Przedsiębiorcy kontratakują i zalewają sanepidy wnioskami, próbując sparaliżować ich pracę. Sanepidy jednak nie zamierzają odpowiadać

Gorące tematy Codzienne Zdrowie dołącz do dyskusji (944) 05.02.2021
Przedsiębiorcy kontratakują i zalewają sanepidy wnioskami, próbując sparaliżować ich pracę. Sanepidy jednak nie zamierzają odpowiadać

Paweł Mering

Akcja ZapytajSanepid.pl organizowana przez polskich przedsiębiorców to oczywisty trolling. Główny Inspektorat Sanitarny wyjaśnia, że zalewany jest „bezpodstawnymi” prośbami o udzielenie informacji publicznej. Trochę racji ma, chociaż chodzi o płaszczyznę niezwykle wrażliwą.

Akcja ZapytajSanepid.pl

Kongres Polskiego Biznesu, którego prezesem jest dr Sławomir Mentzen, jakiś czas temu wyszedł z pewną inicjatywą, którą jest akcja ZapytajSanepid.pl. Po wejściu na stronę internetową od razu zauważyć można napis o treści:

Wyślijmy tysiące wniosków do Sanepidów, których pracownicy mają za dużo wolnego czasu i zamiast zajmować się wirusem, chodzą po restauracjach i uprzykrzają życie przedsiębiorcom.

Od razu widać, że celem działań nie jest uzyskanie informacji na konkretny temat, a sparaliżowanie instytucji. Na stronie internetowej można znaleźć wzmianki o bolszewickich praktykach, a na samym Twitterze Kongresu Polskiego Biznesu umieszczono instrukcję

https://twitter.com/kongresBiz/status/1356960156060426242

Po wprowadzeniu danych generuje się wniosek, który może być wysłany do wszystkich powiatowych sanepidów (obok generuje się lista adresów e-mail). Mi się udało otrzymać takie pytania:

  1. Czy wszczynając kontrolę podczas stanu epidemii tutejsza jednostka zawiadamia Policję i Straż Pożarną? Na podstawie jakich wytycznych? Proszę o przesłanie.
  2. Ile zakażeń kiłą miało miejsce na obszarze właściwości Państwa jednostki w okresie od 2015 do 2020 roku?
  3. Proszę o informację, ile było przypadków, na obszarze właściwości Państwa jednostki, zakażeń chorobami zakaźnymi układu moczowego w okresie od 2015 do 2021, z podaniem ilości zakażeń w poszczególnych latach.

Głównemu Inspektoratowi Sanitarnemu nie spodobała się jednak taka forma realizacji prawa do informacji publicznej.

Możecie pytać, ale my nie odpowiemy

Na stronie internetowej GIS pojawił się komunikat, w którym stwierdzono, że sam fakt napisania, że dokument jest wnioskiem o udzielenie informacji publicznej nie przesądza o tym, że jest to rzeczywisty charakter pisma. Tego rodzaju działalność nie jest zatem chęcią uzyskania odpowiedzi na pytania, a wprost – według GIS – stanowi nadużycie prawa.

Na potwierdzenie swojej argumentacji GIS przywołuje m.in. wyrok NSA z dn. 23.11.2016 r. (I OSK 1601/15), w którym wskazano, że nadużyciem prawa do informacji publicznej jest

próba skorzystania z tej instytucji dla osiągnięcia celu innego niż troska o dobro publiczne, jakim jest prawo do przejrzystego państwa i jego struktur, przestrzeganie prawa przez podmioty życia publicznego, jawność działania administracji i innych organów władzy publicznej.

Rozumiem, że przy zastosowaniu „żelaznej” logiki – przy założeniu bezprawności wielu obostrzeń, z czym po części się zgadzam – można uznać, że tego rodzaju bombardowanie PSSE wiadomościami realizuje troskę o dobro publiczne związane z powszechną chęcią, by podmioty życia publicznego działały jawnie, a także na podstawie i zgodnie z przepisami prawa. Nie jest to jednak prawnicze rozumowanie.

W mojej opinii akcja ZapytajSanepid.pl to w dalszym ciągu nadużycie prawa. Przecież wysyłane są pytania dotyczące zachorowań na kiłę i dolegliwości związane z funkcjonowaniem układu moczowego – to oczywisty trolling.

GIS nie da się zastraszyć

W dalszej części komunikatu znaleźć można wręcz ckliwe treści dotyczące tego, iż pracownicy sanepidów realizują zadania w ponadnormatywnym czasie, co także odbija się na ich zdrowiu i życiu rodzinnym. Robią to jednak po to, by uczynić zadość ustawowym obowiązkom.

GIS dodatkowo podkreśla, że wyraża duże zrozumienie dla sytuacji przedsiębiorców, jednak nie można uznać, by interesy ekonomiczne były nadrzędne wobec zdrowia i życia. Dalej pojawia się kilka przepisów z Konstytucji RP, a także stwierdzenie, że prawo do uzyskania informacji publicznej jest niżej w hierarchii względem konieczności zapewnienia bezpieczeństwa. Na końcu wskazano, że zapychanie skrzynek e-mail sanepidom zagraża bezpieczeństwu osób, które kontaktują się z konkretnymi PSSE.

Powyższe oczywiście jest swego rodzaju manipulacją. Taka argumentacja – zakrawająca nawet o zasady konstytucyjne – byłaby prawidłowa jedynie wówczas, gdyby każde rządowe obostrzenie było jednoznacznie niepodważalnie skuteczne, rozsądne i adekwatne, zaś każde odstępstwo – bezwzględnie zagrażające zdrowiu lub życiu. Tak oczywiście nie jest, a dogmat nieomylności władz publicznych nie istnieje w cywilizowanym świecie.

Akcja Kongresu Polskiego Biznesu ma jednak na celu – na co przedsiębiorcy sami wskazują – utrudnienie funkcjonowania instytucji, której znaczenie dzisiaj jest ogromne. Odcinając całą sferę nakładania administracyjnych kar pieniężnych i kontrolowania przedsiębiorców w oparciu o – czasem nielegalne z natury – przepisy nie można zapomnieć, że pracownicy sanepidu na pewno czasem wręcz dwoją się i troją, by jakkolwiek skutecznie realizować kluczowe dla zdrowia i życia zadania – jak zarządzanie kwarantanną lub izolacją.

Warto też podkreślić, że odmowa udzielenia informacji publicznej powinna być absolutnym wyjątkiem – a staje się dzisiaj coraz powszechniejsza.