Już piąty miesiąc siedzi w areszcie za… złamanie kwarantanny. Miał być środek zapobiegawczy, jest niewspółmierna kara

Gorące tematy Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (186) 23.09.2020
Już piąty miesiąc siedzi w areszcie za… złamanie kwarantanny. Miał być środek zapobiegawczy, jest niewspółmierna kara

Maciej Bąk

Informacje o łamaniu przez niektórych ludzi zasad kwarantanny docierały do nas bardzo często, szczególnie na początku lockdownu. Wiele osób decydowało się na przykład pójść do sklepu, choć prawo nakładało na nich bezwzględny obowiązek pozostawania w domu. Dziś okazuje się, że wobec mieszkanki Torunia wciąż stosowany jest areszt za złamanie kwarantanny. Kobieta pozostaje za kratami już… piąty miesiąc.

Areszt za złamanie kwarantanny

Jak poinformowała dziś Polska Times, Karolina L. trafiła do aresztu w maju po tym jak naruszyła zasady nałożonej na niej kwarantanny. Kobieta dwukrotnie opuściła swoje mieszkanie, żeby pójść na zakupy. Według prokuratury naraziła w ten sposób ponad 30 osób, z którymi miała po drodze kontakt. To klienci kilku sklepów, ale też osoby spacerujące akurat po toruńskiej starówce. Kobieta, gdy wychodziła na zakupy, nie wiedziała jeszcze że niedługo potem okaże się, że jest zakażona wirusem SARS-CoV-2.

Śledztwo w sprawie 38-latki właśnie się zakończyło. Według Polska Times, grozi jej kara od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Do sądu został już wysłany akt oskarżenia. Sprawa zapewne nie będzie skomplikowana, bo wina Karoliny L. jest oczywista. Dyskusyjny jest jednak inny fakt: dlaczego na wyrok kobieta ma oczekiwać za kratami?

Czy taki areszt jest zasadny?

Przypomnijmy jakie są przesłanki zastosowania środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. Pierwsza to uzasadniona obawa ucieczki lub ukrycia się, zwłaszcza wtedy gdy nie można ustalić tożsamości lub miejsca pobytu sprawcy. Druga to uzasadniona obawa, że dana osoba będzie mataczyć, czyli nakłaniać inne osoby do składania fałszywych zeznań. Jest jeszcze warunek mówiący o tym, że areszt można orzec w przypadku zbrodni lub występku, w przypadku których górna granica kary to co najmniej 8 lat.

Jak te przesłanki mają się do przypadku Karoliny L.? Trudno wyobrazić sobie, żeby wobec torunianki zachodziła obawa, że zaszyje się gdzieś albo ucieknie przed organami ścigania. Ciężko też usprawiedliwić areszt przesłanką o matactwie, bo przecież nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że kobieta popełniła zarzucane jej przestępstwo. Jedyną przesłanką, pod jaką można podciągnąć zachowanie 38-latki, jest górna granica zagrożenia. Bo Karolinie L. zarzucono poważne przestępstwo sprowadzenia zagrożenia dla życia lub zdrowia wielu osób poprzez stworzenie ryzyka epidemiologicznego i szerzenia choroby zakaźnej. Ale to, że grozi za to maksymalnie 8 lat, nie oznacza że sprawcę trzeba koniecznie trzymać za kratami.

Efekt zbiorowej psychozy?

Tymczasowe aresztowanie, na przykład na miesiąc, dałoby się jeszcze uzasadnić w maju, gdy kobieta została zatrzymana. Bo jej zachowanie sugerowało, że nie jest osobą zbyt subordynowaną i może ona w dalszym ciągu powodować zagrożenie epidemiologiczne. Ale jaki był sens przetrzymywania jej za kratkami przez kolejne miesiące? Czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień, a przecież potrwa to jeszcze dłużej, bo proces – nawet szybki – tak błyskawicznie się nie rozpocznie. Niewykluczone zresztą, że zakończy się on wyrokiem względnie łagodnym w porównaniu do górnej granicy kary za zarzucany kobiecie czyn. Być może nawet w zawieszeniu. I co wtedy z odsiedzianymi za kratami miesiącami? Odnoszę wrażenie, że taka, nałożona jeszcze przed wyrokiem, kara za unikanie kwarantanny, była jednym z elementów zbiorowej psychozy w czasie lockdownu. I że w przyszłości może ona zostać uznana za zdecydowanie niewspółmierny środek zapobiegawczy.