Nie będę ukrywał, że należę do pokolenia Y (inaczej: Millenialsi). Przypomnę, że tak określa się ludzi urodzonych od 1984 do 1997 roku. Moje dzieciństwo, jak i większości moich rówieśników (zwłaszcza okres wakacji) to ciągłe przebywanie na podwórku. Nie było wtedy telefonów, gier czy Facebooka. Czas zajmowały nam liczne zabawy. 

Kto z nas nie pamięta podchodów czy zabawy w chowanego. Ja natomiast z kolegami całe dnie graliśmy w piłkę. Każdy z Nas chciał być jak Tsubasa Ōzora czy  Kojirō Hyūga. Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że to bohaterowie kultowej wówczas bajki Kapitan Jastrząb. Graliśmy gdzie popadło… na boisku, na drodze czy na trawniku koło bloku.

Zakaz gry w piłkę w Polsce – mandat

Niestety teraz jest to bardzo rzadko spotykany widok. Młodzi mają inne atrakcje. Być może się mylę  i przyczyną tego jest coraz częściej obowiązujący na osiedlach, koło domów czy w parku zakaz gry w piłkę jak i innych zabaw. Gdzie się nie spojrzy to „wszędzie” wisi tabliczka „Zakaz gry w piłkę”.

Ostatnio zastanawiałem się jakie kary obowiązują za złamanie tego zakazu. Gdy zacząłem przeglądać przepisy prawne okazuje się, że nie ma żadnych podstaw prawnych, które dopuszczałyby możliwość wprowadzenia takich zakazów. Nie oznacza to, że rodzic nie odpowie za swoje dziecko w takiej sytuacji.

Straż miejska czy Policja może ukarać rodzica mandatem karnym z tytułu popełnienia przez pupila wykroczenia niszczenia roślinności (art. 144 kodeksu wykroczeń), mienia (art. 124 kodeksu wykroczeń) czy zakłócanie porządku publicznego (art. 51 kodeksu wykroczeń). Na szczęście wymierzona kara grzywny nie wyczyści do końca portfela rodzica. Z reguły wysokość mandatu oscyluje w granicach 100-300 zł.

50 tysięcy złotych zadośćuczynienia za boisko koło domu

We Włoszech lepiej nie kopać piłki

Tam straż miejska karze zdecydowanie surowiej. Ostatnio przekonała się o tym para rodziców czworga dzieci wieku od 5 do 8 lat. Straż miejska wymierzyła im karę w wysokości 600 euro za to, że ich pupile grały w piłkę w parku, gdzie jest to zabronione. Funkcjonariuszy wezwała grupa mieszkańców, którym przeszkadzała zabawa najmłodszych. Zdarzenie miało miejsce w miejscowości Malo koło Vicenzy. W miasteczku wiadomość o grzywnie przyjęto z oburzeniem.

Kilkudziesięciu mieszkańców złożyło w magistracie wniosek o zmianę przepisów, bo w ich oczach kara jest niesprawiedliwa i absurdalna. W obronie straży miejskiej stanęła burmistrz miasta Paola Lain. Zapewniła zarazem, że władze urządzą na części terenów zielonych boisko.

Dobrze, że za moich czasów nie obowiązywały takie zakazy i kary… co byśmy wtedy robili?