sobie drogi do Odessy, nie utrzymała Chersonia. Siłą rzeczy nie udało się jej także zainstalować prokremlowskiej marionetki w Kijowie.

Rosyjskie straty w walce z Ukrainą wynoszą już grubo ponad milion żołnierzy, z czego tegoroczne statystyki wskazują na ok. 300-400 tys. zabitych. Pancerna pięść Putina straciła tysiące czołgów i dziesiątki tysięcy innego rodzaju sprzętu. Sytuacja wewnętrzna jest na tyle napięta, że Kreml zdecydował się odciąć Rosjan od zachodniego internetu.

Wojna Ukrainy z Rosją to także nasza wojna

Czy państwo niebędące w stanie wygrać wojny z Ukrainą jest w stanie skutecznie przeprowadzić drugą zakrojoną na wielką skalę operację ofensywną, otwierając sobie zupełnie nowy front w walce z niezmęczonym i potencjalnie lepiej przygotowanym przeciwnikiem? Ależ skąd. Nie znaczy to jednak, że w akcie desperacji Rosjanie nie spróbują „negocjacji poprzez eskalację”. Już na początku pełnoskalowej inwazji Putin groził bronią jądrową całemu zachodniemu światu i nie ma żadnych powodów sądzić, że w obliczu klęski na froncie nie wyciągnie tej karty ponownie.

Niestety wielką niewiadomą są obecnie Stany Zjednoczone. Dotychczas Europa polegała niemalże w całości na amerykańskich gwarancjach bezpieczeństwa. Prezydentura Donalda Trumpa pokazała, że nie był to najlepszy pomysł, a nasz kontynent powinien liczyć przede wszystkim na własny potencjał obronny. Wrażenie to tylko wzmocniła nieudana wojna z Iranem.

Zbrojenia kosztują, ale brak zbrojeń kosztuje znacznie więcej

Właśnie dlatego wzmacnianie polskiej obronności jest takie ważne. Zbrojenia są drogie, ale potrzebne. Pozyskanie w tym celu dodatkowego finansowania jest zgodne z polską racją stanu, a próby sabotowania tego procesu zakrawają na zdradę.

Nie da się także ukryć, że dopóki Putin męczy się z Ukrainą, dopóty Polska pozostaje relatywnie bezpieczna. Kolejne pakiety sankcji dla Rosji i Białorusi – choć krytykowane za dziurawość – wciąż uderzają w zdolności Kremla do prowadzenia wojny. Z drugiej strony eksperci od dawna wskazują, że sankcje na Rosję nie działają tak, jak liczono na Zachodzie, a rosyjska gospodarka wciąż finansuje machinę wojenną dzięki sprzedaży ropy do Indii i Chin oraz flocie cieni.

Siłą rzeczy wsparcie wysiłku wojennego naszego wschodniego sąsiada również stanowi realizację naszego narodowego interesu. Trzeba o tym pamiętać zawsze, gdy ktoś próbuje ten wysiłek zatrzymać – tym bardziej że z perspektywy 2022 roku doskonale wiemy, jak się zaczyna wojna Rosji z Ukrainą, i jak łatwo z dnia na dzień można obudzić się w zupełnie innej rzeczywistości.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi