Ubezpieczenie samochodu autonomicznego to duży problem. Toyota proponuje: odpowiedzialność bierzemy na siebie

Moto Technologie dołącz do dyskusji (24) 23.10.2019
Ubezpieczenie samochodu autonomicznego to duży problem. Toyota proponuje: odpowiedzialność bierzemy na siebie

Paweł Mering

Samochody autonomiczne w Polsce znajdują się w fazie testów, ale kwestią czasu jest, gdy na stałe zagoszczą na drogach. W odniesieniu do tego typu pojazdów istnieje wiele wątpliwości co do odpowiedzialności cywilnej za szkodę, a co za tym idzie — także co do ubezpieczenia.

Ubezpieczenie samochodu autonomicznego

W odniesieniu do odpowiedzialności cywilnej za szkodę spowodowaną przez ruch pojazdu autonomicznego cały czas prowadzone są badania naukowe. Jest to dziedzina niezwykle ciekawa, bo pojazdy autonomiczne poruszać się mogą po wodzie, w powietrzu, a nawet w przestrzeni kosmicznej.

Bardziej przyziemne zastosowanie pojazdów autonomicznych odnosi się jednak do dróg publicznych, a technologia ta znajduje się w fazie sukcesywnego rozwoju. Problematyka zastosowania konstrukcji odpowiedzialności, zgodnej z ludzką moralnością, wyraża się trudności co do zaspokojenia poczucia sprawiedliwości, czy też możliwie najsprawiedliwszego jak gdyby scedowania winy na człowieka, mimo że de facto sprawcą zdarzenia jest maszyna.

Samochód autonomiczny odszkodowania nie wypłaci, toteż odpowiedzialność musi być przypisana człowiekowi, a wspomina się tutaj najczęściej o osobie, znajdującej się w pojeździe, bądź uruchamiającej pojazd, co wprowadza go w ruch.

Jedna z propozycji rozwiązania powyższych problemów została zaprezentowana przez Toyota Research Institute — opisuje AntyWeb.

Wypadki pojazdów autonomicznych

Wraz z pojawieniem się pojazdów autonomicznych na europejskich drogach, pojawi się także mnóstwo problemów z nimi związanych. Paradoksalnie, lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby w jednym momencie wszystkie pojazdy zamieniły się w autonomiczne, bo największym zagrożeniem dla samochodu autonomicznego jest inne auto, kierowane przez człowieka — człowiek zawsze wprowadza losowość, której algorytmy nie przewidzą zawsze.

Toyota proponuje kilka rozwiązań, a jednym z nich jest przyjęcie odpowiedzialności za pojazd autonomiczny przez producenta. Oczywiście chodzi o ubezpieczenie, którego koszt byłby wpisany w cenę samochodu autonomicznego. Alternatywnym rozwiązaniem jest bezwzględne uznawanie winy osoby, która znajduje się w pojeździe.

Wprowadzenie takich rozwiązań może zatrząść rynkiem ubezpieczeń, szczególnie z tego powodu, iż pojazdy autonomiczne są w swojej przewidywalności zupełnie nieprzewidywalne. Również fakt, że jesteśmy społeczeństwem rozwiniętym, znacznie utrudnia szybkie wprowadzenie sprawiedliwej konstrukcji odpowiedzialności. To już nie są czasy średniowiecza, w którym — za karę — burzono mury budynku, w którym doszło do przestępstwa, a ludności to nie przeszkadzało.

24 odpowiedzi na “Ubezpieczenie samochodu autonomicznego to duży problem. Toyota proponuje: odpowiedzialność bierzemy na siebie”

  1. Tutaj wchodzi tylko i wyłącznie odpowiedzialność producenta, jeśli mowa o pojeździe w pełni autonomicznym. Jeśli jest to utrzymywanie pasa ruchu etc., to wtedy wchodziłaby w grę odpowiedzialność kierowcy. Docelowo pojazdy autonomiczne będą się poruszać nawet bez pasażerów, więc tutaj sytuacja będzie całkowicie jasna.

  2. Zapytam, dlaczego mam ponosić odpowiedzialność za czyn nie popełniony, przecież nie ja prowadzę, nie ja decyduję, ja chcę tylko dojechać w określone miejsce w sensownym czasie i za rozsądny koszt.

    • odpowiedzialnosc na zasadzie ryzyka. Powinienes ja ponosic nie dlatego ze popelniles dany czyn, ale dlatego ze wybrales wariant ktory okazal sie niebezpieczny. Jesli nie ma akredytacji rzadowej to powinienes odpowiadac wlasnie w ten sposob. Jesli jednak jest akredytacja to odpowiedzialnosc powinien wziac na siebie rzad ktory juz sam ma ustalic czy ubezpieczyciel ma to pokrywac czy moze ubezpieczenie nie jest obowiazkowe i panstwo pokrywa takie szkody.

      • Ponownie dlaczego ? Przecież dlatego wybieram wariant samochodu (pojazdu) autonomicznego że gwarantuje on bezobsługowe dotarcie do celu, a producent, dostawca twierdzi że pojazd posiada wszelkie niezbędne wyposażenie by mógł poruszać się samodzielnie i bez kontroli osoby prowadzącej, co w sytuacji gdy jedzie pusty? bez ludzi

    • dlatego ze to ty mu zaufales i powierzyles zycie innych ludzi w jego rece. Gdyby nie ty to ten inzynier nigdy nie moglby nikogo skrzywdzic. Rozumiesz?

      • IMHO Nie do końca, zaufałem producentowi, dostawcy, ewentualnie serwisowi jeżeli nie jest nowy, a jak wiadomo każde użytkowane urządzenie wymaga czasem serwisu, a to producent, dostawca, powierzył bezpieczeństwo moje i innych inżynierowi-programiście, testerowi oprogramowania, jak również wszystkim tym którzy cokolwiek robili w celu zmontowania tego pojazdu , kolejne dlaczego mam odpowiadać za cudze błędy, a może brak kompetencji, czy niedbalstwo, albo zwykły ludzki błąd pracownika na taśmie, czy wadę materiałową?
        Ktoś określił że pojazd posiada określone funkcjonalności, ktoś ( instytucja) homologował i dopuścił do ruchu

  3. a takie pytanie poboczne, podobno samochody autonomiczne maja chronić życie, ale czyje?
    i z jakim priorytetem?

    czy jeśli mamy opcje rozjechania wycieczki szkolnej, czy spadku w przepaść to co wybrałby kierowca człowiek a co komputer?

    i czy stawka ubezpieczenia była by większa w samochodzie o konfiguracji „chroń kierowce za wszelką cenę”?

    od „chroń pieszych za wszelką cenę” ?

    ale czy „za wszelką” czy tylko „chroń za taką za którą ja przepisowo odpowiadam”

    bo przecież komputer wykrywając, że zbliża się wyprzedzający lewy pasem TIR i ma ochotę rozjechać pieszych którym przepuszczam na pasach, może uznać że należy ich chronić i zajechać TIRowi drogę stawiając się w poprzek [maks skręt w lewo i wsteczny]

    • masz racje. One maja PODOBNO chronic zycie. A dokladniej to one maja przestrzegac przepisow i nic wiecej. A skoro przestrzeganie przepisow jednoznacznie wiaze sie z ochrona zycia to utarlo sie w prasie przeswiadczenie ze samochody maja chronic zycie. To zwykla nadinterpretacja ktora nie ma pokrycia w takiej formie.

      • Mają PODOBNO chronić życie i przestrzegać przepisów, to przewiduję stałe aktualizacje, bo co w sytuacji legislacyjnego rozwolnienia, a co z prawem uchwalanym w nocy , po ciemku, gdy nie widzą co uchwalają, a opublikowanym i obowiązującym od rana ( bez vacatio legis)?
        Poza tym IMHO to producent, dostawca, serwisant gwarantują mi że pojazd posiada określone funkcjonalności, to producent, dostawca zatrudnił inżyniera-programistę, testera oprogramowania, i całą rzeszę ludzi którzy złożyli pojazd w całość, dlaczego więc mam odpowiadać za cudzą niekompetencję, niedbalstwo, czy zwykłe zmęczenie, ktoś ( firma , instytucja) pojazd wyprodukował, ktoś homologował, dopuścił do sprzedaży i użytkowania w warunkach ruchu drogowego, gwarantując określone funkcjonalności i bezpieczeństwo pasażerów i innych uczestników ruchu.

        • tylko, że autonomiczne samochody są własnie reklamowane , takimi hasłami, że mniej wypadków, mniej śmierci. Ciekawe czy to będą rzeczywiste parametryprzyhomologacji drzewka wyboru.

          O albo czy ekofanatyk, czy weganin, będzie mógł wymóc posiadanie opcji (bo lobby może coś takiego wymóc),
          żeby pojazd nawet kosztem uderzenia w drzewo próbował ratować koty psy króliki dziki sarenki kangury. czy kosztem innych pojazdów i ludzi – na to chyba regulacje nie powinne pozwolić

          Inna sprawa:
          czy jeśli jakiś inżynier, tester stwierdzi na etapie testów, że system np. sieci neuronowej ma tendencje do przeuczania się po kilkunastu latach jakiejś trasy i przywiązuje mniejsza wagę do np. nie występowania dzieci poza terenem zabudowanym w nocy, to moze jeździć mimo znaków tam „szybciej i mniej ostrożnie”. Z resztą podobnie dzieje się z ludźmi.
          I przepuści takiego babola, bo do końca roku trzeba projekt zamknąć.
          to kto tego inzyniera z kilkanaście lat znajdzie i co mu zrobią

  4. jakos tak dziwnie jest, że człowiek najbardziej dba o swoją odpowiedzialność na zasadzie Dramatu – czyli jedności czasu miejsca i akcji.
    Bo to dotyczy go bezpośrednio, sam ponosi konsekwencje i odczuwa skutki złych decyzji.

    Przykładem który dobrze obrazuje oderwanie od miejsca i bycia dalekim świadkiem/choć zasadniczo to sprawcą wydarzań, jest katastrofa na platformie BP w zatoce mexykańskiej.
    Tam tez decyzje podejmowali inżynierowie siedzący tysiące kilometrów od celu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *